środa, 12 kwietnia 2017

196 (04-04-2017)

        Zazwyczaj nie przejmowałem się nastrojem innych, zwłaszcza obcych mi ludzi. Albo był albo go nie było; nie pozwalałem sobie na psucie mojego pozytywnego nastawienia do świata i to było kluczem do sukcesu. Teraz jednak nie dało się nie zauważyć zmiany która zaszła na twarzy mojej towarzyszki. I nie potrafiłem się tym nie przejąć. Zająłem jedno z wolnych miejsc naprzeciwko niej na wysokim barowym krześle i pochyliłem się lekko nad blatem, uważnie obserwując jej twarz.
        Nie lubiłem cziszy. Sprawiała, że traciłem poczucie komfortu, dlatego zazwyczaj mówiłem dużo. Różne rzeczy łatwo potrafiły mnie też zachwycić. Spencer przed chwilą uśmiechała się, nieco niezręcznie i z dozą rezerwy, ale mimo wszystko to był uśmiech. A teraz, dosłownie pół minuty temu mina jej zrzedła, jakby przypomniał się jej gorzki smak na języku. Nie wtrącałem się w to, co było między tą dwójką. Jake zazwyczaj chłodny w rozmowach o swoich wewnętrznych przeżyciach niechętnie dzielił się ze mną jakimikolwiek informacjami. Na szczęście ja nie miałem tak ograniczonej empatii jak on. Moją zamyśloną twarz rozjaśnił uśmiech, kiedy oboje podnieśliśmy kieliszki i przytknęliśmy do ust.
        Alkohol był niedobry w smaku, ale przyjemnie drażnił gardło i przełyk, kiedy spływał w dół do żołądka.
        - W takim razie powiedz, co właściwie trzyma cię ciągle przy Jake’u? – zacząłem zupełnie naturalnie, odkładając kieliszek na stół. Nie istniały dla mnie w większosci tematy tabu. A skoro Underwood nie zamierzał wyjaśnić mi, co się właściwie stało, na własną rękę się tego dowiem. – Wątpię, żeby to były pieniądze, chociaż okrągła sumka na pewno musi kusić. Ale wyglądasz na porządną dziewczynę, tym bardziej dziwi mnie co tu jeszcze robisz. – wybrostowałem się i sięgnąłem po butelkę. Tym razem bez pytania już zapełniłem nasze dwa kieliszki i podsunąłem jedną w jej stronę, mrugając jednym okiem. – Jeśli to nie jest zbyt osobisty temat, oczywiście.
        Zamieszanie w przedpokoju odrobinę ucichło, a jeden z psów – nigdy nie potrafiłem odróżnić ichod siebie – wpadł do kuchni, celując prosto w swoją miskę. Może miał nadzieję że magicznie znajdzie ją tu napełnioną. Jake jednak nie wszedł za swoimi zwierzętami do kuchni. Tym lepiej. Tylko popsułby moje plany wyciągnięcia prawdy na wierzch.
        - Wyglądasz na smutną. Jakby leżało ci coś na wątrobie, ale nie potrafisz znaleźć osoby, z którą możesz o tym porozmawiać.
        Uniosłem kolejny kieliszek w górę i wykonałem krórki gest na zaznaczenie toastu.
        - A ja jestem też dobrym słuchaczem, wbrew pozorom – zaśmiałem się luźno, wypijając drugi kieliszek nawet odrobinę się przy tym nie krzywiąc. Ciekawiła mnie reakcja Spencer. Swoją otwartością postawiłem wszystko na jedną kartę, co zwłaszcza biorąc pod uwagę mój wyskok sprzed miesiąca było trochę ryzykownym zagraniem. Patrzyłem prosto w jej oczy, szczerze, jkabym chciał w ten sposób pokazać, że nie ukrywam niczego w rękawie. I że nie zamierzam niczego wykorzystać przeciwko niej. Jak do tej pory moja otwartość i prostolinijność potrafiła otworzyć przede mną wiele zamkniętych na kilka spustów drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER