środa, 12 kwietnia 2017

182 (31-03-2017)

     Słysząc obcy głos, miałam ochotę wstać i odejść. Nie byłam w humorze na nieproszone towarzystwo, na żadne w sumie. Straciłam moją szansę na rozmowę z Jake'iem... Nic chyba nie mogło mi teraz poprawić humoru. Być może była to moja jedyna szansa w najbliższym czasie, by jakoś rozwikłać tą plontaninę między nami. Chociaż zaczynałam mieć wątpliwości, czy tylko dla mnie jest to takie skomplikowane. W końcu nikt nie był w stanie mi wmówić, że on nie widział, że on nie wiedział... Na bank miał świadomość, że mnie do niego ciągnęło - patrząc na tasiemiec fanek, jaki nie raz czekał na niego pod studiem, nie raz spotkał się z taką sytuacją. Na pewno więc wiedział jak to wygląda oraz posiadał jakiś plan działania.
     Czemu więc się tak zachowywał? Czemu mnie kusił? Czemu nie odsunął od siebie? Czy on... Bawił się mną?
     Przygryzłam dolną wargę, zatrzymując powietrze na chwilę w płucach. Nieznajomy, którego chciałam ignorować aż się znudzi, wcale nie pomagał. Wręcz przeciwnie nawet. Jego ostatnie słowa wyjątkowo boleśnie wpasowały się do obecnej sytuacji i  chyba były kroplą, która przelała czarę. A słysząc o propozycji towarzystwa, tym chętniej  zaczęłam podnosić się z ziemi.
     Dalej opierając się plecami o ścianę, zaczęłam podnosić się do pionu. Ledwo osiągnęłam połowę mojego celu, kiedy rozmówca pojawi się przede mną. Bliżej niż ustawa mogłaby to przewidywać... Ale to pewnie dlatego, że okazał się nie być tak obcy, a dzieląca nas odległość, znów wywołała u mnie problemy z oddechem oraz ze stabilnością nóg. Ugięłam się lekko na swoich patykach, jednak w miarę szybko przywołałam się do porządku, stając przed nim w pełnej krasie. Nie ratowało mnie to przed jego kolejnym nonszalackim pochyleniem się nade mną , ale musiałam trzymać gardę i skupić się na tym, po co tu w ogóle jesteśmy.
     Jako iż ja poprosiłam go o spotkanie, ja powinnam zacząć rozmowę... Ale nie wiedziałam jak. Powinnam oskarżyć go o bawienie się mną? Spytać, czy oszalał? Przypomnieć mu różnicę między nami? Poprosić o to, by pokazał mi więcej ze świata namiętności, który mi pokazał?... Nie, teraz to ja chyba oszalałam. Byłam jego menadżerką i powinnam sporowadzić go na ziemię, przypomnieć mu, co musiał zrobić, by zajść tak daleko i co musi robić, by dalej być najlepszy, a tego właśnie chciał.
     Spuściłam głowę, starając się uciec od niego wzrokiem. Nie chciałam tego mówić, nie chciałam kazać mu odsunąć, zapomnieć, ogarnąć się. Sama również tego nie chciałam.
     Przez całe życie musiałam podejmować te "właściwe" decyzje z powodu matki. Dopiero z nim zaczęłam eksperymentować, poznawać piękno podejmowania błędów oraz podążania drogami, które powinno się omijać. Poznałam jak to jest chcieć czyjeś dotyku, pocałunków, uwagi. Nauczył mnie, że nazywa się to pożądanie, a ja nie umiałam z tym walczyć.
     Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale słowa jakby utkwiły mi w gardle. Jakby wszystko w środku nie pozwalało mi postąpić słusznie, tak jak wymagało tego ode mnie moje stanowisko. Byłam w końcu jego menadżerką...
     - Ale nie teraz - poruszyłam bezgłośnie ustami. Źrenice mi się rozszerzyły a do głowy przyszła głupia wymówka, której nie chciałam rozpatrywać dłużej niż powinnam. Nie potrzebowałam nic więcej, żeby przymknąć oko na kolejną złą decyzję dzisiejszego wieczora.
     Strój, który miałam na sobie sugerował, kim byłam - nikim. Zwykłą dziewczyną, a jako ktoś taki nie musiałam trzymać się wytycznych, myśleć o opinii publicznej czy rozglądać się za byłskami fleszy. Jako "tylko Spencer", mogłam nawet i być jedną z morza tłumu fanek, jakie posiadał.
     Wiedziałam już, co chce powiedzieć. Niestety, jak tylko spojrzałam na Jake'a, słowa znów odmówiły mi poprawnego działania. Czułam się jak nie w swoim ciele, jakbym była tylko widzem, którego zachcianki nie mają żadnego znaczenia, którego obawy oraz pragnienia się nie liczą.
     Chłopak chyba chciał coś powiedzieć. Ba, nawet na pewno, jednak nim sklecił pierwsze słowo, szybko go uciszyłam... Przyciskając swoje usta do jego. Cokolwiek chciał powiedzieć, nie chciałam tego słyszeć. Oddałabym mu wtedy "pałeczkę" symbolizującą oddanie mu kontroli nad rozmową, do czego nie chciałam dopuścić. Miałam tak wiele do powiedzenia, tak wiele sprzeczności, jednak żadna z nich nie opuściła strefy moich myśli.
     To było jak święta w środku lata, a prezent który mi się trafił, był cudowny, choć chwilowy. Tak delikatny, tak słodki, tak... Inny od naszych poprzednich zbliżeń, a jednak nie mniej przyjemny. Nawet ta krótka chwila przyjemności przyprawiła mnie dreszcz, który niczym wichura postawił do pionu wszystkie włoski na moim ciele od stóp aż po samą głowę, a tak się przynajmniej czułam.
     Nie mogłam nadużywać "uciszacza", inaczej mogłabym doprowadzić do niechcianych konsekwencji, chociaż i bez tego do nich doprowadziłam. Jak tylko nasze usta znów zaczęła dzielić przerwa, każdy kolejny centymetr między nami zwiększał siłę bicia mojego serca. Jakby chciało tą siłą przyciągnąć mnie do niego, mimo moich usilnych prób trzymania się jak najbliżej filara.
     - Jeśli "tylko Jake" przyszedł się ze mną spotkać, to nie potrzebuję już umilania czasu oczekiwania. - Słowa jakby bezwiednie opuściły moje usta, a nerwowy uśmiech wpełzł na moje usta.
     Nie patrzyłam na niego, nie umiałam. Siedziałam, a w sumie stałam, jak na tak zwanych szpilach. Skopałam totalnie szanse na to, żeby poprowadzić te rozmowę w którąś ze stron, jakie sobie zaplanowałam. Mogłam więc jedynie czekać na jego reakcję i tym razem być gotową na dostosowanie się do sytuacji. Albo raczej mieć nadzieję na to, że będę w stanie sama decydować nad odpowiedzią czy reakcją, a nie czuć się bezradna w stosunku do odruchów i pragnień, których nie umiem kontrolować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER