Jak tylko weszliśmy do sklepu, poczułam się niczym na zdjęciu z podpisem "znajdź element, który nie pasuje do obrazka". Podejrzewam, że gdyby nie fakt, że przyszłam tutaj z dwiema osobami, które wyglądały na dziane, zawsze zostałabym wyrzucona stąd w podskokach. W końcu taki poważny sklep nie mógłby sobie pozwolić na to, żeby byle kto chodził między wieszakami pełnymi ubrań i bawił się w przymierzanie rzeczy, na które nigdy nie będzie go stać. W sumie ja byłam teraz taką osobą. Koło tak drogich rzeczy stałam jedynie jako sprzątaczka, kiedy któryś z menadżerów znalazł się niedaleko mnie.
Gwiazdor zostawił mnie samą między półkami i wieszakami pełnymi części garderoby, których nie nosiłam z oczywistych powodów. Ba, nie posiadałam nawet w domu żadnego takiego niesamowitego kompletu. Jedyne co miałam w szafie to marynarka, której rękawy musiałam podwijać, żeby nikt nie zobaczył jak bardzo przykrótkie są. Czemu więc nie kupiłam nowej? Najprościej w świecie - nie używałam. Nawet na rozmowy o pracy już nie było to wymagane, więc tylko zajmowała wieszak.
Nie miałam pojęcia od czego zacząć. Do koszuli dobierać resztę stroju? A może odwrotnie - koszula ma być ostatnim elementem? A co z butami? Bo raczej nie pozwoliłby mi iść w wytartych trampkach. Westchnęłam na samą myśl, ile to będzie wybierania, przeglądania i przymierzania. Nie należałam do ludzi lubiących zakupy, więc czułam się niczym dziecko siedzące na karnym jeżyku w koncie.
Postanowiłam najpierw zadecydować o tym, czy wcisnąć swoje pośladki w spodnie czy w spódnicę. Szczerze to obie rzeczy mi nie do końca pasowały. Chciałam się zdecydować na spodnie, ale widząc jak luźne są nogawki, wiedziałam że nie będę potrafiła poczuć się w nich dobrze. Za to z kolei widząc, jak obcisłe spódnice oferował sklep, również przeczuwałam, że będzie mi w opór niekomfortowo. Mimo to zdecydowałam się na bardziej kobiecą opcję. Pracowałam kilka razy jako kelnerka, więc przynajmniej wiedziałam, na co się piszę i co robić, żeby nikt nie zobaczył mojej bielizny. Dzisiaj zwłaszcza miało to znaczenie i nie tylko dlatego, że robiłam dzisiaj za menadżerkę. Bardziej martwiłam się, że ktoś zobaczy, że mam majteczki w małe misie - uważałam je za urocze.
Wzięłam spódnicę, która zdawała się pasować do mnie rozmiarem i ruszyłam dalej w podróż. Szczerze, to zdecydowałam się na jakąkolwiek byle była czarna tak jak dolna część stroju. A koszula? Cóż, nie znałam etykiety dobierania do siebie kolorów i innych, więc postanowiłam wybrać to, na co miałam ochotę. Padło więc na niebieską koszulę - przez chwilę myślałam również o czerwonej. Jednak zimny błękit był spokojniejszy od płomiennej czerwieni, a ja mimo wszystko w roli menadżera się nie odnajdywałam. Tak więc wolałam wyglądać potulnie, a nie agresywnie.
Kiedy usłyszałam głos Jake'a koło ucha, aż ciarki przeszły mnie po ciele. Jego ciepły oddech owinął się wokół mojej szyi niczym szalik. Mało brakowało, a pochyliłabym się do tyłu, żeby wpaść w jego ramiona.
- No to idę do przymierzalni. - W duchu jednak odmówiłam modlitwę dziękczynną za moją wspaniałomyślność, wedle której wczoraj ogoliłam nogi.
Gdy zasłona od przebieralni zamknęła mnie w czterech ścianach samą, zabrałam się oczywiście za przymierzanie wybranego kompletu. Moje myśli jednak nie skupiały się na tym, jak wyglądam, a na tym, co powiedział gwiazdor. Miał w sumie sporo racji - jeśli zacznę wyglądać tak, jak powinnam, nikt nawet słowem nie piśnie o tym, że mogłabym być jego nową dziewczyną.
Sprawdziłam, czy koszula na pewno jest dobrze wsadzona do spódnicy, a guziki równo zapięte. Na sam koniec zawiązałam włosy niechlujnie w koka, tak na chwilę, i na bosaka opuściłam przebieralnie.
- I jak? - spytałam, okazując się gwieździe. - Coś zmienić? Coś może jest za duże? Albo za małe? - Kto jak kto, ale on najlepiej będzie wiedzieć, jak powinnam wyglądać.
Jake dał znak ręką, żeby podeszła do niego, więc posłusznie wykonałam polecenie. Nadprogramowo również obróciłam się wokół własnej osi, pokazując się mu z każdej strony.
- Błagam tylko nie pozwól mi spojrzeć na metki bo inaczej nawet siłą nie dam sobie kupić tych ubrań - zaśmiałam się cicho. Jednak było to jak najbardziej zgodne z prawdą. Zawsze jak patrzyłam na ceny w sklepach, to wszystkiego mi się odechciewało.
Nagle poczułam, jak mój brzuch znów burczy. Jak widać rewelacje dnia dzisiejszego wymagały więcej jedzenia niż sobie dostarczyłam. Jeden mały rogalik to w sumie tyle co nic.
- Em... Jest jakaś tycia szansa, że załatwilibyśmy mi coś do wszamania? Bo nadal jestem głodna - wyznałam.
Miałam nadzieję, że w miarę szybko coś dostanę do jedzenia. Jeśli miałam dawać z siebie sto dwadzieścia procent, to musiałam być najedzona!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz