Poczułam się tak, jakbym dostała w twarz. Więc po to było to wszystko? Te uściski, łapanie za rękę, pocałunki... Te słowa. Każdy ten gest miał w zamiarze zaciągnięcie mnie do łóżka? I może tylko dlatego, że nie chciałam, by była to jednak prawda, zaczęło mi się wydawać że to się jednak kupy nie trzymało... Czemu więc nie dobrał się do mnie wtedy w samochodzie? Ani kiedy byliśmy sami w mieszkaniu, w jego łóżku? Czemu tak szybko odpuścił temat sexu, a jego odpowiedź brzmiała tak smutno? Czemu zachowywał się tak, jak się zachowywał w wielu innych przypadkach, skoro zależało mu tylko na tym?
Wiele dziewczyn na moim miejscu zapewne i tak poczułaby się niesamowicie na myśl, że to właśnie je do łóżka chciał zaciągnąć słynny aktor... Ale nie ja. Myśl o tym, że znaczyłam dla niego tylko tyle, była... Bolesna. Wydawało mi się, że jest między nami taka dziwna chemia, a okazało się to tylko pożądaniem - nie umiałam tego zaakceptować. Albo raczej po prostu nie chciałam.
Emocje w moim ciele potęgowały się i opadały z sekundy na sekundę, jakbym nie wiedziała na co się zdecydować. Złość, smutek, zawód, niedowierzanie i wiele innych. Nie potrafiłam zdecydować się chyba na to, czy wierzę jego słowom, czy widzę w nich cień zwątpienia... W końcu sama podsunęłam mu odpowiedź. Nie spytałam "to o co tak naprawdę chodziło?" a "więc chodzi tylko o sex?", a to często potrafi zrobić różnicę.
Leżeliśmy tak w milczeniu koło siebie, albo raczej ja leżałam a on siedział. Nie potrafiłam zrozumieć swojego bólu, ani rozgryźć jego myśli oraz zamiarów, chociaż naprawdę próbowałam. Przez szparę między rękami obserwowałam jego plecy, cicho jakby licząc, że objawi mi się na nich odpowiedź do tej sytuacji. Nic takiego jednak się nie działo, za to chyba doszłam do źródła mojego rozbicia - odrzucenie. To mnie właśnie spotkało i nie wiedzieć czemu, nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Moja niska samoocena zawsze usadowiała mnie w przekonaniu o tym, jak ciężko byłoby spodobać się komuś, a co dopiero być chcianym przez niego wyborem... A jednak nie umiałam się z tym pogodzić.
Powoli, jakby nadal bijąc się z myślami, podniosłam się do siadu. Wiedziałam, że powinnam wyjść, powinnam mu powiedzieć, że chce pieniądze za swoją pracę i nigdy więcej się z nim nie zobaczyć!
- Ty mendo! - Skumulowana we mnie złość dała mi tyle siły, żeby sięgnąć po jedną z poduszek i go nią uderzyć. - Jest w ogóle jakakolwiek rzecz w twoim życiu, wobec której jesteś szczery?! Którą sobie nie pogrywasz tym swoim aktorstwem?! - Zadając mu coraz to nowe ciosy, wyrzucałam z siebie swoją gorycz. Oczywiście Jake nie siedział bezczynnie jakby był moim workiem treningowym. Podjął próby powstrzymania mnie, jednak jak tylko się odwrócił w moim kierunku, jednym szybkim ciosem zrzuciłam mu maskę z twarzy. Tym razem jednak nie czułam się speszona, nie czułam się niepewna - to wszystko zastąpiła złość, poczucie wykorzystania, mimo iż do niczego nie doszło oraz zawód, wielki zawód jego osobą. - Skoro potrafisz mnie całować, to miej odwagę powiedzieć mi to w twarz - wycedziłam, kiedy złapał moją rękę w połowie ataku na jego twarz, po raz kolejny.
Mimo iż nie kosztowało mnie to dużo siły, mój oddech był płytki, jakbym nie wiem jak się zmęczyła. W dodatku jego obraz uległ lekkiemu rozmazaniu, co mogło znaczyć tylko jedno - oczy zaczęły mi się szklić.
Naprawdę ciężko było mi uwierzyć w to, do czego właśnie się przyznał. Był pierwszą osobą, do której się tak zbliżyłam, o której dniu chciałam słuchać, której dotyk sprawiał, że ciarki urządzały sobie wyścigi po moim ciele. Był pierwszym, którego pocałunek przyprawił mnie o szybsze bicie serca, którego uśmiech chciałam widzieć oraz wywoływać... Nie wiedziałam jednak czy można nazwać to zakochaniem, nigdy tego nie doświadczyłam. Ale jeśli w jego oczach miałam być tylko przedmiotem cielesnych uciech, to nie chciałam poznawać prawdy o tych uczuciach. Ani teraz ani nigdy - mama powinna być tego idealnym przykładem. Kochała ojca, i jak skończyła? Porzucona, niepotrafiejąca pozbierać się po stracie, cierpiąca... Jaka więc z tego płynęła nauka na temat uczuć? ... No właśnie.
Patrząc w jego ciemne oczy, nie wiedziałam już, czego naprawdę chcę, ani z kim mam do czynienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz