Oparłem głowę o ścianę, odchylając ją w tym celu lekko do tyłu. Oglądanie sufitu nie należało do zajęć najciekawszych, ale Luke nie zaczynał rozmowy i nawet byłem mu za to wdzięczny. Zamiast tego powtarzałem w głowie tekst, linikja po linijce to, co udało mi sie już zapamiętać - przynajmniej dzięki temu uświadomiłem sobie, że jeszcze mam spore braki w wiedzy. Co jakiś czas zerkałem na jasną zasłonę, która falowała pod wpływem ruchów dzieczyny ukrytej po drugiej stronie. Moje myśli płynęły swobodnie, dawno zbaczając z tematu nowej roli do serialu, raczej bardziej ukierunkowały się na Spencer.
Na szczęście - bądź nieszczęście, jak zawsze dodaję - nie zdążyły się zagalopować niedaleko, bo zasłona została odsłonięta i Spencer stała w nowym, wybranym przeze mnie stroju. Nie ruszyłem się i nie zrobiłem niczego, co mogłoby dać wyraz mojemu zadowoleniu. Wolałem przywdziać maskę aktora, który potrafi pokazać tyle tylko emocji, ile chce - czasem za dużo, czasem za mało, w zależnie od sytuacji.
- Wyśmienicie! Właśnie na taki efekt liczyłem - Luke zaczął entuzjazmować się podwójnie, chyba wyrabiając też moją normę. - Myślę że to była dobra decyzja, panie Underwood, panno Hastings - niemal klasnął w dłonie radośnie po tych słowach chyba na przypieczętowanie swojego optymizmu.
Wstałem wolno, przyglądając się jak ubranie przylega do jej ciała idealnie, jak spódnica zarysowuje biodra i talię. W końcu skinąłem głową z aprobatą, uśmiechając się jedynie na potwierdzenie wyboru. Oparłem dłonie na biodrach, słuchając planu, jaki dziewczyna już założyła dla naszej dwójki. Słowa, które opuszczały jej krtań wydawały się jednocześnie prowokujące jak i bardzo logicznie, dlatego żadna odpowiedź nie wydawała mi się odpowiednio mało pretensjonalna.
- Zapamiętam co do zagięcia materiału na twoich plecach - powiedziałem, nie siląc się na niewinność. Skoro ona grała w tę grę, to ja też; tylko Luke jakoś nagle oblał się czerwienią, wydukał coś o klientach na sklepie i zniknął z przebieralni. - Mam doskonałą pamięć nie tylko do tekstu - uzupełniłem, żeby oczyścić wypowiedź z wszelkich dwuznaczności. Ale lubiłem żartować z niewinnych ludzi w ten sposób, czasami. Zostało mi to nawet z czasów, kiedy nie byłęm jeszcze sławny.
Wyszliśmy z przymierzalni i skierowaliśmy się w stronę kasy. Plan Spencer brzmiał logicznie, więc nie zgłaszałem żadnych obiekcji. Dopiero kiedy zapytała o jedzenie, zastanowiłem się krótko nad odpowiedzią.
- Nie jestem głodny. Idę z przyjaciółmi, wytrzymam jeszcze kilka godzin - przypomniałem, wyciągając z kieszeni portfel.
W momencie, kiedy chciałem oddalić się zapłacić i powiedzieć, że spotkamy się w obuwniczym, Spencer znów się odezwała. Przez pierwsze kilka chwil stałem zdziwiony, a później dopiero parsknąłem śmiechem, poprawiając dłonią włosy, wzburzając je w stały nieład. Nie zważając na to, że każdy mógłby mnie teraz poznać, po prostu zaśmiałem się z tego szczrego komplementu, bo nie spodziewałem się go usłyszeć - wcześniej dziewczyna zachowywała się, jakbym w ogóle nie był gwiazdą, była naturalna i była sobą. Dlatego może postąpiłem krok w jej stronę, zamiast w stronę kasy.
Położyłem jedną dłoń na jej szczupłej talii, a drugim ramieniem objąłem ją, przyciskając do siebie, niezbyt mocno, ale na pewno nie nieśmiało. Nie brzydziła mnie na pewno psia ślina, poza tym wyschła już dawno. Przez moment, raczej wbrew sobie, wbychałem zapach jej szamponu, taki zwyczajny, ale bardzo przyjemny.
- Nie ma za co - wyszeptałem niemal do jej ucha. Taka gra, a jak uzależniająca, pomyślałem, wypuszczając ją z objęć. Zaledwie kilka sekund, jeden uścisk, a tyle dziwnej radości i lekkości. - Zapłata odebrana, zmykaj po jedzenie - powiedziałem z nieco wrednym uśmiechem na twarzy, kiedy odsunąłem się od niej zupełnie i wziąłem dłoń z jej talii. Odwróciłem się i udałem w stronę kasy, żeby zapłacić za zakupy. Ale uśmiech nie chciał zejść mi z ust.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz