Byłam trochę poddenerwowana, Jake obudził się niedługo po tym, jak znów się na nim położyłam. Czemu? Bo to by oznaczało, że istniała szansa, że słyszał, że dowiedział się o tym, co gra mi w duszy... Jednak wtedy by coś powiedział, prawda? Powiedziałby "ja tam chciałem tylko zaruchać", albo "wybacz, ale ja nic do ciebie nie czuję", czy "nie prawda, ja również", nie wiem naprawdę, no cokolwiek! On jednak milczał, przynajmniej w tym temacie, a po jego twarzy nie było widać żadnych emocji, które można by podpiąć do reakcji na takie wyznanie. Z drugiej strony hej! Miałam odczynienia z aktorem, mogłam spodziewać się wszystkiego! Zawsze jednak istniała szansa, że jednak naprawdę nie słyszał i, na moje szczęście, moim jedynym zmartwieniem byłoby tłumaczenie się z tego, czemu obudził się ze mną na sobie. Chyba, że nie spał i słyszał co mówię i poczuł, że podniosłam i znów na nim położyłam, czyli że było to całkiem celowe, a nie tak po prostu podczas snu się tak przekręciłam. Albo...
Aż podskoczyłam, kiedy drzwi do pokoju otworzyły się z rozmachem. W jednej sekundzie usiadłam prosto jak strzała na materacu, coś w stylu "nic się tutaj nie stało!". Przerwało również natłok moich myśli, które sprawiły, że połknęłam język i nie byłam w stanie zebrać słów w chociaż minimalnie logiczne zdania.
W ciszy przyglądałam się tej wymianie zdań między chłopakami, skupiając swój wzrok na Jaredzie. Wydawał się być nawet bardziej promienny niż wczoraj, kiedy rozlewał napój po kieliszkach. Jednak z ogólnej mimiki jego twarzy można było wywnioskować, że jego głowa pękała w szawch od pytań i spekulacji, albo to było tylko moje wrażenie. Przez chwilę miałam nawet ochotę mu wykrzyczeć, że do niczego między nami nie doszło, że w nim nie spałam - w takim sensie jak to jeszcze miesiąc temu proponował mi Jake.
Kiedy chłopak wycofał się z pokoju, wzięłam głęboki oddech, próbując zdobyć się na jakąś rozmowę. Musiałam przestać brać pod uwagę najgorszą z możliwych opcji i płynąć z prądem. W innym wypadku byłby to dla mnie bardzo długi, bardzo ciężki dzień, skoro cały Nowy York kąpał się w śniegu.
- Nie mam, w końcu łóżko jest tak duże, że spokojnie moglibyśmy spać tam razem - odparłam jak gdyby nigdy nic, sięgając po tablet leżący na komodzie i zabrałam się za sprawdzanie jego poczty. Nie wiedziałam, czy Jared ma do tego dostęp, a ja jakby nie patrzeć byłam tutaj od tego, żeby wykonywać taką pracę, nie dla względów towarzystkich... Już w końcu to sobie ustaliliśmy. - Nina nie napisała nic nowego, za to przyszedł mail od reżysera, w którym informuje, że z powodu zaistniałej pogody, praca jest odwołana na co najmniej najbliższe trzy dni - mówiłam, szybko czytając ścianę tekstu i wyciągając z niej najważniejsze sytuacje. - Jeśli temperatura nadal będzie tak niska, więcej kosztów kręcenie odcinków, wyniosłobym im grzanie całego studia oraz zapewnianie ciepłego cateringu. W sumie nic dziwnego, ty i Shelia do najtańszych nienależycie, więc jeśli jeszcze dołożyć do tego rachunki za grzanie czegoś tak ogromnego... - Nie podnosiłam na niego wzroku, przyglądając się pozostałym wiadomościom, jakie pojawiły się na jego skrzynce mailowej. - Dean przeprasza, że dzisiaj nie przyjdzie, Steven informuje, że nie ma możliwości, by był dyspozycyjny, no i żadnych wieści od twojej dziewczyny - zakończyłam, gryząc się w język za ostanie słowa. Wiedziałam, na czym budował się ich "związek", jednak było to coś, co ciężko przychodziło mi przełknąć. Zwłaszcza, że nadal byłam pod życzeniami Sheili, która ostatnio dziwnie do niczego mnie nie wykorzystywała... Może nawał pracy pozwolił jej zapomnieć o tym, że zna mały sekret Jake'a? - No i owszem, musi być z ciebie wyśmienita poduszka, skoro po ułożeniu się tak, już nie zmieniłam pozycji - dodałam, w końcu podnosząc na niego wzrok. Stał do mnie plecami, więc pozwoliłam sobie na trochę uśmiechu. Nie dlatego, że mimo ubieranej koszuli, jego pośladki były sexownie eksponowane w przylegających do jego ciała bokserkach, a dlatego, że wiedziałam, iż był to pierwszy i ostatni raz. Dzisiaj do wieczora miałam wrócić do siebie, a potem przez jakiś tydzień popracować jeszcze dla niego, a potem... Zastanawiałam się nad skończeniem tej współpracy.
Tak, usnęłam z taką myślą i jak na razie pozostała niezmienna. Nie chodzi o to, że byłam niewiadomo jak wielce zraniona tym, że chciał mnie zaciągnąć do łóżka, skoro sama rozważałam z czasem przyjęcie propozycji, jednak nie było już powodu, dla którego miałabym tutaj pracować. Pieniądz był dobry, jakby nie ma co do tego wątpliwości, jednak jakby nie patrzeć nie było powodu, dla którego miałby tworzyć dla mnie to stanowisko asystenta menadżera. A jeśli nie było ono robione pode mnie, było na pewno dużo bardziej odpowiednich ludzi na to stanowisko. Ja w końcu zarobiłam na to, co potrzebowałam, przy dobrych wiatrach będę miała również na kilka miesięcy czynszu, więc będę mogła w końcu zająć się przygotowaniami do matury na maxa, oraz odpocząć. Odkąd poznałam gwiazdora i tak miałam tego więcej, jednak miałam na myśli ten prawdziwy wypoczynek, który również i Jake'owi by się przydał - po prostu nic nie robienie, nie przejmowanie się światem zewnętrznym, zero terminów i planów. Po prostu spokój. Z czasem jednak musiałabym podjąć jakąś pracę i jestem tego w pełni świadoma, jednak wydawało mi się, że tak być powinno. I tak wystarczająco długo ciągnęłam od niego pieniądze...
Powoli wstałam z łóżka, podchodząc do okna przy którym stał - oczywiście w odpowiedniej odległości od szyby. Ja natomiast byłam, pochłaniając miasto skąpane w ściegu czym w ciepłej, czystej kołdrze. Z tak wysoka, w takim cieple, kompletnie zapomniało się o... Wszystkim. Jakby widok był tylko ekranem przedstawiającym sceny z jakiegoś filmu. Jednak to nie powstrzymywało mnie przed pożeraniem każdego centymetra tej magicznej scenerii wzrokiem.
Poruszona pięknem jak i prostotą takiego widoku, miałam wrażenie, że mogłabym mu powiedzieć tak wiele... Że mogłabym porozmawiać z nim o tym, co się wydarzyło między nami, że mogłabym zadać mu tak wiele pytań tlących się w mojej głowie, może nawet poruszyć temat jego propozycji, jednak kiedy tylko otworzyłam usta, zdałam sobie sprawę, że nie mogę. Na chwilę zatrzymałam się jakby na wdechu, szybko kalkulując wszystko i:
- Jak tylko oczyszczą drogi, będę wracać do domu. Nie chcę nadużywać gościnności...
Sama wczoraj to powiedziałam, prawda? Że będę z nim mówić tylko wtedy, kiedy to będzie konieczne. Zawracanie mu głowy na inne głupoty, które miałam w głowie, nie miało sensu...
- A i pamiętaj, że zostały ci jeszcze dwa pytania - dodałam, wycofując się z pokoju z ubraniami w ręku, nim zdążył coś powiedzieć. W końcu nie byłam tutaj jedyną, która potrzebowała coś na siebie wrzucić.
Nadal nie powiedziałam mu prawdy. Zostały mu tak naprawdę jeszcze cztery pytania, a to mi przysługiwały dwa. Zamierzałam jednak zrobić dobry użytek z tego, że przy pomocy tego małego kłamstweka przysługiwało mi ich tak wiele.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz