Myślałam, że to Jake już się stawił, jednak przede mną stał Dean. Raczej niewiele słów zamieniliśmy do tej pory, ponieważ rzadko bywaliśmy w mieszkaniu aktora, nim on skończył swoją zmianę. Niestety, praca jaką wykonywał zmuszała go, oraz mnie, do pracowania od rana do nocy. Więc jeśli ostatecznie jechałam z nim, Dean zawsze był już po swojej zmianie.
- Pomogę Ci z kurtką - zaproponował, wyciągając do mnie rękę.
- Nie dzięki, zaraz wychodzimy - odpowiedziałam, posyłając mu ciepły uśmiech. Takie rzeczy były pewnie wpisane w jego prace, jednak jeśli myślało się w sposób że to po prostu miły gest, od razu się jakoś milej robiło. - Będziesz mieć sporo porządków, jeśli zalegał tutaj przez trzy dni... Już pierwszego ubrudził podłogę w kuchni, więc pewnie trzeba będzie poprawić jego próby sprzątania - rzuciłam pierwsze co mi przyszło do głowy, gładząc jednego z psów po łbie. Bez zajrzenia im pod ogony, nie wiedziałam nigdy z którym mam do czynienia. Dla Jake'a pewnie były kompletnie różne, jednak dla mnie zbyt podobne, żeby rozróżnić.
- Aż tak źle chyba nie będzie... Kiedyś bohater którego grał był sprzątaczem i trochę porządkowania ćwiczył do tej roli! - odpowiedział Dean w głosie z dumą taką, jakby sam go do tego szkolił.
- Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić- zaśmiałam się. Jakoś nie umiałam sobie tego wyobrazić.
Jak tylko przekroczyliśmy drzwi budynku, zostaliśmy zalani falą informacji. Znaczy ja zostałam, ponieważ musiałam pisać rysikiem po ekranie tabletu na tyle szybko, żeby nadążyć wyciągnąć z jej wypowiedzi wszystkie informacje, a później się rozczytać i to przepisać. W końcu jeśli z jakiegoś powodu nie byłoby mnie z Jake'iem, on musiał mieć bezproblemowy dostęp do tych informacji, a nie zastanawiać się kij wie ile, co jest tam w ogóle napisane.
Równie szybko co zostały nam przekazane wstępne informacje co do sesji, zostaliśmy zabrani do pomieszczeń, gdzie miała się odbyć. Śmiałam nawet sugerować, że było to całe piętro, ponieważ pokoje do makijażu, przebieralnie, catering i scenerie, były porozkładane po wielu, wieeeelu pokojach. Każde pomieszczenie miało swoje przeznaczenie, bardzo podobał mi się taki porządek. Na planie filmowym było inaczej - wielka hala z kilkoma wręcz mieszkaniami czy domami wśród zielonych banerów, gotowe by w każdej chwili być w świetle kamer. Makijaż odświętnie wykonywało się w przebieralniach, bo w gruncie rzeczy tylko one i łazienki miały kompletnie oddzielne pomieszczenia.
W pokoju panowała dziwnie... Chłodna i ciężka atmosfera. Spojrzeliśmy po sobie z Jake'iem i już miałam pytać, czy przypadkiem moja obecność nie jest problemem, może fotografowie, bądź fotograf, miał coś przeciw obecności menadżerów, uważając ich za niepotrzebnych gapiów? A może po prostu zważając na mój wiek, myśleli że przyprowadził po prostu koleżankę? Jakby nie patrzeć jego menadżerką byłam bardzo krótko, a teraz tylko ją zastępuję, więc raczej mała szansa, żeby jacyś ważni ludzie mieli świadomość takich zmian.
Już miałam się wycofywać z pokoju, kiedy dowiedzieliśmy się, w czym leży problem. Praktycznie od razu Jake opuścił pomieszczenie z telefonem w ręku, a ja cichutko podążyłam za nim. Bałam się zostawać tam sama... Bianca, światowej sławy fotograf, która miała chyba samodzielnie poprowadzić tą sesję, nie wyglądała specjalnie przyjaźnie, wręcz nawet z lekka strasznie... Nie wiem, zawsze kiedy widziałam ludzi ze zmarszczkami, ale bardzo zadbanych, kojarzyły mi się jakieś Cruelle Demon i inne. Na ich widok od razu dostawałam ciarek...
- Ty. Zostajesz - usłyszałam twardo za swoimi plecami, kiedy miałam już opuszczać pomieszczenie.
Głos kobiety w ucho nie pieścił, zwłaszcza kiedy mówiła tonem takim... Oschłym. Prostolinijnym, tak sztywno strasznie, jednak tak pewnie trzeba było się zachowywać w tym biznesie. Krótko i konkretnie, podlizując się tylko tym, którzy mieli jakieś znaczenie.
Posłusznie odwróciłam się w stronę głosu, odsuwając się niechętnie od drzwi. Musiałam sprawdzić pocztę, bo jeśli jej nieobecność wiązała się z tym, że czegoś ode mnie chciała, mogłam mieć spore kłopoty... Albo raczej Jake mógł mieć, i to z mojej winy. Jednak nie wypadało teraz tak ostentacyjnie wlepić twarzy w tablet i zignorować otoczenie.
- Jesteś dosyć młoda jak na menadżerkę. - W jeden chwili kobieta stanęła przede mną, dokładnie mi się przyglądając. Bardziej zaskoczyło mnie jednak to, że w ogóle założyła taką opcję. Wiele osób w ogóle nie wierzyło, że mogę dla niego pracować na takim stanowisku i sam Jake musiał informować bramkarzy czy innych ochroniarzy o tym, że nie kłamię i rzeczywiście mi płaci.
- Zastępuję ją tylko - odpowiedziałam cicho, nieco onieśmielona jej wzrokiem.
Nic więcej nie powiedziała, skinęła tylko głową na znak, że przyjęła informację do wiadomości. W pewnym momencie, jednak poszła o krok dalej. Przeszła się dwa razy wokół mnie i odezwała się dopiero, kiedy pochwyciła jeden z moich kosmyków włosów.
- Jak na swoją pozycję jesteś mało zadbana - stwierdziła głośno, wprawiając mnie w zawstydzenie. Wiedziałam doskonale, że mało wagi przykładam do swojego wyglądu i nie specjalnie mi to przeszkadzało... Chyba że ktoś tak publicznie mi to wytykał. Wtedy było mi zawsze wstyd i przykro. - Dziewczęta! - rzuciła nagle, nim zdążyłam zareagować. - Zajmijcie się nią! Nie będę mogła się skupić, jeśli taki nieoszlifowany kamień będzie mi się tutaj kręcić... - Prawie pomyślałam, że to komplement, do póki nie zabrzmiała tak, jakby rzeczywiście przeszkadzało jej coś takiego. Swoją drogą, ciekawe określenie kogoś - kamień. Wszyscy artyści mieli jakieś takie swoje odchyły?
W jednej chwili zostałam poprowadzona do pokoju obok, bez potrzeby wychodzenia na korytarz, i posadzona na jednym z krzeseł naprzeciw wielkich, białych lamp. Nie bardzo rozumiałam sensu marnowania przyborów na kogoś takiego jak ja, ale w sumie czemu nie skorzystać? Chociaż dzisiaj czułabym się jak księżniczka - wymalowana i wypindrzona raz w życiu. Trochę szaleństwa raz na jakiś czas nikomu nie zaszkodzi, prawda? Chociaż po tym jak ostatnio zaszalała mama, nie powinnam gadać takich rzeczy. Pięć cholernych godzin sprzątania, przez jedno, głupie, uchylone okno!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz