Czekałam na lotnisku zaraz obok Stevena, trzymając w rękach kartkę „Jake & Jared”. Mimo iż lecieli prywatnym samolotem, musieli jak wszyscy inni przejść przez odprawę i odebrać swoje bagaże. Wiadomo jednak, że dla takiej sławy jaką był Underwood wszystko miało przyspieszone tępo, zwłaszcza o takiej porze, jednak ostrożności nigdy za wiele – wystarczyłby jeden tweet fana o tym, że ktoś czeka z kartką z jego nazwiskiem, a już pojawiłoby się kilku paparazzi, żeby to sprawdzić.
Westchnęłam głośno. Przez ostatni miesiąc wiele się zmieniło, zaczynając od tego, że nie byłam już jego menadżerką. Ciężko było powiedzieć, kto podjął decyzję, jednak „łaskawie” zaproponował mi posadę asystenta menadżera, tym samym nie odcinając mnie od mojego największego, oraz już jedynego, źródła przychodu. Dawało mi to również możliwość prasowania tak zwane zdalnie, czyli bez konieczności bycia na miejscu, w pobliżu Jake’a. Większość powierzonych mi zadań załatwiłam telefonicznie bądź droga mailową, zwłaszcza po ich wyjeździe. Nie musząc zmuszać się do zachowywania kamiennej twarzy, jakby nic nie zaszło między nami w Halloween, mogłam wszystko sobie przemyśleć.
Uważał mnie za dziecko, ponieważ sądziłam, że może chodzić o coś innego niż sex, albo nie tylko o to. Jako osoba, której rodzic sprawdził do domu w przeciągu tyłu lat pewnie setki różnych partnerów, w moim wieku powinnam pewnie nie patrzeć na to jak na coś złego, ale nie umiałam. Wierzyłam mimo wszystko, że robi się to z osobą, do której coś się czuje, a nie tylko z powodu popędów seksualnych... Chociaż potem, jak cała złość i zawód ze mnie zeszły, zaczęłam się zastanawiać, czy to była naprawdę taka zła propozycja? Trzymanie tego dziewictwa jak największy skarb z wiekiem i tak pomoc straci na wartości, czasy się zmieniły, teraz lepiej mieć pierwszy raz z głowy szybko i iść do przodu po nowe doświadczenia – tak przynajmniej wyczytałam w internecie. Nie chciałam tego robić z pierwszym lepszym, ale on przecież nim nie był. Pobudził we mnie dotąd nieznane uczucia... Więc może tak naprawdę chcieliśmy tego samego? W końcu był nie przeciętnie przystojny, jego perfekcja mnie onieśmielała, a jego dotyk oraz pocałunki wywoływały u mnie dreszcze. Zawsze chciałam więcej... Może więc tylko wmawiałam sobie, że była to ciekawość spowodowana nowym doświadczeniem?
Mimo tego jak chłodno umiałam teraz spojrzeć na sytuację, tamta noc pozostawiła na mnie bardzo bolesne piętno. Byłam naiwnie ufna oraz darzyłam ludzi większym zaufaniem, niż powinnam. To z resztą nie był pierwszy raz, kiedy ktoś to wykorzystał... Było mi głupio, że dopuściłam go tak blisko, że pozwoliłam mu na tak wiele, skoro tak bardzo dzieliły się nasze cele – w jego oczach byłam tylko zabawką. Ja natomiast... Sama nie wiedziałam, czego oczekiwałam, czego chciałam. Wiedziałam doskonale o przepaści nas dzielącej, a skoro to nie była bajka, na pewno nie mogło się to skończyć na czymś więcej, niż wspólnej nocy – teraz to wiedziałam.
Bałam się z nim spotkać. Jakby zareagował na wieść, że to ja znów będę jego menadżerką? A może Nina już mu powiedziała? Raczej by wypadało, zwłaszcza że musiała podać powód, dla którego nie wraca z nimi... Ale cóż, choroba nie wybiera, a jak wyzdrowieje ma załatwić parę spraw osobiście w temacie promowania Jake’a, więc do tego czasu ja mam trzymać wszystko w garści i konsultować z nią wszystkie decyzje.
Poza tym przez ten miesiąc nie było żadnych rewelacji. Zapłaciłam grzywkę, zaczęłam szukać mieszkania za zarobione pieniądze... Mam kilka na oku, więc mam nadzieję, że uda mi się niedługo wyprowadzić od matki. Zimą zawsze klienci przychodzą do niej, więc spędzanie czasu w domu będzie katorgą. W inne pory roku w domu bywa raz na kilka dni, więc chyba już czas, żeby sama sobie robiła obiady i sprzątała łazienki, albo zamieszkała u jednego ze swoich fagasów.
Z daleka dostrzegliśmy promieniejącego szczęściem Jareda oraz Jake’a dotrzymującego mu kroku, również z uśmiechem na ustach. Od razu poczułam, jak z ust robi mi się Sahara, a język chowa się w głąb gardła. Odruchowo nawet zasłoniłam większość twarzy kartką, która miała ich sprowadzić w naszym kierunku, jednak szybko naprawiłam ten błąd. Przy naszej pierwszej współpracy nie umiałam zachowywać się profesjonalnie, jednak tym razem nie mogłam popełnić tego samego błędu. Musiałam zachowywać się tak, jakby żaden z naszych pocałunków się nie zdarzył, jakby wcale nie powiedział mi, czemu w ogóle robił to wszystko...
- Witajcie z powrotem! – powitałam ich z uśmiechem, który zmusiłam się wciągnąć na twarz. – Jak minął lot? – Banalne pytanie, na które zapewne znałam odpowiedź. W warunkach jakich podróżowali musiało być co najmniej dobrze... Chociaż godzina trzecia nad ranem na pewno próbowała skleić ich powieki.
Jake... Może cię nie znałam wtedy i nie znam cię teraz, ale to dlatego, że nie dajesz się poznać. Żyjesz pracą, można to dostrzec gołym okiem. Poświęcasz się aktorstwu całym sobą, ale chyba zaczynasz mieszać je z rzeczywistością. Jednak jeśli jesteś taki, jak przy naszym ostatnim spotkaniu, nie wiem czy chce cię w ogóle poznać... Niestety na tym kończy się moja wola, ponieważ serce raz wprowadzone w szybsze bicie, może się już nie zatrzymać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz