Spodziewałam się dostać solidny opierdziel, reprymendę, że znów na za dużo sobie pozwalam, że wchodzę mu na jego przestrzeń osobistą i mam przestać... Jednak nic takiego się nie stało, a nawet nastąpiło całkowite przeciwieństwo tego. Aż musiałam się uszczypnąć żeby przekonać się przekonać, czy na pewno nie śnię. Naprawdę już nie rozumiałam, na czym stoimy, na czym ja stoję! W końcu doszło do tego raz, została odrzucona. Była o tym rozmowa, miało więcej nie dochodzić do takich rzeczy. Potem na parkiecie zaszło między nami coś, co nie powinno mieć miejsca, zważając na położenie każdego z nas z osoba i razem. I do tego teraz to... To to w ogóle nie powinno mieć miejsca. To spotkanie nie powinno mieć miejsca, ani tym bardziej to, co się na nim stało oraz co właśnie usłyszałam.
Jake... - poruszyłam bezgłośnie ustami, nie będąc w stanie zapanować nad natłokiem myśli. - Co ty sobie myślisz? Piłeś? A może zapomniałeś, że wcale nie powineneś tak zareagować? Nie miałeś tego w scenariuszu. Twoją rolą było obecnie budowanie związku z Sheilą, ale to nie ją właśnie całowałeś. Nie do niej posyłałeś delikatny acz ciepły uśmiech, okalany niby to niedbałym, krótkim zarostem. I to nie ją zapraszałeś właśnie na spacer, by porozmawiać o tak wielu rzeczach, od których dawno obydwoje uciekaliście...
Kiwnęłam tylko lekko głową i podniosłam torbę z ziemi. Kilka większych kroków i zrównałam krok z Jake'iem, nadal wlepiając wzrok w czubki moich trampek. Fascynacja z jaką pochłaniałam każdy refleks, każdy brudek czy cień pojawiający się na jego powierzchni, była godna podziwu. Nie była jednak ona spowodowana chęcią poznania czy czysta ciekawość, a po prostu brak odwagi, by spojrzeć na niego. Wydawał się zadziwiająco zdecydowany i spokojny, podczas gdy ja biłam się z myślami, a konkretniej to z nimi przegrywałam.
Dopiero kiedy aktor zaczął chrząkać, nieśmiało podniosłam wzrok, jednak nie zwracał się do mnie. Na widok ludzi tak śmiało okazujących sobie uczucie, poczułam niemałe skrępowanie. Co prawda sama jakiś czas temu obściskiwałam się z Jake'iem w tłumie tańczących ludzi, ale anonimowość jaką dawała mi maska, pozwoliła zdobyć mi się na to, co wtedy powiedziałam, tak samo jak oddanie się tamtemu pocałunkowi. Jednak to... Czy nikt im nie powiedział, że w willi barona są wolne pokoje do takich rzeczy?
Zawiesiłam wzrok na parze dłużej niż powinnam, więc znów musiałam doganiać chłopaka. I kiedy w końcu zdawało się, że byliśmy sami...
Dobre pytanie. Sama nie wiedziałam, co tak naprawdę chciałam usłyszeć. Nigdy czegoś takiego nie czułam do nikogo, nie znałam się na tych sprawach, nie wiedziałam czego oczekiwać, co jest normalne, a co nie... To był pierwszy raz, kiedy ktoś był tak blisko mnie w sensie fizycznym, jak i psychicznym - nikt nigdy nie odbierał mi tak rozumu, jak on. Z jednej więc strony na pewno chciałam wiedzieć, czy w końcu wie. Obiecał mi w końcu, że jak się dowie co czuje, to mi powie, tym czasem nadal nie poznałam żadnej odpowiedzi, zostawały mi domysły, a nie chciałam żyć takowymi. Druga jednak strona chciała usłyszeć, że on wie, że podjął błędne decyzje i z tym koniec, z tymi dziwnymi akcjami między nami. Nie byłam zabawką, którą mógłby brać kiedy mu się podoba i robić ze mną co chce - od tego mógł mieć pierwszą lepszą lecącą na sławę i kasę panienkę! I mimo tych wszystkich myśli, dopiero jego następne słowa sprawiły, że oprócz odebrania mi mowy, na chwilę wręcz przyćmiło mnie umysłowo.
Dwukrotnie zapowietrzyłam się z zamiarem wyrzucenia z siebie chociaż głupiego "okej" na znak, że dotarło do mnie co mówił, jednak nawet tego nie umiałam. Jeśli dobrze zrozumiałam jego słowa, to on właśnie... Zaproponował mi... Związek? Bo tak to się chyba nazywa, kiedy dwoje ludzi się lubi i między nimi jest chemia, nie tylko w postaci proszku do prania, i chcą razem próbować... W sumie co? Bo moja wiedza nie pojmowała nawet tego. Jesteś z kimś bo jest coś między wami, w porządku, ale do czego dążycie? Co chcecie tym sprawdzić, co osiągnąć?
Nie dane mi jednak było zebrać się na jakąś wypowiedź, ponieważ coraz więcej ludzi zaczęło decydować się na małe odświeżenie. Kiedy minęła nas już enta z rzędu para, chłopak postanowił znów ukryć twarz pod maską... Co zaskakująco pozytywnie wpłynęło na znalezienie języka w mojej gębie. Huh, kto by pomyślał, że jego atrakcyjność aż tak mnie onieśmielała? Temat sam w sobie nie był prosty, ale niesamowite pokłady sexowności, jakie skrywały się w każdym centymetrze jego twarzy, od delikatnego wcięcia na brodzie, po samiutkie zmarszczki, które czasem pojawiały się na jego czole. Każdy szczegół dodawał mu atrakcyjności oraz sprawiał, że stawał się bardziej naturalny w oczach tak przeciętnych ludzi jak ja. Wszyscy w końcu wiedzą, że gwiazdy są jak oddzielny gatunek. Nieosiągalni, niesamowici, czasem wręcz idealni, więc im więcej relatywnych rzeczy w nich znajdujesz, tym bliżsi się wydają.
Delikatnie wsunęłam rękę pod jego ramię i nieśpiesznie ruszyliśmy z powrotem w stronę willi. Starałam się nie podnosić wzroku, chociaż szansa że ktoś by nas rozpoznał była mniej niż jedna na milion. Większość osób wydawała się zbyt pijanych lub zajętych sobą, żeby dostrzec to, że jakaś nieprzebrana młódka z tobą, idzie pod ręką z jakimś przebierańcem, a co dopiero by rozpoznali w nim Jake'a... Jednak podejrzewałam, że gdybyśmy wpadli na barona bądź Sheilę, nie byłoby już tak łatwo. Jednak jeśli chcieliśmy porozmawiać w spokoju, musieliśmy zaryzykować. Zawsze zostawało jeszcze wyjście kompletnie z imprezy, ale to bardzo negatywnie by się na nim odbiło.
W ponownym zetknięciu ze źródłem hałasu oraz hałasu, wszystko jakby zakręciło mi się przed oczami. Próbowałam się nie zatrzymywać, jednak po trzech krokach zachwiałam się, prawie wypuszczając z objęcia jego rękę. Moje samopoczucie nie spotkało się z ignorancją, więc szybko musiałam zapewnić go o tym, że wszystko jest okej i chcę po prostu szybko uciec od tego zgiełku. Od tego momentu nasza przygoda przybrała na prędkości, mijaliśmy tańczące ostatki oraz podpitych podpieraczy ścian, jak i również dziwnie trzeźwych ostatków dużo szybszym krokiem. Nikt nawet nie próbował nas zaczepiać - zapewne moje próby chowania twarzy w jego ramieniu, jak i nie najprostszy krok, dawały ludziom do namysłu.
Kiedy w końcu wspięliśmy się po schodach, które podobnie jak ogród były po mału oblegane przez coraz to większą liczbę ludzi. Z tym, że oni zmęczeni kilkugodzinnymi zabawami i alkoholem, ledwo dawali radę pokonywać szczeble w regularnym tempie. Dlatego też, gdy dotarliśmy na korytarz, było jeszcze w miarę pusto i z pewnością już znacznie ciszej, niż na sali.
Na krześle przy drzwiach którymi wchodzili, i raczej już nie wracali, ludzie zainteresowani ucieczką do odosobnionego pokoju, siedział jeden z pracowników samego barona. Był to starszy mężczyzna około pięćdziesiątki, którego prawie cała twarz tonęła w malutkich, kasztanowych piegach. Ubrany był w czarny garnitur z żabotem, a na jego dużym nosie spoczywały okulary w grubych, granatowych oprawkach. Wyjrzał spod nich na nas nieprzystępnym wzrokiem, po czym spojrzał na tablicę wiszącą za nim, na którą do tej pory nie zwróciłam uwagi.
W drewnianej ramie okalanej szybą, na niewielkich haczykach wisiały srebrne kluczki ze złotymi breloczkami. Na każdym z nich ozdobnymi liczbami wygrawerowane były numery - jak nie trudno się domyśleć, były to numery pokoi.
Nie śpiesząc się, mężczyzna podał Jake'owi jeden z takich kluczy i znudzonym głosem powiedział nam coś, co pewnie powtórzył dzisiaj co najmniej z dwieście razy:
[b]- Pokój jest kompletnie do Państwa dyspozycji od tego momentu, do czasu wyjścia z niego, włączając w to nocleg, jeśli by się Państwo decydowali. Łazienki znajdują się co kilka metrów na korytarzu, posiadają prysznice oraz są koedukacyjne. Jeśli będą Państwo potrzebować zabezpieczeń w postaci prezerwatyw, znajdą państwo tak owe w szafce koło łóżka. Pokoje są również wyposażone w telewizory oraz małą lodóweczkę z napojami, a teraz życzę Państwu miłego pobytu i dobrej nocy. Do pokoju dwieście osiemdziesiąt jeden prosto i pierwszym zakrętem w prawo, w razie problemów porozwieszane są mapy po drodze.[/b]
Podziękowaliśmy wyraźnie zmęczonemu oraz znudzonemu mężczyźnie i ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Chociaż ja szczerze miałam ochotę zrobić krok w tył i wrócić w hałas tańców i śpiewów jak tylko usłyszałam o prezerwatywach. Nikt nie mówił, że musimy i że w ogóle będziemy z nich korzystać, ale tak owa propozycja z ust osoby postronnej... Speszyła mnie. Jedyna wiedza jaką posiadałam na temat tego, to szkoła oraz telewizja po dwudziestej drugiej, jeśli mama nie wracała na noc do domu, tak więc byłam totalnym laikiem... Ale to nie znaczyło, że chciałam dopuścić się tego z nim!
Hałas balowy zdawał się robić coraz bardziej odległy oraz momentami wręcz niesłyszalny gdy zza mijanych drzwi zaczynały dobiegać dźwięki. Nie były to tylko jęki i sapania, jak zakładałam się słyszeć. Zdarzało się słyszeć milczenie, co zapewne świadczyło o śnie w dosyć hardkorowych warunkach. Nie zabrakło też jednak zwyczajnych dźwiękach telewizora, a nawet karaoke!
Pogrążona we własnych myślach nawet nie zauważyłam, kiedy Jake odnalazł nasz pokój. Zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy wypuścił moją rękę i otworzył drzwi. Oczywiście, jak na dżentelmena przystało, puścił mnie przodem.
Szybko wymacałam włącznik światła, ukazując naszym oczom niewielkie miejsce naszego pobytu w najbliższym czasie. Zielone ściany zdawały się kojąco wpływać nie tylko na oczy, ale również uspokajać. Nie wspominając już nawet o uczuciu, w jakie wprawiało patrzenie na łóżko - na grubej ramie o szerokości pokoju, leżał równie szeroki materac. Kremowa pościel w delikatne wzory oraz góra poduszek wręcz zachęcały do tego, żeby rzucić się na nie i już nie wstawać. Zwłaszcza przy delikatnym, nieinwazyjny świetle, jakie dawały lampy, wręcz nie dało się nie odpocząć. A jeśli jeszcze do tego dodać telewizor, na którym pewnie był dostęp do każdego możliwego kanału...
Jednak nie po to tutaj byliśmy. Kiedy usłyszałam jak drzwi za mną zamykają się, szybko odwróciłam się w stronę Jake'a. Tak jak podejrzewałam, chciał od razu pozbyć się swojej maski.
- Nie - powstrzymałam go, kładąc swoją dłoń na jego. W porównaniu do niego, moje ręce były jak kostki lodu, a jego ciepłe jak słoneczny dzień. Aż po całym ciele przeszedł mnie dreszcz, który pchnął mnie do szybkiego oddalenia się do niego - pola manewru i tak dużego nie miałam. Trzy, może cztery kroki od drzwi i już wpadałabym na łóżko. - Zostaw ją, tak będzie... Będzie mi chyba łatwiej - wyjaśniłam się, nadal na niego nie patrząc. Teraz, kiedy naprawdę nie było nic innego na czym można by na dłużej zawiesić wzrok ani kiedy nie trzeba było rozglądać się w poszukiwaniu ewentualnych zagrożeń, wiedziałam że patrzył na mnie i tylko na mnie. - T-twoja atrakyjność trochę peszy - dorzuciłam znacznie ciszej, odwracając się w jego kierunku plecami.
Jeszcze nie zaczęliśmy, a już serce mi waliło jak po maratonie. Zbliżał się moment prawdy...
- Jake - zaczęłam. W końcu wcześniej to on mówił, teraz więc chyba była moja kolej by rozpocząć dialog. Głęboki wdech i... - Zanim zacznę mówić, wolałabym się upewnić, że na pewno dobrze cię zrozumiałam. - Starałam się brzmieć poważnie i opanowanie, chociaż zdawało mi się że słychać, jak z nerwów drga mi głos. - Zacznijmy może od tego, że wyjaśnisz o co chodziło ci no wiesz... Z tym próbowaniem, i dotrzymasz wcześniej danego mi słowa. - Gdyby jednak o tym zapomniał, podpowiedziałam mu. - Obiecałeś, że gdy rozeznasz się w swoich uczuciach, powiesz mi o tym...
Miałam nadzieję, że zacznie mówić, bo z nerwów gardło miałam tak ściśnięte, że nie wiedziałam, czy stać mnie na wyrzucenie z siebie jeszcze kilku słów. Jak na pierwsze doświadczenia w sprawach sercowych, jak na razie było raczej bardzo nieprzyjemnie, ale to pewnie kwestia tego, że za bardzo się wszystkim przejmowałam, zamiast cieszyć się chwilą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz