środa, 12 kwietnia 2017

197 (04-04-2017)

     Niewiele brakowało, żeby zawartość mojego kieliszka wylądowała na blacie, kiedy zadał pierwsze pytanie. Zamiast tego jednak przyprawiło mnie o napad szaleńczego kaszlu, a potem jeszcze bardziej gorzki posmak na gardle. Okropieństwo tak bez popitki, ale nie dało się zaprzeczyć, rozgrzewało jak należy. Brzuszek w ułamku sekundy zmieniał się w mały bojlerek, takie małe centrum grzewcze.
     - Jak to co? Pracuje - odpowiedziałam, próbując zachować resztki jakichkolwiek pozorów. Niestety, nie udało mi się go przekonać - przyjaźnił się z najprawdziwszym aktorem, więc co ja mogłam z moimi głupimi ściemami? Nic tak naprawdę.
     Odchrząknęłam, zwracając wzrok w stronę wielkich okien, za którymi szalała właśnie śnieżyca. Rano to wszystko miało zniknąć w obliczu soli oraz słońca, jeszcze nie był to czas na zimę. Nie przeszkadzałoby mi jednak to gdyby nie fakt, że było jeszcze jedno miejsce, które nie szczędziło chłodem, poza dworem. Nie wiedziałam jednak, jak to wszystko odkręcić, głównie być może dlatego, że nie widziałam, czy się da. Nie tylko dlatego, że nie wiedziałam czy da się z jego strony, ale nie wiedziałam czy będę w stanie tak po prostu zapomnieć o fakcie, dla którego był dla mnie miły... Co jeśli znów próbowałby tego samego? Jest aktorem, porażki to część jego kariery, ale gdyby się poddał, nie był  by na szczycie.
     - Nie wątpię - powiedziałam cicho pod nosem, jakby do siebie. Miałam niemiłe odczucie, że choćbym i w tym momencie wyszła z mieszkania, nie uciekłabym przed rozmową. Jak nie z Jaredem, to jeszcze zostawał Jake.
     Tak naprawdę nie wiedziałam, czy jest o czym mówić. Była sobie dziewczyna, która przez przypadek została menadżerką gwiazdy kina i bożyszcza nastolatek. Dziewczyna nie znała się na pracy, ale bardzo się starała, i przez ten krótki czas bardzo dobrze się bawiła. W tym samym czasie zauważyła, że jak jej rówieśniczki, również czuje miętę to swojego przystojnego pracodawcy, zaczynając od momentu, kiedy ich usta złączyły się w ramach improwizacji, która dała mu rolę. Ich przygoda zaczyna się jednak dopiero kiedy podczas imprezy wpija trochę, z powodu głupiej zazdrości, co dodaje jej odwagi, by powiedzieć aktorowi, że ma wrażenie, że czuje do niego coś dziwnego - nie jest w stanie się określić, ponieważ nigdy wcześniej nie czuła do nikogo nic takiego. Kończy się na tym, że do bezdechu obściskują się na kanapie. Ich sytuacja potem rozchodzi się i schodzi. Dziewczyna ma wrażenie, że to zakochanie, bo co innego? Zaczyna czuć, że jej zależy, mimo iż wie, jak bezsensowne to jest. Jej nadzieje jednak nie przygasają, ponieważ jej relacje z gwiazdą są bardzo ciepłe. Kiedy jednak po tygodniu nie widzenia spotykają pod przebraniami na balu, namiętność znów wybucha między nimi. Potem musieli się rozdzielić, jednak przy ponownym spotkaniu na tej samej imprezie, z ust aktora padają słowa, które może i miałyby być szansę opacznie zrozumiane, gdyby nie tak, iż ów mężczyzna potwierdził, że chodziło tylko o sex. I tak o to, ta sama dziewczyna siedzi w mieszkaniu tego gwiazdora, nie wiedząc jak odpowiedzieć na pytanie, co w ogóle ją tu trzyma...
     - Słyszałeś kiedyś takie pojęcie jak dobro pozycjonalne? - zagadnęłam, próbując na biegu wymyślić jakieś kłamstwo. Miałam już nawet plan jak odciągnąć go od rozmowy na temat mój i Jake'a. - Chodzi o to, że wartości pewnych rzeczy mierzy się w stosunku do innych - zaczęłam tłumaczyć. - Na przykład wartość domu określasz na podstawie wiedzy o wartości domu sąsiadów and so on... - Chyba nie wiedział o co chodzi, tak samo jak ja, ale wiedziałam mniej więcej, jaki efekt chcę osiągnąć, to się liczyło. - Nie ma jednak na to żadnego schematu, atrybutu który jest głównym wyznacznikiem - sam sobie go wskazujesz. Z ludźmi można tak samo, robią tak na przykład kobiety.  - Nina kazała mi wykuć takie rzeczy na pamięć, żeby pomagać jej w badaniu rynku oraz wymyślać coraz to nowe pokazówki dla Jake'a. - Te najpłytsze oceniają tylko pod względem namiętności, jednak te, które szukają czegoś stałego, kategoryzują was w pierwszej kolejności nie pod względem wyglądu, a posiadania partnera oraz liczby poprzednich związków, a zaraz potem dopiero pod względem wyglądu. Nie ja się jednak zaprzeczyć, że atrakcyjność dla niektórych kobiet jest w stanie wybaczyć wiele... Niedociągnięć. - Chcąc chociaż na chwilę zamknąć swoje usta, sięgnęłam po kolejny kieliszek i wlałam w siebie. Moja twarz po raz kolejny wykrzywiła się w nieprzyjemny grymas, ale dzięki temu miałam chwilę czasu, żeby zebrać myśli zanim zacznę układać słowa. - Co więc jeśli bym ci powiedziała, że patrzę na Jake'a pod względem wiedzy o jego poprzednich związkach? - Wszystkich udawanych związkach, które trwały niewiele dłużej, niż promowanie i wydanie filmu. Kolejna rzecz, którą Nina kazała mi zgłębić. - Mając świadomość, że nigdy publicznie nie został nakryty ze swoją drugą połówką, mogę założyć że nie posiadał naprawdę tak owej. - I mówiła to osoba, która nigdy tak naprawdę nie była w żadnym poważnym związku. Jednak jakoś trzeba było namieszać i zmienić tory rozmowy. - Może więc jego wartość, patrząc pod tym czynnikiem, jest nie tylko wysoka, ale zdaje się być również nieosiągalna... Miarą satysfakcji z posiadania dóbr pozycjonalnych jest porównywanie do zasobności innych, a jego jeszcze nikt nie posiadł, że tak to ujmę. - Mówiąc to wszystko nie patrzyłam na Jareda. Mój wzrok ganiał za milionem śnieżnobiałych tancerek, którym został jeszcze kawał drogi do ziemi, gdzie miały zakończyć swój występ. Jednak dłuższa przerwa, jaką zrobiłam w wypowiedzi mogła dać mu zły obraz, więc szybko dodałam żartobliwie: - A wiesz, wyścig szczurów o zerwanie tego kwiatka trwa. Nie mam szans, ale czemu nie przyłączyć się dla samych wspomnień z rywalizacji? - zaśmiałam się, odpychając się rękami od blatu i robiąc obrót o trzysta szcześćdziesiąt stopni na stołku. Do czegokolwiek dążyłam, chyba nie wyszło dobrze, więc musiałam się ratować prawdą. Eh... Tyle gadania na nic. Ale może gdybym powiedziała komuś tak bliskiemu Jake'owi o co chodzi, może byłby w stanie wyprowadzić mnie z moich głupich, cichych wierzeń. - Tak serio to...
     Wtedy z kuchni dobiegł nas głośny hałas.
     - Co to było? - Od razu podniosłam się z miejsca i ruszyłam w tamtym kierunku. Mimo wszystko nie powinnam zapominać, że w mieszkaniu był Jake, a ja nie chciałam by to słyszał. Poza tym, powinnam uszanować to, że nie chciał mówić o sytuacji między nami przyjacielowi. Dlatego może i lepiej, że coś przerwało mi to wyznanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER