Przystanąłem przed głównymi drzwiami tylko na moment. Jedna, krótka chwila zawahania, na którą później nie będzie czasu. Przede mną, a za drzwiami rozciągała się ciemna i cicha noc. Niebo wyłożone było ciemnymi, ciężkimi chmurami, ale mimo tego nie wydawało się wcale przytłaczające. Poprawiłem marynarkę tak, żeby lepiej leżała. Nadal miałem na twarzy nie swoją maskę. Zdjąłem ją jednym, szybkim ruchem, który zburzył porządek wcześniej starannie ułożonych włosów. Teraz takie szczegóły nie miały jednak znaczenia. Nie było już ani błysków fleszy ani wielkich świateł skierowanych na mnie. Była tylko Spencer. I ja nadal nie miałem pojęcia, co właściwie chcę jej powiedzieć, ba, nie wiedziałem już wcale co we mnie siedziało.
Przy wyjściu lokaj pożegnał mnie krótkim, płytkim i bardzo sztywnym pokłonem. Grzeczność nie nakazywała odwzajemnić gestu, ale to zrobiłem. A później wyszedłem na zewnątrz i pozwoliłem, żeby otoczyła mnie ciemność i otuliła cisza, a uszy dostały upragnioną chwilę wytchnienia.
Gdzieś w przestronnym parku otaczającym willę po mojej lewej stronie rozchodziły się niewyraźne śmiechy i rozmowy. Na głównym trakcie prowadzącym do wyjazdu z posesji nie było jednak nikogo. Zapewne przez późną godzinę, a może paparazzi rozleźli się w poszukiwaniu lepszych miejscówek – może żebyznaleźć kogoś wymykającego się tylnym wyjściem. Dokładnie tak, jak podejrzewałem. I Spencer też jeszcze nie było. Wyciągnąłem dłonie z kieszeni i przez moment stałem na środku rozważając, co ze sobą zrobić. Rozwiązanie samo nasunęło mi się do głowy.
Przechodząc przez bramę wjazdową zauważyłem, że wielkie filary skutecznie ochronią mnie przed niechcianym wzrokiem. Rozejrzałem się, ale cała ulica milczała. Jakby za moimi plecami wcale nie odbywała się impreza ‘mojego życia’.
Czas mijał powoli i w zupełnej ciszy. Przez kilkanaście minut czekania pod bramą na horyzoncie pojawił się tylko jeden przechodzień – pulchny mężczyzna z jeszcze grubszym spem, który ledwo toczył się po chodniku. Musiał uznać mnie jednak za kogoś niewartego zaufania, bo przyspieszył i szybko zniknął za rogiem. Tak szybko, jak ta beczka na czterech wykałaczkach mogła tylko iść. Poza tym otaczała mnie zupełna i wyzwalająca samotność. Oparty plecami o zimny kamień i z jednej strony osłonięty wysokim, równo przystrzyżonym żywopłotem czekałem na pojawienie się dziewczyny. Straciłem poczucie czasu. Jeśli Sheila w ogóle się zorientuje, że mnie nie ma, to będzie i tak tylko jej problem.
Czy kiedykolwiek byłem w poważnym związku? Nie mogłem liczyć Angel z podstawówki, to było takie szczeniackie... Poza tym związała się po mnie z jakimś idiotą, który nosił niechlubny tytuł damskiego boksera. Później była Rose, później Angelina... A później chyba przestałem się angażować. Przestałem pamiętać imiona, bo wraz z wzrostem sławy było o to coraz trudniej. I uświadomiłem sobie, że moje życie uczuciowe to najzwyczajniejsza porażka, jaka może spotkać każdą zwyczajną osobę. Ale nie aktora! Nie, od aktorów zawsze wymaga się więcej. Żeby prezentowali się zawsze perfekcyjnie, nawet kiedy idzie po bułki do spożywczaka. Żeby ichżycie było szlachetne, żeby udzielali się charytatywnie, żeby błyszczeli... Mieliśmy być zawsze znakiem lepszego życia. A teraz okazuje się, że ja nawet nie mam własnego życia prywatnego.
Westchnąłem, przymykając oczy. Zapaliłbym... Głupi nawyk z czasów szkolnych.
Wzdrygnąłem się lekko, słysząc dochodzący z zadziwiającego bliska krzyk. Podniosłem spojrzenie i wychyliłem się lekko za ogromny kamienny filar, chociaż moje serce szybciej zrozumiało co dzieje się dookoła. Przyspieszyło tempa nagle, jakbym wiedziało już dużo wcześniej, kto znajdował się za moimi plecami. Dzielił nas tylko ten jeden filar, o który oboje opieraliśmy się plecami. Liczyłem sekundy i starałem się wstrzymywać oddech, żeby Spencer mnie nie usłyszała, a najśmieszniejsze było to, że nie wiem nawet czym tak bardzo się stresowałem. To tylko dziewczyna! Nastolatka! Tylko...
- Zawiodła się na kimś panna? – zapytałem oficjalnie, specjalnie obniżając ton głosu, ale nie ruszając się z miejsca. Byłem pewny, że Spencer pozna mnie po głosie, nawet jeśli starałem się go zmienić. – Widzi pani, mamy tutaj piękny okaz miejsca zawiedzeń, więc trafiła pani pod dobry adres – nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu. Sama obecność szatynki sprawiała, że cisnął mi się na usta. Miałem wrażenie, że pod wpływem emocji głos może mi odrobinę zadrżeć, ale lata praktyk, walki ze stresem i innymi uczuciami wzięły górę. Brzmiałem na pewnego siebie i wyluzowanego, o to chodziło.
W oddali na moment rozszczekał się pies, podkreślając chwilową ciszę, jaka między nami zapadła. Ale mi ani do głowy nie przyszło przerywanie tej drobnej zabawy. Przymknąłem oczy, przywołując do pamięci żywe wspomnienie tego, co stało się nie tak dawno na parkiecie, rozkoszując się dreszczami przyjemności. Wiedziałem, że Spencer siedzi za tą grubą warstwą muru i być może zastanawia się, co odpowiedzieć?
Nie mogłem myśleć zbyt długo – inaczej szybko doszedłbym do wniosku, że należy się wycofać i stchórzyć, a takie wątpliwości zostawiłem za sobą przed wyjściem z budynku.
- Może nie pojawił się ktoś, na kogo czekałaś? A może pojawił się, ale wszystko nie wygląda wcale tak, jak powinno? – Te słowa wydały się być gorzkie i niesprawiedliwe. Odepchnąłem się od filara i przechyliłem w lewo, żeby zobaczyć dziewczynę. Kosmyki jej włosów unosiły się leniwie na wietrze, ale poza tym nawet nie drgnęła. – Albo wszystko jest jeszcze lepsze niż w wyobrażeniach? To na kogo panna czeka i czy mogę umilić ten czas? – uśmiechnąłem się pod nosem, czego nie mogła teraz zobaczyć.
Powoli okrążyłem kamienną bramę, żeby znaleźć się twarzą w twarz ze Spencer. Znaleźliśmy się przypadkowo blisko siebie, zbyt blisko. To przywołowyało fale wspomnień i uczuć, ciężko było teraz panować nad swoim postanowieniem, że nic z tego nie może być. Uspokoiłem oddech, wyluzowałem mięśnie barków i szyi. Oparłem dłoń na zimnej powierzchni filara tuż obok głowy Spencer, a żeby to zrobić musiałem się nieco pochylić. Tak trudno było mi panować nad sobą, zachować chłodny profesjonalizm, na którym przecież od zawsze tak mi zależało.
Spencer Hastings najwidoczniej miała moc obracania mojego życia do góry nogami. Nie mogłem nawet powiedzieć, że mi się to nie podobało.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz