Chyba żaden mężczyzna na moim miejscu nie oczekiwałby na taką reakcję, jaką zaprezentowała w tym momencie Spencer. W jednym momencie trzymałem ją w objęcia, patrząc w oczy w napięciu i czekając na jakąkolwiek reakcję, a w drugim ona dosłownie przelewała się przez moje ręce. Nie potrafiłem tego zrozumieć, ale w pierwszym odruchu nie myślałem wcale o powodach takiego zachowania. Złapałem ją niemal w locie, zanim zdążyłaby się zupełnie wyślizgnąć z moich ramion i skończyć na podłodze. Nie była ciężka, ale nagły wysiłek spowodował ciche sapnięcie. Siłą mięśni na ramionach uniosłem ją do góry, a później położyłem ją na materacu – na szczęście łóżko w tym wypadku nie było daleko, bo pozycja w której ją trzymałem wcale nie należała do wygodnych.
Wydawało mi się że na dobrych parę chwil zupełnie odpłynęła. Zemdlała. Z wrażenia czy co? Wszystkie myśli skumulowały się na tym, że to już nie pierwszy raz, kiedy wywija taki ‘numer’, nawet jeśli nieświadomie.
- Wiem, że jestem boski i mam super ciało, ale jeny dziewczyno, mdleć na dźwięk tych słów? – mruknąłem sam do siebie. Ona i tak mnie nie słyszała. Miała przymknięte oczy, kiedy kładłem ją na całkiem miękkim i wygodnym materacu.
Początkowo usiadłem obok niej, ale kiedy wydawało mi się, że się ocknęła pochyliłem się do przodu, a z moich ust wyrwało się standardowe pytanie w takiej sytuacji: „wszystko w porządku?”. Odruch, a jakże głupi. Jeśli wszystko byłoby w porządku, to na pewno by mi tak tutaj nie mdlała. Na szczęście wszystko działo się tak szybko, że nie miałem czasu nawet pomyśleć dlaczego właściwie to wszystko się stało. Kiedy mogłem mieć już pewność, że doszła do siebie, opadłem na maretac z cichym westchnieniem.
To chyba tyle, jeżeli chodzi o wcześniejszą atmosferę. A może... Może to tylko dla mnie było czymś, czego chciałem? Co jeśli źle, zupełnie źle odczytałem wszystkie znaki?
Przecież Spencer sama mnie pocałowała! I to dwa razy... Chyba nie można tu mówić o pomyłce?, myśl szybko przecięła moją głowę na wskroś. Gapiłem się na sufit i szukałem słów, którymi mógłbym się upewnić, że wróciła już zupełnie do swojej świadomości. Ale okazało się, że dziewczyna była szybsza.
Jej pytanie sprawiło, że zupełnie znieruchomiałem. Bałem się nawet wziąć kolejny oddech, jakbym znów stał się nastolatkiem i ktoś zadał mi pytanie, na które właściwie nie znałem odpowiedzi. A było to całkiem ważne pytanie. Milczenie rozciągało się między nami nieprzyjemnie, a ja nawet nie miałem odwagi i ochoty, żeby spojrzeć Spencer w oczy. Z resztą ona na mnie też nawet nie patrzyła. Sytuacja nagle zrobiła się okropnie niekomfortowa. Czułem się tak, jakby ktoś z całej siły uderzył mnie w brzuch, a zawartość żołądka chciała wydostać się najszybszą możliwą drogą z wnętrza mojego ciała. Jej pytanie było proste, nie obleczone żadnymi słowami. Zrobiło mi się autentycznie niedobrze.
Przecież nie tak miało być... Nie o to chodziło... Ja...
Mje myśli zwolniły tylko po to, żeby za moment natychmiastowo przyspieszyć. Odpowiedź na jej pytanie byłą oczywista. Nie chodziło tylko o seks. Ale przecież my w ogóle się nie znamy, jesteśmy praktycznie dla siebie dwójką obcych ludzi. Obcy ludzie z różnych światów. Tacy, którzy nigdy nie mogliby być razem. Wiedziałem to przecież od początku. A jednak, jak ostatni idiota, dopuszczałem do siebie nadzieję... Zagryzłem mocno zęby. Ten gest uwypuklił moje kości policzkowe. Uparcie wpatrywałem się w sufit, modląc się o jakiekolwiek dobre wyjście z tej sytuacji.
Wyglądało jednak na to, że takie wyjście nie istnieje, a moje modlitwy nie będą nigdy wysłuchane. Rozluźniły się wszystkie mięśnie namojen twarzy.
Miałem silne poczucie, że robię to wszystko dla wyższego dobra.
Dla zachowania tego wizerunku Jake’a, jaki sam sobie stworzyłem Profesjonalista, zawsze bezbłędnie wykonujący swoją pracę. Do tej pory uczucia i emocje nie były w stanie tym zachwiać. I teraz też nie powinny. Słowa opuściły moje usta zanim zrozumiałem, że w ogóle je otworzyłem.
- Tak. Właśnie o to mi chodziło.
Wypowiedzenie tych słów sprawiło mi dziwny, nieznany ból. Nie było to cierpienie fizyczne. Nic, na co pomogłyby zwykłe tabletki przeciwbólowe. Miałem wrażenie, że ktoś wyrwał ze mnie część duszy, a było to zdecydowanie bardziej bolesne niż każde inne skaleczenie. Wmawiałem sobie, że robię dobrze. Że to właśnie należało zrobić od samego początku, kiedy zorientowałem się co dzieje się między nami. Ale to uzasadnienie wcale nie pomagało. Serce bolało mnie coraz bardziej z każdym uderzeniem, bo przeczuwałem, co się właśnie stanie. Co więcej, do czego sam doprowadziłem dobrowolnie.
Spencer zamknie się przede mną, ucieknie do swojego świata i zatrzaśnie drzwi przede mną. I żaden klucz nie będzie ich w stanie otworzyć, dopóki ona sama tego nie zechce. Dopóki sam nie zawalczę o to, żeby pozwoliła mi spróbować.
A ja nie będę walczyć. Nie będę próbować.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz