Dziewczyna wzięła ubrania i migiem zniknęła w przebieralni - na szczęście wyglądała na żywszą i nieco pewniejszą siebie. Mój uśmiech jeszcze kilka chwul tańczył na twarzy, błąkając się tam, jakby zupełnie nie wiedział jaki jest powód jego pobytu. Wyprostowałem się, postanawiając czas, który Spencer spędzi w przymierzalni spożytkować na przeglądnięcie kilku ubrań. Co prawca nie znałem się na modzie, wszystkie ubrania przygotowywała mi stylistka, to przecież wiedziałem, co podoba mi się wizualnie, a mój styl estetyczny nie był taki zły, jak na przeciętnego faceta.
Przekrój ubrań naprawdę był duży jak na małe gabaryty sklepu - znalazłem całkie typowe, grzeczne stroje na rodzinną kolację, ale także outfity, które prześwitywały niemal wszędzie, uszyte z delikatnej koronki i nie wiem kto, jak nie jakaś głupia aktorka, wyszedłby w tym na ulicę. Prychnąłem śmiechem, podziwiając strój, którego nie ma i jednocześnie jest tak drogi.
Moją uwagę przykuło coś innego, całkiem ładne połączenie, które zestawione było na manekinie. Ile udało mi się już zaobserwować, oceniłem szybko, że ten strój pasowałby ubrany na Hastings. Zwiewna bluzka w beżowym kolorze pasowała do obcisłej, ciemnej spódnicy, ale na taką pogodę przydałby się jeszcze żakiet. Jednym machnięciem ręki przywołałem sprzedawcę i poprosiłem o rozmiar, który na jego oko posiadała dziewczyna oraz o dopasowanie do tego górnej części ubrania. Uwinął się z tym szybciej niż ona skończyła się przebierać, więc wróciłem przed przebieralnię z ubraniami na wieszakach trzymanych w ręce. Z kieszeni wyciągnąłem telefon, na którym dla zabicia chwili czasu wszedłem w swój plan zajęć, a później, czysto ironicznie, w ulubioną grę. Nie dane pograć mi było za długo, bo i Spencer się nie ociągała z przebieraniem.
- Wszystko spoko - oceniłem niezbyt krytycznie, kiedy dziewczyna podeszła i odwróciła się, żeby zaprezentować każdą stroną. Chociaż strój faktycznie był niczego sobie i nawet dobrze leżał, to nie podkreślał charakterystycznych cech urody menedżerki. Zmarszczyłem brwi, wymownie machając ubraniami, które trzymałem w dłoni.
- Panno Hastings, proszę spróbować przymierzyć ten komplet. Pan Underwood ma niezłe oko, ja też, nieskromnie przyznam. Razem ustaliliśmy, że będzie pani chyba bardziej do twarzy w tym - znikąd pojawił się Luke, który wypowiedział się w tym temacie za mnie, popierając mój wybór.
Sprzedawca zostawał w lekkim oddaleniu od nas, ale słyszał każde słowo, zdziwił się więc na wspomnienie cen. Szybko przybrał profesjonalny wyraz twarzy i nie odezwał się w tym temacie, jak obowiązywała go etykieta z resztą. Wywróciłem oczami, ale z rozbawienia raczej, nie rozdrażnienia. Powoli zapominałem o zmęczeniu.Zawsze tak było - kiedy trzeba było coś robić i organizować, siły same niemal się znajdywały.
- Nie patrz w takim razie, tylko przymierz to - powiedziałem, podając jej wieszaki z ubraniami. Kiedy zniknęła w przymierzalni, odwróciłem się do drugiego mężczyzny. - Luke, potrzebujemy butów. Masz tu jakieś?
- Przykro mi, panie Underwood, ale po buty będzie się pan chyba musiał udać dwa sklepy dalej. Bardzo dobra jakość - zapewnił.
Westchnąłem, zgadzając się na ten los. Byłem pewien, że Spencer za zasłoną też słyszała tę wymianę zdań. Poza tym zostawała jeszcze sprawa jedzenia. Opadłem na siedzenie w przymierzalni, które służyło chyba do odpoczynku strapionym facetom. Bogaty wystrój przymierzalni i sklepu jak zwykle koił moje zmysły, dawał chwilę wytchnienia i łądował baterie na dalszy ciąg dnia. Obmyślałem plan, jak załatwić wszystko tak, żeby nikt mnie przy tym nie rozpoznał. Zauważyłem, że Luke przygląda się to mi, to miejscu gdzie zniknęła Spencer z ukrywaną ciekawością.Pokręciłem tylko głową, jakby to miało rozwiać jego wątpliwości.
- Zjemy coś po drodze, jeśli nie wytrzymasz do domu. Albo możesz sama iść do punktu restauracyjnego. Ja nie przepadam za takimi miejscami - powiedziałem na tyle głośno, by mnie usłyszała.
Musiałem dbać o dietę, niestety, i utrzymywać wagę swojego ciała na stałym poziomie - w końcu to od mojej twarzy i sylwetki zależała moja kariera, to ciałem zarabiałem na swoje życie. Jedzenie w fast foodach, jakie spotykało się w galeriach handlowych należało do czegoś, o czym dawno już zapomniałem. Choć może jeden raz by nie zaszkodził?...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz