Wystarczyło, że od czasu do czasu pokiwałem leniwie głową na znak że jej słucham, że nie wtrącałem się i nie przerywałem niespodziewanego wywodu, żebym wyglądał jakbym nic z tego nie rozumiał. Miałem wrażenie, że nie dostaję oczekiwanej wcześniej odpowiedzi, nie przeszkadzało mi to jednak. Nie byłem w stanie jej zmusić do mówienia, zwłaszcza że nie miała powodów, żeby bezgranicznie mi ufać. Wystarczało mi więc to, co mówiła. Nie było we mnie ani grama niezaspokojenia. Bawiłem się swoim pustym już kieliszkiem i co chwilę podnosiłem wzrok na swoją rozmówczynię, ale ona nie odwzajemniała tego gestu. Patrzyła gdzieś w dal, za szybę, jakby tam odkryła coś o wiele ciekawszego od rozmowy. To też mi nie przeszkadzało. Właściwie byłem w tak dobrym nastroju, że nic nie było w stanie go zepsuć. Niesamowita przygoda w podróży, związek, który... No cóż, ostatnio nie należał do najgorszych. Moje życie było wyjątkowo poukładane, czego nie można było chyba powiedzieć o pozostałej dwójce ludzi znajdujących się w mieszkaniu.
Jake za to zginął na dobre. Tym lepiej, bo nie przeszkadzał nam w rozmowie, a mi wyjątkowo dobrze słuchało się tego słowotoku, który został mi zafundowany. Nawet, jeśli Spencer omijała wyjątkowo uważnie osobistego podejścia do sprawy, to całkiem niezłą frajdą było znajdowanie podwójnego sensu w jej słowach.
Jeszcze kilka długich chwil po tym, jak Spencer zamilkła nie zabrałem głosu. Ważyłem w ustach słowa, smakowałem ich brzmienie. Czegokolwiek bym nie powiedział, słowa nie miały siły zmieniania uczuć. Ale czułem potrzebę wtrącenia czegoś, być może przez to, że alkohol powoli zaczynał już działać i włączała się moja filozoficzna strona. Uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust i wbiłem rozmarzone lekko spojrzenie w trzymane w dłoniach naczynie.
Odezwała się we mnie iracjonalna chęć, żeby wziąć stronę Jake’a, powstrzymałem ją jednak.
Zachowywał się ostatnio jak dzikus, starając się to ukryć przede mną pod swoją aktorską maską. Oczywistym było, że to jego wina zapewne przeważała w doprowadzeniu do tej sytuacji między nimi. Uśmiech jednak nie zniknął z moich ust.
- Jake miał mnóstwo dziewczyn. Bez personalnej obrazy, ale to, że nie posiadasz o nich wiedzy nie znaczy, że możesz go – jak to ujęłaś – pozycjonować go jakby nigdy żadnej nie miał. Chociaż co chciałem powiedzieć tak naprawdę to... – zaciąłem się na moment, a kiedy się ‘odwiesiłem’, chwilowa szansa żeby wytłumaczyć co miałem na myśli zniknęła. Spencer udała się w stronę, z której dobiegał hałas.
Nie od razu poszedłem za nią. Najpierw napełniłem wszystkie trzy kieliszki do pełna i odstawiłem butelkę spowrotem na szklany blat. Dopiero później przeciągnąłem się leniwie i poszedłem w ślady dziewczyny. Miałem nadzieję, że uda mi się wcisnąć moją wersję tej historii zanim Jake zorientuje się, że gadaliśmy o nim. Znając życie zacisnąłby usta i udawał, że go nie obchodzi o czym mówiliśmy. Szalone. Normalny człowiek zwyczajnie by zapytał, dlaczego go obgadujemy, ale nie on. Nie Jake. On miał świra na punkcie swojego profesjonalizmu.
W tym aspekcie to ja nigdy go nie zrozumiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz