Ledwo powstrzymałem się przed zaciśnięciem ust w wąską linię. To byłaby wyraźna manifestacja mojej irytacji. Gdzieś w głowie tliła mi się myśl, że Spencer nie zasłużyła sobie niczym na takie traktowanie. Że sam ją odrzuciłem, chociaż mogłem wszystko wytłumaczyć. Ja. Moja decyzja, nie jej wina. Wyprostowałem się powoli, chcąc rozciągnąć zmęczone mięśnie. Jej słowa były boleśnie szczere, prostolinijne.
A ty chcesz tak grać? Chcesz, żebym cię tak traktował?
Mało brakowało, jeszcze krótka chwila zawahania, a zadałbym to pytanie na głos. Przeszkodził nam jednak bardzo widowiskowo Jared, który nagle pojawił się znikąd. Ochota, żeby zdobyć się wobec Spencer na szczerość minęła bezpowrotnie. A chwilę później nie miałem już czasu myśleć ani o tym ani o bałaganie zostawionym przed lodówką, bo okazało się że mój przyjaciel pod wpływem alkoholu wpadł na najgłupszy pomysł, o jakim chyba mógł pomyśleć. Nie zdążyłem nawet odpowiednio rozkoszować się tym płynnym szczęściem. Chyba dlatego, że w mojej głowie tliła się iskra nadziei, że zdążę go powstrzymać. Niestety, ale skubany dostał przyspieszenia. Albo to ja byłem wyjątkowo zwolniony, bo zdążył się zabarykadować w moim pokoju.
- Haha, forma już nie ta, Jake! – zaśmiewał się, uderzając od czasu do czasu w drzwi.
Poddałem się w końcu, kiedy uświadomiłem sobie że jestem w totalnej kropce. Jared chyba wiedział, że nie mam zapasowych kluczy, przez co byłem bezradny. I na dodatek do rana złość za ten wybryk z pewnością zelżeje. Spróbowałem jeszcze kilkakrotnie, ale ani Jared nie zamierzał się poddać ani drzwi ustąpić. Zaśmiewał się tylko, czym w końcu zaraził i mnie. Nie potrafiłem przestać po kilku chwilach śmiać się nerwowo.
Odsunąłem się od drzwi o krok. Zmierzyłem je wzrokiem, ale nie zostawało mi nic inngo do zrobienia jak wywiesić białą flagę. Przeszedłem przez korytarz w kierunku dużego pokoju, gdzie znajdowała się Spencer. Kiedy tylko wyłapałem ją spojrzeniem przystanąłem. Zastanawiałem się krótką chwilę, jak zacząć.
- Mamy mały problem w związku z odpałami Jareda. Nie mam dodatkowych kluczy do sypialni, więc, cóż... Jedyne co nam pozostało to spanie w pokoju gościnnym razem. Mogę zająć kanapę – wtrąciłem or razu i uniosłem ramiona ku górze i przeczesałem dłonią włosy. – To tylko kilka godzin, a jutro kolejny dzień pracy.
Czułem, że muszę się wytłumaczyć. Ostatnie, czego mi było trzeba to żeby pomyślała że ukartowaliśmy razem, a ja zamierzam to wykorzystać. Obróciłem się na pięcie i poszedłem w stronę łazienki. Krótki prysznic i przygotowanie się do snu zajęło niedługą chwilę. Kiedy wyszedłem na korytarz podszedłem do drzwi swojej sypialni i rzuciłem w stronę zamkniętych drzwi kilka rutynowych gróźb i obelg, ale Jared odpowiadał na nie jedynie śmiechem. Zawróciłem więc do pokoju gościnnego. Spencer już tam była.
Przez głowę przeszła mi myśl, że powinienem wrócić do wcześniejszego tematu, ale zmieniłem zdanie, kiedy ona bez słowa udała się do łazienki. Odetchnąłem głęboko i ułożyłem się na kanapie. Była twardawa i trochę za mała, bo stopy zwisały mi po drugiej jej stronie. Ogółem nie był to mebel marzeń, ale postanowiłem to przełknąć z godnością. W pokoju zapanował przyjemny półmrok. Słyszałem szmer wody w łazience. A poza tym było cicho. Przymknąłem jedynie oczy, ale to wystarczyło żeby poczuć jak ogarnia mnie senność i zmęczenie obejmuje w swoich ramionach.
Lekki sen nie pozwolił jednak zasnąć, kiedy do pokoju wróciła Spencer. Na szczęście miała tyle rozumu, żeby nie zaświecić światła. Stawiała ciche kroki, a ja nasłuchiwałem. Jak idzie, jak oddycha. Kanapa była nie tak daleko od łóżka, na którym miała spać. Było już grubo po połowie nocy, ale teraz zacząłem mieć wątpliwości, czy w ogóle dam radę usnąć.
Wypite procenty dodały mi odrobinę odwagi, ale nie odebrały instynktu samozachowawczego. Przez myśl przeszły mi wcześniej nie zadane pytania. Obróciłem się na bok i patrzyłem jak przy ledwo sączącej się do wnętrza łunie świateł miejskich dziewczyna kładzie się na łóżku.
Nie zasnąłem, dopóki jej oddech się nie wyrównał. Nie miałem pewności, czy spała, ale spokojny oddech działał na mnie usypiająco.
Kiedy obudziłem się po raz pierwszy musiało być koło szóstej. Było jeszcze ciemno, nie minęły więcej niż dwie godziny snu, a moje plecy chciały pożegnać się z bolącym kręgosłupem. Z cichym jęknięciem przewróciłem się na drugą stronę, ale to na bolące krzyże nie pomogło. Kanapa była zdecydowanie mniej wygodna niż to zapamiętałem. Szybie rozważenie możliwości.
Mógłbym po cichu przenieść się na łóżko... Niby co by się stało? Dziewczyna nawet by nie zauważyła, spała już głęboko, byłem tego pewny. Obróciłem głowę w jej stronę. Było ciemno, ale widziałem jej sylwetkę zarysowaną pod kołdrą. Zagryzłem wnętrze policzka. Starałem się jeszcze raz znaleźć lepszą pozycję, ale w końcu chęć wygodnego posłania wygrała. [i]Pieprzyć to[/i], pomyślałem. I najciszej jak mogłem wstałem z łóżka.
Jak zwykle za piżamę robiły mi same bokserki. Nie byłem pewien, w czym śpi Spencer. Wahałem się krótko, stojąc nad łóżkiem, które z łatwością pomieściłoby trzy osoby. Dziewczyna nawet nie zaproponowała, żebyśmy się spróbowali zmieścić na nim razem... Nic dziwnego, miała mnie za kogoś kto nie panuje nad swoim, ekhem. Starałem się jak najwolniej położyć się na materacu i starając się nie obudzić szatynki. Kiedy położyłem głowę na wygodnej poduszce nie mogłem już opanować uśmiechu. W końcu coś bardziej wygodnego. Od razu poczułem jak ból kręgosłupa puszcza, a łóżko było przynajmniej pasujące na długość.
Nie musiałem długo czekać zanim zapadłem w objęcia Morfeusza i przedostałem się do słodkiej krainy snów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz