Poczułem jak materac ugina się lekko i usłyszałem ruch, ale nie chciałem patrzeć w tamtym kierunku. Miałem nadzieję, że Spencer po prostu wyjdzie i zostawi to wszystko co się stało za sobą, zaostawi mnie samego, chyba tylko po to żebym mógł przeżywać w samotności ogrom popełnionych ostatnio błędów. Pozwolenie sobie na jakiekolwiek uczucia względem tej dziewczyny w tak kluczowym punkcie kariery... Ta pomyłka była nie do wybaczenia. A teraz wiedziałem, ze zbiorę żniwo konsekwencji swoich działań. Nie oczekiwałem tylko, ze to żniwo będzie aż tak... Fizyczne.
Kilka pierwszych uderzeń wbiło mnie w taki szok, że zapomniałem nawet, jak się bronić. Otępienie było jednak tylko chwilowe. Wydawało mi się, że słyszę głęboki żal i wyrzut w głosie dziewczyny. Ostatnim, czego w tym momencie chciałem było odwrócenie się w jej stronę.
Miała rację. Może miała. Łatwo było mi wierzyć w złość, zawód i wyrzuty tego typu, bo nam obojgu dawało to siłę, żeby w końcu podjąć odpowiednie decyzje. Musimy się rozejść, zanim jedno drugiemu wyrządzi znacznie większą krzywdę niż tylko uczucie przywiązania czy zakochania. I teraz poczułem jak wzbiera się we mnie siła, żeby to zrobić. Siła zmiksowana ze złością na nią i na całą sytuację. Nie miała prawa mnie oceniać w ten sposób! To nie ona stała przed tysiącami kamer, nie ona poświęcała całą swoją sławę, źródło dochodu i wszystko co posiadała temu uczuciu! Miałem ochotę to wykrzyczeć, ale nie dałem rady. Moje gardło było boleśnie ściśnięte.
Z drugiej strony cisnęła się ochota, żeby wytłumaczyć jej że wszystko źle zrozumiała; moje gesty, mój spacer, że nadinterpretowała moje słowa. Ale na to tym bardziej nie chciałem się zdobyć.
W końcu obróciłem się energicznie i poczułem, że maska opada. Nie tylko w dosłownym sensie. Spencer wyglądała na okropnie wściekłą. Tym razem jednak wcale nie zmiękczyło to mojego postanowienia, a może wręcz przeciwnie. Chciałem, żeby mnie nienawidziła i ja chciałem nienawidzić ją. Wtedy wszystko byłoby zdecydowanie łatwiejsze.
Kiedy udao mi się w końcu opanować jej ciosy i złapać jej dłoń, ona już się poddała. Zachowywała grymas złości na twarzy, zdradzały ją jednak przeszklone oczy. Miałem wrażenie, że została doprowadzona na przepaść i teraz moją rolą było zepchnięcie jej w dół. Myśl, że nigdy nie będę potrafił cofnąć swoich słów ani należycie za nie przeprosić nie opuszczała mojej świadomości. Tutaj nie było nic pomiędzy.
- A myślałaś że o co chodzi, Spencer? Nie jesteś już przecież dzieckiem, więc myślałaś że po co to wszystko? – wycedziłem przez mocno zaciśnięte zęby, dłonią zataczając niedbały krąg dookoła. Moje słowa wypełniała jadowita, szczera prawda. Fakt, chciałem się z nią przespać. Jej zupełny brak świadomości wydawał mi się oderwany od rzeczywistości. Puściłem jej nadgarstek, bo uświadomiłem sobie jak mocno zaciskam na nim palce. – Weszłaś właśnie do świata dorosłych, gratuluję. Oczekiwałaś tutaj takich samych zasad jak w bajkowym świecie dzieciństwa? Myślałaś, że mnie znasz, chociaż dwa tygodnie temu nie miałaś pojęcia o moim istnieniu? – syknąłem, a sarkazm aż rozdarł moją świadomość.
I tak oto wszystko się tutaj kończy. W miejscu, gdzie miało się zacząć. Ogarnęła mnie nieznana, ogromna fala wściekłości. Żadko kiedy byłem aż tak rozżalony, zawiedziony i zraniony, a w tym wszystkim chyba najgorszy był fakt, że zrobiłem to na własne życzenie.
Wiedziałem, że Spencer uwierzy w moje słowa. Poziom mojego aktorstwa przekraczał jej jakiekolwiek pojęcie i w jednym się nie myliła. To nie była rzecz w moim życiu, wobec której byłem szczery. Dziewczyna nie musiała o tym wiedzieć. O tym, jak dobrze trafiła w sedno, coś zabolało mnie w tyle klatki piersiowej.
- Dorośnij, dziewczyno – syknąłem jeszcze, po czym podniosłem się z materaca.
Wszystko było tu już skończone. Poprawiłem swoją marynarkę i przeniosłem spojrzenie na maskę, która leżała teraz zbyt daleko, żeby ją dosięgnąć. Poza tym nawet jej już nie potrzebowałem. Przedstawienie zakończone, aktorzy mogą schodzić ze sceny. Obróciłem się na pięcie i szybkim krokiem opuściłem pokój. Szedłem szybko. Jakby bojąc się, że ktoś może podążać moim śladem. Nikogo jednak nie było. Moje życie było puste; ludzie przychodzili i odchodzili, nikt nie zostawał na dłużej. Odpychałem ich bojąc się konswkwencji, uważając że właśnie tak powinno być. Sam przygotowałem sobie ten okrutny los.
Jeśli kiedykolwiek myślałem, że będę się zamartwiać tym, co się stało, przeliczyłem się. Reżyser chyba wyczuł moment, albo po prostu tak się szczęśliwie złożyło, że nie miałem czasu nawet o niczym zbytnio pomyśleć wieczorem, kiedy zmęczony kładłem się na łóżko i zasypiałem od razu. Ilość obowiązków, która spadła na moją głowę po imprezie Halloweenowej była odskocznią od wszystkiego, co się stało. Zazwyczaj lubiłem mieć chociaż pół dnia w tygodniu, który mógłbym poświęcić dla siebie, ale teraz czasu w samotności unikałem jak ognia.
Generalnie moje życie zostało podzielone: na to, co działo się przed Halloween i na to, co było po tym. Naszej wymiany zdań nie można było nazwać chyba kłótnią. A mimo wszystko tamta noc była punktem zwrotnym. Zmieniła wszystko.
A może to wzmożona praca nad pierwszym, najważniejszym sezonem i odcinkiem promocyjnym, który miał być emitowany w przyszłym tygodniu sprawiła, że moje życie nabrało przyspieszonego tempa. Może nie miało to nic wspólnego ze Spencer. Miesiąc minął jak z bata strzelił, a ja nawet nie miałem chwili, żeby na osobności porozmawiać z Hastings.
To była druga rzecz, której oboje unikaliśmy jak ognia.
Nie mogłem mieć jej za złe tego, że tak się zachowywała. Byłem egoistą, ale nie do tego stopnia. Na szczęście załatwienie nowego menadżera znacznie rozluźniło nasze stosunki. To, co było przed nie powróciło już później.
Nie wszystko w przeciągu tego czasu naznaczone było jednak wspomnieniem o szatynce. Miałem okazję porozmawiać z Jaredem, a ten okazał się jak zwykle być niezawodnym oparciem, które nie chwiało się z czasem jak wszystkie inne filary moich znajomości. Mężczyzna pojawiał się w moim miezkaniu sporadycznie, czasem opowiadając o Lucy i o tym, jak sprawa ułożyła się między nami. Jared nie pytał nigdy wprost o to, co stało się między mną a Spencer, ale wiedziałem że ma swoje podejrzenia co do tej sprawy. Nigdy z ust żadnego z nas nie padło także słowo „przepraszam”, a mimo wszystko przyjaźń wróciła na swoje dawne tory. I była to dla mnie niesamowita ulga w wydarzeniach ostatnich tygodni.
Przyjaciel towarzyszył mi w większości wyjazdów do innych stanów i Kanady, gdzie częściowo kręciliśmy po kilka odcinków. Praca na planie szła zadziwiająco gładko. Wydawało mi się, że każdy czekał aż w końcu coś się potknie, bo nikt nie wierzył że bez przeszkód i z taką łatwością wypełniamy plan. Mi to odpowiadało. Lubiłem, kiedy moje życie i praca szły bez przeszkód.
Tylko czasami pozwalałem sobię na nutę żalu i nostalgii za tym, co mogło się stać między mną a Spencer. Przywykłem do tych pojedynczych myśli. Dawały mi poczucie, że wciąż jestem tylko człowiekiem i wciąż mam te uczucia, co każdy z nas. A smutek był zadziwiająco miłym wytchnieniem od codzienności podążającej zgodnie z ustalonym odgórnie planem.
Nawet po dwóch tygodniach prasa cały czas huchała od plotek na temat mój i Sheili. Nagłówki były różne – od tych zupełnie prostackich „Miłość tego stulecia” po te, które chciały przyciągnąć czytelników dozą tajemniczości: „Czy natrafiliśmy na nieoszlifowany kamień zauroczenia?”. Wszędzie pisano najróżniejsze fakty, niektóre z nich miały tyle wspólnego z prawdą co śnieg z latem. Nie czytałem ich, nie zaglądałem na żadne fora. Nigdy nie interesowały mnie portale plotkarskie.
Jared czasami przychodził do mnie, trzymając się za brzuch, z twarzą czerwoną od śmiechu, ściskając w dłoni magazyn kupiony w kiosku na dole. To mówiło mi więcej niż cały artykuł.
Życie wskoczyło na tory, które można było dla mnie nazwać normalnością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz