środa, 12 kwietnia 2017

193 (03-04-2017)

        Kiedy wszyscy usiedliśmy już w samochodzie, Steven nie ociągał się z włączeniem silnika, szybko więc opuściliśmy parking przy lotnisku. Włączył nawet jakąś lekko jazzową, cichą muzykę, więc przez kilka pierwszych chwil do naszych uszu docierały tylko kolejne nuty. Z resztą, kto by pomyślał że mżęczyzna jego gabarytów i na tej posadzie może słuchać takiej muzyki? Chyba nikt inny nie zwrócił na to uwagi albo nie uważał za stosowne komentować.
        Położyłem głowę na oparciu. Późna godzina jeszcze nie bardzo dawała się we znaki, ale czułem zmęczenie. Pracą, podróżą, tempem życia jakie ostatnio prowadziłem. Nawet rano po przespaniu całej nocy potrafiłem nadal być zmęczony. Z letargu, w jaki wprowadził mnie ruch pojazdu i ledwo teraz dosłyszalna muzyka wyrwał mnie kobiecy głos. Powoli podniosłem głowę i zerknąłem na Spencer. Patrzyła na tablet.
        - Czytasz notatki które zostawiła ci Nina czy to twoje własne słowa? Bo brzmią kropka w kropkę jak jej pseudo romantyczne wywody, którymi mnie męczy dzień w dzień. – Westchnąłem po tych słowach i spojrzałem na Jareda, kolejne słowa kierując już bardziej w jego kierunku. – Czasami wydaje mi się że ona zapomina, że to wszystko jest na pokaz i jara się tym bardziej niż przeciętna nastolatka.
        - Sam ją sobie wybrałeś Jake, na co teraz narzekasz? – zapytał Jared z niewymuszoną szczerością i bez grama złośliwości. Uniósł brwi lekko ku górze jak na potwierdzenie swojego pytania niedowierzaniem.
        Riposta przyjaciela była tak trafna, że aż z cichym sykiem wypuściłem z płuc całe powietrze. Decyzję podejmowałem w takim pośpiechu, że nawet nie sprawdziłem jej dokładnie. A teraz cierpiałem za swoją pochopność. Pokręciłem jedynie lekko głową i znów spojrzałem na siedzącą na prostopadłej kanapie do naszej dziewczynę.
        - Jak długo jej nie będzie? – Zdałem sobie sprawę z tego, że pytanie zabrzmiało oschle. Powróciłem do wcześniejszej pozycji, w której opierałem głowę o zagłówek. – Zastanawiam się czy wiesz coś na ten temat, ale i tak jutro muszę do niej zadzwonić. – Zawahalem się na moment, kiedy coś innego przyszło mi do głowy. – Mam coś w planach na wieczór? – zapytałem nagle. Wolne wieczory były tym, na co nie chciałem sobie pozwalać. Spencer nie mogła mieć o tym pojęcia, ale wzbraniałem się przed lukami w swoim grafiku jak tylko mogłem. Jeśli nic tam nie ma, to sam sobie coś zorganizuję.
        Na szczęście w planie było wyjście na kolację służbową z kimś, kogo nazwiska nie potrafiłem powtórzyć. Rozluźniłem się nieco. Może nawet za bardzo, bo praktycznie nie zauważyłem, kiedy podjechaliśmy pod moje miejszkanie. Wieżowiec piął się do góry i z tej perspektywy nie byłem w stanie dostrzec jego wierzchołka. Poczułem ukłucie tęsknoty za tym miejscem i samotnością, jaka czeka mnie po przekroczeniu progu mojej świątyni. Samotność i sen.
        - Wyłaź, Underwood. Muszę wziąć swoją walizkę – rzucił zniecierpliwiony Jared, starając się przepchnąć mnie w stronę drzwi.
        - Już, już, trochę cierp... Co? – pokręciłem lekko głową, nie rozumiejąc co właśnie się stało. – Po co ci tutaj walizka?
        Zmrużyłem lekko oczy, kładąc dłoń na klamce od samochodu. Tym razem z wyjaśnieniami pospieszył zaskakująco Steven, który już jakiś czas temu musiał otworzyć małą szybkę oddzielającą ‘kokpit’ kierowcy i resztę samochodu.
        - Nie dam rady odwieźć ich do domu, warunki są tragiczne. Ale panna Hastings zapewniła mnie wcześniej, że nie będzie problemu z przenocowaniem u pana w mieszkaniu.
        No nie. Tego było za wiele!
        Zanim jednak zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Jared z niecierpliwością naparł na drzwi i zmusił mnie do otworzenia ich i wyjścia na zewnątrz. Przytłoczyła mnie świadomość, że wszyscy będziemy musieli spędzić noc pod tym samym dachem. Miałem nadzieję, że będę mógł poukładać wszystkie myśli, złożyć swoje zachowanie w całość, wytłumaczyć co nieco z Niną i... Zacisnąłem pięści. Jared wyciągnął walizki z bagażnika, a kiedy i Spencer wyszła z samochodu, Steven odjechał, zostawiając nas na chodniku. Muszę przyznać, dawno nie zostałem potraktowany w ten sposób, zazwyczaj odwoził mnie bezpośrednio do windy w podziemiu, ale ta musiała być już o tej godzinie zamknięta.
        Warknąłem gniewnie pod nosem. Szybko się okazało jednak, że jestem zbyt zmęczony żeby protestować albo chociaż być złym. Złapałem uchwyt swojej walizki i zerkając na Spencer ruszyłem za Jaredem, który na głos obiecywał królestwo za wygodne łóżko i długą noc. Na to drugie jednak się nie zapowiadało, przynajmniej nie dla mnie.
        Nawet nie byłem na nią zły. Coś wewnątrz mnie podpowiadało, że wyrządziłem jej i tak zbyt dużo krzywd, żeby teraz gniewać się za coś takiego. Otworzyłem przed nią drzwi i przepuściłem ją przodem, a później wszyscy troje udaliśmy się na górę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER