Wahałam się, czy nie zaproponować mu wymiany - w końcu to on leciał po nocy z powrotem do kraju i musiał rano wyglądać świetnie, nie ja. Kiedy tylko jednak otwierałam usta, nie wydobywał się z nich żaden dźwięk, jakbym podświadomie tak naprawdę nie chciała jego dobra. Jakbym chciała, żeby wstał zmęczony, spał źle i wyglądał rano jak zombie... [i]Cholerne sexowne zombie[/i] - podrzucił cichy głos w mojej głowie, za co od razu ugryzłam się w język, żeby nie daj Bóg pokorciło mnie powiedzieć to na głos. Zależało mu tylko na sexie, zasłużył na jakąkolwiek karę z tego tytułu, a skoro ta kanapa to wszystko, co mógł dostać, nie miałam z tym problemu!
Kiedy Jake poszedł się kąpać, ja dalej myślałam nad swoją decyzją. Chciałam by poczuł, że poczułam się dotknięta tym, że tylko tyle dla niego znaczyłam, ale... Czy naprawdę można było go za to obwiniać? Za to jak chciał to osiągnąć może i owszem, ale czy za to że tylko tego chciał? Nawet nie patrząc na to, kim był. W końcu sex był potrzebą/zachcianką jak każda inna, i nawet jako osoba nie uprawiające tego "sportu" wiedziałam to. Jakby nie patrzeć wynikało to z pewnego bardzo ważnego elementu... Z którym również się czasem zmagałam, jak każdy. Może więc jego propozycja nie byłaby taka zła? W końcu on by dostał co chciał, ja miałabym swój pierwszy raz za sobą, może nie byłby tak straszny jak wszyscy mówią, a przy okazji wiadomo, nowe doświadczenie, zaspokojenie...
Potrząsnęłam głową, jakby próbując wyrzucić z głowy te myśli, kiedy wszedł do pokoju. Miałam wrażenie, że czerwienię się jak burak, więc w podskokach uciekłam do łazienki, gdzie moje myśli wróciły na swoje miejsce dopiero wtedy, kiedy otuliły mnie snopy ciepłej wody.
Naprawdę tego chcesz? Zrobić to z nim tak bez uczuć?... Kiedy on nic do ciebie nie czuje?
Oparłam głowę o kafelki, pozwalając wodzie po prostu płynąć. Nie umiałam tego wyjaśnić w żaden sposób ani poprzeć żadnym sensownym argumentem, ale po prostu... Się zakochałam no. Nie umiałam o nim nie myśleć, udawać że nie istnieje - chociaż jemu w moim wypadku przychodziło to bardzo łatwo. Podobało mi się w nim coś więcej niż tylko wygląd, chociaż zapewne nie powinnam ufać że jest taki, jak mi się do tej pory pokazywał. Był w końcu aktorem, granie nie jest niczym, co przychodzi mu ciężko. Tak zdobywał to czego chciał - karierę, pieniądze, kobiety...
Do łóżka zakradałam się najciszej jak mogłam. Kąpielowe rozmyślanie zajęło mi trochę czasu, więc prawdopodobieństwo że Jake już spał, wynosiło prawie sto procent. Jeśli jednak się myliłam, to pewnie usypiał dopiero, więc tym bardziej nie chciałam go wybudzać zapalaniem światła na przykład.
Najdelikatniej jak tylko umiałam odłożyłam ubrania na szafce nocnej, zostając tylko w swetrze. I oczywiście majtkach i skarpetkach - inaczej nóżki by mi zmarzły... Tak samo jak tyłek gdyby nie fakt, że przed wyjściem z domu zamieniłam podkoszulek i bluzę na bordowy sweter, który sięgał mi za pośladki. Nie dość, że był super ciepły i wygodny, to jeszcze do tego leczył moje kompleksy związane z moim tyłkiem. Nie lubiłam go, uważałam że jest słaby i nie przepadałam za eksponowaniem go, więc wszelkie bluzy, luźne koszulki, kurtki czy właśnie swetry, wybierałam o kroju, który pozwałaby zasłonić moje dwie bułeczki. Jedyne, czego mogłam się obawiać to to, że kręcąc się w nocy, jedna z moich piersi uciekłaby przez dekolt, eksponując swoje niepokaźne rozmiary światu, albo chociaż Jake'owi.
Z początku nie mogłam usnąć wiedząc, że on tak tam leży... Jednak w końcu zmęczenie wygrało i zapadłam w mocny, typowy dla mnie ze spadkiem śniegu, sen.
- Jest jeszcze wcześnie, powinnaś spać - powiedział, jak tylko otworzyłam oczy. Nadal jakby lekko zmęczona, odpowiadając mu ziewnięciem, jednak zaraz potem na ustach pojawił się uśmiech, co od razu odwzajemnił. Panujący wokół półmrok nie miał nic na odległość, w jakiej od siebie leżeliśmy.
Położyłam głowę na jego klacie, dodatkowo przytrzymując go na łóżku nogą, na wszelki wypadek jakby miał wstać. Jednak ani było mu to w głowie, sądząc po tym, jak mocno mnie objął. Było tak... Przyjemnie. Jego ciało tuż przy moim, bicie serca, które słyszałam swoim uchem, jego zapach... Mogłabym tak chyba leżeć godzinami. Jednak wtedy mnie uderzyło.
- Nie musi...aaa! - Jak tylko spróbowałam się podnieść, przyciągnął mnie do siebie z powrotem.
- Mam jeszcze sporo czasu - odpowiedział, jakby odczytując moje zamiary. - Tak więc leż i odpoczywaj, ciebie też czeka rano sporo zadań.
W odpowiedzi z mojego gardła wydobył się jęk zawodu. Nie chciałam się nigdzie stąd ruszać! Było mi tutaj ciepło i wygodnie i fajnie... I on tu był. Uśmiechał się do mnie, przytulał, czułam się w końcu dla kogoś ważna. I nie było ani śladu prób ściągnięcia ze mnie ubrań.
- No już, zamykaj oczy i do spania póki jeszcze jest czas - zarządził, posyłając mi kolejny uśmiech.
Poczułam wtedy takie dziwne ukłucie w sercu, jakby coś było nie tak... Wtuliłam się w niego mocniej, niczym przestraszone dziecko i spytałam cicho:
- A będziesz tu dalej, kiedy otworzę oczy?
- Zaufaj mi, wszystko będzie dobrze - usłyszałam w odpowiedzi. To jednak nie był koniec. - Pragnę cię. Twojej bliskości, twojego ciała, pożądam pójścia ścieżką, przed którą wcześniej broniłem się rękami i nogami - wyszeptał mi do ucha, jednak moje ubranie nadal pozostało nietknięte. Za to jego ręce objęły mnie mocniej w talii, przyciągając to siebie tak, jakby bały się mnie wypuścić, a usta złożyły delikatny pocałunek na moim czole.
Wtedy poczułam, jak moje ciało staje się ciężkie. Każda jego część zdawała mi się ciążyć tak, że nawet leżenie wydawało się męczące. Nie wspominając już nawet o tym, że powieki ledwo trzymały między sobą niewielką szparkę, lecz niestety widok przez nią był rozmazany. Poddałam się, nie ważne ile siły wkładałam, ciemność i tak coraz bardziej mnie pochłaniała.
Nie kłamał. Kiedy otworzyłam oczy, leżał dokładnie tam, gdzie widziałam go po raz ostatni. Co prawda nie obejmował mnie już, jednak ja jak najbardziej wtulałam się w niego. Zaskoczyło mnie to ponieważ... Byłam przekonana, że ta rozmowa mi się śniła. Może jednak naprawdę doszliśmy do jakiegoś porozumienia? Może zaczęliśmy rozmowę, kiedy byłam zbyt śpiąca, żeby pamiętać? W końcu jakoś jego miejsce pobytu zmieniło się z kanapy na łóżko, co znaczy, że musiało coś zajść między nami, jakiś akt zgody i porozumienia.
Podniosłam się powoli do siadu, starając się nie ściągając z chłopaka więcej kołdry niż powinnam. Kiedy wyjęłam z oczu wszystkie śpiochy, mimowolnie zaczęłam się mu przyglądać. To nie był pierwszy raz, kiedy widziałam jak śpi, co może brzmieć nieco dziwnie, jednak wtedy się tym nie przejmowała. Mój wzrok bezkarnie wodził po jego spokojnej twarzy, jakby próbował zapamiętać każdy detal. Lekko wyciągnięty podbródek, kilkudniowy zarost, potargane włosy, kości policzkowe, które ładnie było widać pod tym kątem... Pochłonięta zapamiętywaniem detali jego twarzy, jakby nie zauważyłam tego, że miałam szansę również poobserwować jego wyrobiony tors.
W głowie ciągle przewijało mi się pytania: "czy tego naprawdę chciałeś?" "czy naprawdę nie chodziło tylko o sex?". Bo jeśli tak to... Czemu nie nie poprawił? Czemu pozwolił mi wierzyć w to, że jedyne czego chciał, to się ze mną zabawić? [i]Być może nie było czego poprawiać...[/i]
Westchnęłam cicho. Patrząc na to, co działo się za oknem, dochodziła już siódma. Powinnam była przede wszystkim wyjść z tego łóżka. Potem oczywiście ubrać się i kazać jemu zrobić to samo, chociaż Sheila nie określiła się, o której ma się pojawić.
W końcu chyba dotarło do mnie, że to wszystko było tylko snem. Dalej dawałam sobie jednak szanse na to, by między nami, w nocy, wydarzył się jakiś akt zgody, którego po prostu nie pamiętałam. Dalej upierałam się przy swoim, że w końcu z jakiegoś powodu leżał tutaj ze mną w łóżku - jeśli chciałby się położyć od tak, zaproponowałby to jak się kładliśmy. Łóżko było na tyle wielkie, że i jeszcze Jared z psami spokojnie by się tutaj zmieścił!
Podążając za swoim pierwotnym instynktem, powoli, jakby bojąc się, że może się obudzić, znów wtuliłam się w jego tors. Mimo, iż częściowo Jake był odsłonięty, biło od niego gorąco, które mogłoby parzyć, jeśli by chciało! Mimo to, delikatnym ruchem osłoniłam kawałki ciała którymi uciekł na powrót kołdrą.
Nawet jeśli nie odwzajemniał uścisku, ponieważ leżał z rękami pod głową, było mi dobrze. Nie tylko dlatego, że był niesamowicie wygodny, ale również dlatego, że było to to, czego chciałam. Serce aż przyspieszyło mi, kiedy znów odnalazłam się tak blisko niego - od razu zmęczenie wróciło, sen znów mnie do siebie wołał. Musiałam znaleźć swoje idealne miejsce do spania.
- Szkoda, że chyba tylko jedno z nas się zakochało - powiedziałam cicho w przypływie radości, jaka mnie otoczyła. Przez chwilę przeszedł mnie dreszcz zdenerwowania, ale wtedy sobie przypomniała, że śpi, więc ta mała tajemnica miała zostać między nami.
Prawda, zachował się jak dupek i nie miała u niego żadnych szans, ale serce z takimi rzeczami nie wybiera. I może nie różniłam się niczym od morza fanek, które posiadał, jednak nie umiałam przestać. Jednak na dniach znów miałam zostać tylko asystentką menadżera i nasze kontakty miały się ograniczyć, więc czemu nie pożyć chwilą taka jak ta? Cudownie niemożliwą, jednak tak szczęśliwą, nawet jeśli spał...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz