środa, 12 kwietnia 2017

183 (31-03-2017)

        Wydawało mi się że nasze myśli dryfują w być może różnych kierunkach – nie miało to znaczenia, bo nasze ciała znajdowały się tak blisko siebie. Choć byłem ciekawy, o czym teraz myśli Spencer, co takiego zaprząta jej głowę, że nie podnosi na mnie nawet wzroku, nie zamierzałem naciskać. Sam nie znałem odpowiedzi na pytania, które nasuwały się na mój zdrowy rozsądek.
        Byliśmy tu zupełnie sami na obrzeżu ogromnego ogrodu bogatej posesji, ale miałem wrażenie, że jest tu tak mało przestrzeni i powietrza, bo paradoksalnie mój oddech przyspieszył dwukrotnie. Może mogłem panować nad swoim głosem, ale reakcje mojego ciała to coś zupełnie innego.
        Przez chwilę wydawało mi się, że Spencer już coś odpowie, ale wyglądała jakby zrezygnowała w ostatnim momencie. Jej przymknięte powieki i naturalnie długie rzęsy ukrywały błyszczące, piękne oczy, a usta zaciskała w linię, jakby właśnie biła się z myślami. A ja... Przeciwnie: myśli, wątpliwości i stres – wszystko zniknęło. Nagle wiedziałem, co chcę powiedzieć. Wiedziałem, że chcę iść tą drogą, goniąc szczęście i nie zważając na to, że może skończyć się ogromnym rozczarowaniem albo przepaścią smutku i rozgoryczenia. Wolałem biec teraz za tym, co wydawało mi się ważne niż stracić to i zawsze żałować. Być może po prostu moje ciało wyrywało się do tego, żeby objąć Spencer i powiedzieć jej to wszystko, wyszeptać do ucha, zapewnić że poradzę sobie ze wszystkim i to, na czym nam zależy na pewno będzie osiągnięte. Być może też, że kiedy ochłonę spojrzę na to z innej strony. Teraz jednak ta strona się nie liczyła.
        Usta dziewczyny były tym, co się liczyło. Poczułem jak niezupełnie świadomie kładę dłonie na jej biodrach, jak podążam za kształtem pośladków. Krok naprzód. O łyk więcej. Jeden kolejny oddech. Pojedyncze uderzenie serca. Byleby tylko wziąć z tego, co mogę.
        Świat zatrzymał się na ten moment, a później znów zaczął się kręcić. Wirował w moich oczach szybko, odsunąłem się o krok i uważnie zmierzyłem Spencer wzrokiem. Chciałem spróbować odczytać jej zamiary i motywy. Mimo dziwnego napięcia, które się między nami teraz pojawiło parsknąłem cichym śmiechem po jej słowach.
        - To było zdecydowanie bardzo miłe umilanie czasu – przekrzywiłem lekko głowę i odstąpiłem o jeszcze krok do tyłu. W głowie układałem wszystko, co chciałem powiedzieć i co podczas oczekiwania przed bramą przećwiczyłem już co najmniej dziesięć razy. – Przejdziemy się? Całkiem niebrzydki ten wieczór, a ogród z pewnością jest godny zwiedzenia... – zacząłem, ale zdałem sobie sprawę, że ten powód wcale nie brzmi przekonująco w moich ustach. Ogród jak ogród, na pewno nic specjalnego w nim dla mnie nie ma. Poprawiłem się z przepraszającym uśmiechem: - Po prostu tutaj jesteśmy dość łatwym celem dla wszystkich. Chodźmy w tamtą stronę.
        Obróciłem się we wskazanym kierunku, porządkując myśli i wszystko to, co chciałem powiedzieć. Okazało się tylko, że najtrudniej jest właśnie zacząć. Spencer szybko zrównała się ze mną i dostosowała krok tak, żebyśmy mogli razem spacerować niedużą alejką wgłąb ogrodu. Otaczały nas szpalery niewysokich drzew, które chroniły przed niepożądanymi spojrzeniami. W oddali słychać było odgłosy dobrej zabawy, ale też z głębi ogrodu dobiegały dźwięki spadającej wody. Musiała się tutaj gdzieś znajdować fontanna albo sztuczny mały wodospad. Skierowaliśmy się w stronę, z którego dobiegał ten miły dla ucha, monotonny dźwięk.
        Między nami zapadła cisza. Chyba oboje mieliśmy za dużo do powiedzenia i dlatego żadne z nas nie potrafiło zacząć. A może nasza sytuacja po prostu nie wymagała słów? Wolałbym w to wierzyć. Kopnąłem luźny kamyczek, który poturlał się gdzieś z stronę trawy. Podążyłem za nim spojrzeniem i dostrzegłem dwójkę ludzi leżących, no cóż... Na sobie. Przyglądali się sobie z bliska, zupełnie nieświadomi że ktoś właśnie obok spaceruje. Ucieszyłem się nawet, że nie zaczęliśmy jeszcze rozmawiać. Odchrząknąłem kilkakrotnie zbyt aktorsko i głośno, nienaturalnie po to, żeby zwrócić na siebie ich uwagę.
        - Chyba musimy poszukać sobie innego miejsca na spacer, Spence, bo tutaj już zrobiło się zdecydowanie za tłoczno – wywróciłem oczami, nie kryjąc szyderczego uśmiechu. Para poderwała się z ziemi, ale my już skręciliśmy w kolejną alejkę. – Co chcesz ode mnie usłyszeć? Uprzedzam, że nie należę do najlepszych w temacie rozmowy o... O tym – zatoczyłem koło dłonią w powietrzu jakby dla podkreślenia o co chodzi. – Ale mogę spróbować.
        Miałem wrażenie, że moje słowa są gładkie i puste, pozbawione tego wszystkiego, co jeszcze przed chwilą byłem gotowy powiedzieć Spencer prosto w oczy. Odeszliśmy na tyle od kochającej się w krzakach pary, że na pewno nie mogli już nas usłyszeć. I vice versa. Zatrzymałem się i zmusiłem Hastings, żeby zrobiła to samo i spojrzała na mnie.
        - Spróbujmy. Jedyne, co może zawieść to nasze wyobrażenia. Ale możemy spróbować, prawda? – zapytałem, nie odważając się do niej zbliżyć.
        Znałem gorzką prawdę. Tym, co zawodzi nas najbardziej są nasze własne oczekiwania, nie inni ludzie. To na nich lubimy zrzucać winę własnej bujnej wyobraźni. Chciałem mimo tego spróbować wszystkiego ze Spencer, co od kilku dni nie opuszczało moich myśli.
        Na alejce robiło się coraz tłoczniej. Teraz już nie byliśmy sami, więc założyłem prowizorycznie maskę na twarz. Ludzie, którzy co kilka minut nas mijali byli co prawda zbyt pijani, żeby pojmować rzeczywistość, ale wolałem nie kusić losu. Wyglądało na to, że więcej par wyszła szukać w przestronnych ogrodach kąciku tylko dla siebie... Miałem wrażenie, że to nie jest już odpowiednie miejsce na taką rozmowę, więc bez słowa podałem Spencer ramię i kiedy je złapała nachyliłem się nad jej uchem, szepcząc jej do ucha proste słowa o bardzo skomplikowanym znaczeniu.
        - Możemy dokończyć gdzieś gdzie nikt nas nie usłyszy?
        Dziewczyna nie mogła zauważyć uśmiechu, który namalował się na moich ustach chwilę później. Nie czekałem na jej odpowiedź, po prostu skierowałem się w stronę willi. Podobno wiele pokojów jest otwartych, teraz to chyba najodpowiediejsze miejsce na naszą... Rozmowę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER