Zgodnie z moimi wcześniejszymi podejrzeniami, trzy dni wolnego wcale nie były tym, czego pragnąłem. Wręcz przeciwnie; chwilę po tym, jak zwinęła się Spencer Jared stwierdził, że będzie też leciał. Tak zaczęły się trzy dni paskudnej samotności. Pod koniec czułem się jak w więzieniu domowym i w każdej minucie wyczekiwałem czasu, kidy wróci moja praca. Nie cierpię bezczynności i stagnacji, chociaż pierwszy dzień odpoczynku był zaskakująco... Miły. Kolejne jednak stopniowo stawały się coraz gorsze aż do tego stopnia, że rano kiedy Dean wszedł do mieszkania przeglądałem portale plotkarskie, w wyszukiwarce wpisując swoje imię.
- Jak się trzymasz? To pewnie miła odmiana po ostatnich wszystkich wyjazdach być w domu – rzucił mężczyzna, kiedy spojrzałem na niego przez ramię. – Rozluźniony?
Dean nie był typem, który wiązał się rozmową, jeśli nie było potrzeby. Zazwyczaj po prostu witał się skinieniem dłowy albo uniesieniem dłoni, a później zakładał słuchawki i przy pracy zaczynał nucić jedną ze swoich ulubionych piosenek. Nie rozmawiał, jeśli nie było konieczności, tym bardziej więc zaskoczyły mnie jego pytania, nawet już nie sama treść, na którą dźwięk miałem ochotę zaśmiać się sarkastycznie. Dawno nie przeżyłem tak długich i, o zgrozo, męczących trzech dni w moim życiu.
Odsunąłem się od biurka i zatrzasnąłem laptopa. Coś było na rzeczy. Przyglądałem mu się chwilę, kiedy ściągał rękawiczki, szalik i ciężki płaszcz.
- Nie rozluźnia mnie prokrastynacja, niestety – uśmiechnąłem się leniwie, siadając przodem do oparcia krzesła. Cieszyła mnie czyjaś obecność, bo nagle mieszkanie wydawało się mniejsze niż dosłownie pięć minut temu. – W gruncie rzeczy cieszę się, że wracam do pracy, bezczynność i nuda to nie moje hobby. A co u ciebie? – Poszedłem za ciosem. Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy na personalne tematy tego pokroju. Ale skoro i tak zamierzałem wybadać, co się dzieje, nie było po temu lepszej okazji.
Mężczyzna wyglądał przez krótką chwilę na zaskoczonego moim pytaniem. Uniósł wysoko brwi i na sekundę zastygł w bezruchu. Wydawało mi się, że był o sekundę od szczerej odpowiedzi na moje pytanie, kiedy drzwi otworzyły się po raz kolejny i odezwała się Spencer. Wzruszyłem ramionami, pozwalając Deanowi zachować to dla siebie. Ciekawość gryzła mnie jednak wewnętrznie, kiedy zapewniłem że już się zbieram i poszedłem do sypialni skompletować wszystkie potrzebne mi rzeczy. Miałem przeczucie, że wcześniej czy później i tak dowiem się, o co chodziło. W korytarzu słyszałem krótką rozmowę pozostałej dwójki, ale nie skupiałem się na rozpoznaniu słów. Pewnie zwyczajnie uprzejmości, nic wielkiego.
Pod studiem, w którym umówiona była dzisiejsza sesja faktycznie pojawiliśmy się w godzinę. Niemal z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Kiedy wszedłem do wnętrza od razu doskoczyła do nas jednak z tych irytująco nadgorliwych recepcjonistek, tłumacząca co jak gdzie i kiedy. Słuchałem jej jednym uchem, pozwalając Spencer zapamiętywać wzystkie informacje, bo w końcu to była jej praca i to należało do jej obowiązków. Kiedy kobieta w końcu skończyła swoją tyradę, a miałem wrażenie, że już więcej niż dziewięćdziesiąt osób zebranych w przestronnym holu gapiło się na nas otwarcie, ruszyliśmy wgłąb budynku. Bywałem tutaj nie raz, nie dwa. Wszystkie większe sesje wykonywane były przez najsławniejszych fotografów w tym kraju. Poprawiłem swoją kurtkę wymownie. Od razu zjawił się ktoś, kto zapytał kurtuazyjnie, czy może zająć się naszymi płaszczami. Oddaliśmy razem ze Spencer wierzchnie ubrania.
Na zapleczu, gdzie zawsze przygotowano scenografię sesji i gdzie mieściły się punkty makijażystów, zaraz po wejściu dało się czuć namacalne napięcie. Ludzie stali jak słupy soli, ktoś nerwowo stukał obcasem, ktoś cmokał. Znalazł się jeden biegacz, którmu papiery wyślizgiwały się spod pachy, kiedy biegł.Ogarnąłem spojrzeniem tą scenę, po czym przeniosłem wzrok na Spencer, niemo pytając, czy też to czuje. Chyba nie byłem jedyny z takim wrażeniem.
- Panie Underwood? – odezwał się wysoki, kobiecy głos. Chłodny i opanowany, a jednocześnie miałem wrażenie, że to tej osobie przyszło przekazać złe nowiny. Jakiekolwiek one były. Obróciłęm się na pięcie i stanąłem niemal oko w oko z kobietą mojego wzrostu na kilkunastocentymetrowych szpilkach. – Mamy złe wiadomości.
Przytaknąłem. Oczywiście, że złe. Dobrych nigdy nie można się spodziewać.
- O co chodzi? Chyba nie jestem spóźniony. Zmieniono godzinę sesji?
- Nie. Obawiam się jednak, że pańska partnerka jest spóźniona. Nie wiadomo, co się z nią dzieje, recepcja nie może dodzwonić się do jej menadżera.
Z każdym kolejnym jej słowem mięśnie na moim karku napinały się stopniowo. Sheila!... Dlaczego miałem przeczucie, że to właśnie ona postanowi dzisiaj namieszać? Nie wiem też skąd, ale miałem złe przeczucia. Jakby coś z przeszłości starało się dobić do mojej świadomości, ale nie potrafiłem tego sprecyzować. Na szczęście potrafiłem radzić sobie pod stresem. Wciągnąłem powoli powietrze do płuc, żeby opanować złe przeczucie i spojrzałem na wysoką brunetkę. Jej włosy były idealnie proste, sięgały pośladków. Jakby spędziła cały dzisiejszy poranek podkładając je pod żelazko. Musiała być już sporo po czterdziestce, na co wskazywały zmarszczki wkoło jej oczu, ale trzymała się lepiej niż niejedna nastolatka.
- W porządku. Zadzwonię do niej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz