środa, 12 kwietnia 2017

200 (05-04-2017)

     Jake musiał więc albo bardzo dobrze ukrywać swoje związki przez ścigającymi go paparazzi, albo to było jeszcze nim jego talent rozkwitł, a konto bankowe zapełniło się tysiącami i milionami dolarów. Od tego momentu było pewnie tak, jak to we wszystkich filmach bywa - kobiety goniły za tym kim był i co posiadał, znajomi liczyli na porfitową znajomość, więc nie wiedząc komu może ufać, zamknął się w swojej prywatnej strefie komfortu, dopuszczając do siebie tylko takiego Jareda, który był z nim chyba... Od zawsze. Mimo iż nie znałam ich długo, widok ich nadal niezmiennej znajomości, zwłaszcza po przejściach z Lucy, mnie cieszył.
     Kiedy dobiegłam do kuchni, moim oczom ukazał się zbitek szkła i różnych produktów spożywczych. Na szczęście jednak nikomu nic się nie stało - ani zwierzakowi, który w popłochu uciekł do swojego pokoju, ani temu kto narobił tego bałaganu. Chciałam iść i pomóc mu sprzątać, ale on powtarzał, że zrobi to sam i że nie potrzebuje pomocy. Normalnie nie przejmuję się, jak ktoś tak gada, jednak nie chciałam na siłę wtryniać się bliżej niego. Przypomniałam sobie, że jeszcze niecałą godzinę temu nie chciał na mnie nawet spojrzeć, więc...
     Słowa Jareda odwróciły na chwilę moją uwagę od kolorowej, pływającej papki, zmieniając obiekt zainteresowań na jego plecy. Wlepiłam w niego wzrok, jakby odprowadzając go wzrokiem do braku, w głowie mając to co przed chwilą powiedział. Jeśli Jake nas nie podsłuchiwał, nie mógł wiedzieć o czym mowa, więc tylko ja mogłam wiedzieć, o co mu chodziło... No i jakoś nie mogłam w to uwierzyć. Oprócz tych wszystkich dóbr, które posiadał, oraz rozgłosu, miał cudne poczucie humoru, był troskliwy, czasem trochę porywczy i szalony, spontaniczny... A no tak, to wszystko było by zaciągnąć mnie do łóżka.
     Mój wzrok spłynął na ziemię, kuląc się u moich nóg niczym zbity pies. Zawsze kiedy przypomniałam sobie ten fakt, te wszystkie wspomnienia... Zdawały się tracić swoją wartość. Bo szczerze, to bawiłam się świetnie! Spróbowałam tylu nowych rzeczy, tyle się dowiedziałam, no i miałam wrażenie, że poznałam też kogoś niesamowitego - głównie ten tytuł zawdzięczał sobie nieosiągalnością, jaką dysponował. Z czasem oczywiście się to zmieniło, zaczęłam patrzeć przez te wszystkie wydarzenia na niego inaczej... Zwłaszcza po tym ostatnim.
     Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero jego głos. Powoli i niepewnie spojrzałam na niego, jednak znów, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, odwrócił wzrok. To... To chyba nie miało sensu. Jak mogłam w ogóle mówić o postawieniu naszych stosunków jakkolwiek na nogi? W sytuacji, w której nie wiem, czy miał mi za złe że mu odmówiłam, nie chciał na mnie patrzeć, czy tak go tym uraziłam, że brzydził się moim widokiem... No nie wiedziałam naprawdę, ale bardzo szybko straciłam nadzieje w temacie naprawiania czegokolwiek między nami.
     - Ja... Ja doceniam troskę, nawet tą udawaną, wiesz? - zaczęłam niepewnie, warząc dokładnie swoje słowa. Nie chciałam go urazić, jednak musiałam dać mu do zrozumienia, że nie musi się zmuszać. To, że przyjdzie nam teraz pracować nie znaczy, że musi w imię swojego profesjonalizmu być kontaktowy i uprzejmy dla kogoś, kogo jak widać widzieć nie chce. Następne słowa wypowiedziałam dopiero wtedy, kiedy przygryzana warga zaczęła mnie już boleć. - Jednak nie musisz się zmuszać, naprawdę. Po prostu... Udawaj że mnie nie ma - wypowiadając te słowa, przeszył mnie taki dziwny ból. Jakby cieniutka, długa igła przeszyła całe moje ciało, przebijając serce na wylot. - Postaram się zawracać ci głowę tylko wtedy, kiedy będzie to naprawdę konieczne. - Kończąc, wysiliłam się na jak najbardziej szczery uśmiech, jaki umiałam, by zapewnić go, że jest to kompletnie w porządku.
     Byłam ciekawa, jak na to zareaguje. Zdenerwuje się? Będzie mu obojętne? Zgodzi się na takie warunki? A może odejdzie bez słowa, od razu wdrażając taki plan działania? Opcji było wiele, chociaż na widziałam tylko scenariusze, w których jak najbardziej odpowiada mu taki układ. W końcu czemu by nie? Rozwiązałoby to jeden mało ważny problem, z wielu które zapewne ma na swojej głowie.
     - I do dna! - powiedział Jared, podając Jake'owi kieliszek. W tym momencie miałam ochotę kopnąć go tak, że nosiłby trzy buty - dwa na nogach, jeden w dupie. Chyba nie wyczuł, że to nie czas, żeby wchodzić między słowa.
     Aktor oczywiście, przyjął trunek, jednak szybko pożałował tej decyzji. Nie zdążył nawet przełknąć napoju, kiedy Jared zamienił się w galopującą antylopę i pobiegł w stronę sypialni krzycząc:
     - W ramach przyjacielskiej przysługi zajmuję twoją sypialnię! - I tyle go było.
     Jake poleciał zaraz w ślad za nim, krztusząc się tym, co jeszcze chwilę temu miało go przyjemnie rozgrzać, jak nas przed chwilą. Nie był jednak w stanie otworzyć drzwi do swojej jaskini, nie ważne ile razy szarpnął gniewnie za klamkę. Musiał więc zamknąć się na klucz, ale to nie powinno być dla Jake'a takim problemem. W końcu zawsze daje się do drzwi właścicielowi dwie pary kluczy, na wypadek gdyby z pierwszą coś się stało.
     Chłopaki przekrzykiwali się przez drzwi, jednak postanowiłam nie wnikać w ich zabawy. Zamiast tego stanęłam przy szybie, by z bliska podziwiać tańce białych baletnic. Z ciepłego środka łatwo było podziwiać ich urok, zwłaszcza z takiej wysokości. Gdybym o tej porze była na dworze, na pewno wyklinałabym je w każdy możliwy sposób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER