czwartek, 13 kwietnia 2017

209 (13-04-2017)

        Telefon Sheili milczał jeszcze długo po tym, jak opuściłem salę, żeby do niej zadzwonić. W bocznym korytarzu przeznaczonym jedynie do szybkiego transportu ubrań i innych materiałów na szczęście nikogo nie było. Nikt nie obserwował mnie uważnie, nikt nie przysłuchiwał się rozmowie, właściwie to czułem się bardziej niewidzialny niż kiedykolwiek. Tym razem z pewnością działało to na plus.
        Nie odpuściłem, kiedy nie odebrała za pierwszym razem. Uparcie wybierałem numer po raz kolejny, aż w końcu usłyszałem wymarzony sygnał; ktoś nacisnął zieloną słuchawkę. Poczułem ulgę i rosnącą wraz z nią irytację na głos, który odezwał się po drugiej stronie.
        - Wyspałaś się, wzięłaś odprężającą kąpiel? Jeśli tak, to kiedy zamierzasz się pojawić w pracy?
        W moim głosie dało się wyczuć całkiem wyraźną irytację jej brakiem profesjonalnej postawy, ale to nie było przyczyną zalegającej po drugiej stronie telefonu ciszy. Zamarła, a mi wydawało się, że nawet przestała na moment oddychać. Jakby dotarło do niej coś, czego nie brała wcześniej we własnych planach pod uwagę i zastanawiała się, jak teraz z tego wybrnąć. Nie spodobały mi się moje przeczucia, bo w większości stawiały mnie one teraz na złej pozycji. Jeśli Sheila zapomniała... Nie, nie mogła zapomnieć. Jej menadżer musiał pamiętać. Cisza przedłużała się z sekund na minuty. Coś było w tym wszystkim nie tak. Moje złe przeczucia zacisnęły swoje obślizgłe łapy na żołądku, jakby chciały wycisnąć z niego wszystko, co zjadłem na śniadanie. Zwalczyłem jednak to ukłucie stresu.
       - Wypadło mi coś – rzuciła w końcu żałośnie, jakby nie mogła wpaść na inną odpowiedź. Przypominała mi teraz małe dziecko, które wiedziało, że narobiło sobie problemów. Nie pasowała mi do niej taka postawa, choć mogła być po prostu kolejną grą. – Nie dam rady dzisiaj tam przyjechać.
        Zacisnąłem usta w wąską linię. Zastanawiałem się, czy jest sens w ogóle dalej prowadzić tą rozmowę. Bo jak dla mnie, to usłyszałem już wystarczająco dużo, żeby się rozłączyć.
        - Jake? – zaintonowała pytanie, nie pozwalając mi się rozłączyć. Jeszcze nie. Czułem, że ma coś do powiedzenia. – Masz u mnie dług. Musisz mnie kryć, tak samo jak ja ciebie wcześniej. Jeśli moja kariera ucierpi na tym, że nie będziesz umiał ich odpowiednio przekonać do tego, że jestem bez winy, to wiedz że pociągnę cię za sobą – jej głos nagle stwardniał. Zastygłem w bezruchu, chociaż przed chwilą jeszcze nerwowo krążyłem po korytarzu. – Zrozumieliśmy się?
        Miałem ochotę powiedzieć jej, że jest zwyczajnie głupią dziwką, ale ugryzłem się w język. Ten jeden raz miałem pewność, że nie mam wielkiego pola manewru. Że muszę tańczyć tak, jak mi zagra.
        Oszczędziłęm odpowiedź do jednego, lakonicznego potaknięcia i rozłączyłem się.

        Jej wysokość Sheila nie pojawi się dzisiaj na naszej uroczystości.
        - Sheila nie da rady przyjechać. Miała kolizję w planie, jest na drugim końcu miasta. Zanim tutaj przyjedzie, stracimy dwie godziny zarezerwowane na sesję.
        Kłamanie jak na razie szło mi nieźle. Chociaż chciałoby się powiedzieć, że panna idealna nawaliła i to tylko i wyłącznie ze swojej winy. Kusiło mnie, żeby rozbić jej nienaganny wizerunek jako aktorki, który najwyraźniej stworzyła prekupstwami i wykorzystywaniem ludzi, tak jak teraz. Powstrzymałem się przed skrzywieniem ust w grymasie niezadowolenia.
        Fotograf za to się nie powstrzymywała. Jej wypielęgnowana twarz wyraźnie pokazywała, co sądzi o tym biegu wydarzeń. Założyła ręce na piersi i lustrowała mnie złym, chłodnym spojrzeniem, jakby to była co najmneij moja wina. Może nie ufała mi do końca. Wyglądała na sztywną, pewną siebie i swojego sukcesu osobę.
        Cała reszta obsługi planu sesji zdjęciowej czekała w napięciu na to, jaki padnie teraz wyrok. Ja z resztą też. Miałem nadzieję, że kobieta chociaż przełoży to na inny termin zamiast od razu rezygnować z kontraktu. Ale od dawna nikt nie napawał mnie tak irracjonalnym strachem, jak ta kobieta. Nie zdobyłem się nawet na zadanie pytania, gdzie do cholery podziała się teraz Spencer, kiedy mogła okazać się potrzebna. Liczyłem jednak sam na siebie z nadzieją, że to wystarczy.
        - Moglibyśmy spróbować iw iinym terminie, kiedy... – uniesiona wręcz leniwie ręka brunetki do góry zamknęła mi usta. Nadal wyglądała na złą i surową. Czułem, co teraz nastąpi, chociaż chciałem to przeczucie za wszelką cenę wyprzeć z umysłu.
        - Skoro nasza główna gwiazda ignoruje swoje obowiązki, widzę tylko jedno wyjście.
        - To nie jej wina – wypaliłem bez namysłu, skupiając tym samym jej spojrzenie gdzieć na mojej twarzy. Głupie posunięcie, bardzo głupie. Idioyczne! Teraz sprawa byłą bliższa przegranej niż jeszcze kilka minut temu. Zacisnąłem zęby. Obiecałem ją kryć, musiałęm chociaż spróbować wszystkiego, co przychodziło mi na myśl. – Możemy wykorzystać jeszcze dzisiejszy dzień. Mogłaby pani zrobić zdjęcia mi, może z jakąś modelką pomocniczą? Jest ich tu kilka, widziałem je przeed chwilą, kiedy przygotowywały się do makijażu.
        Zaryzykowałem. Bianca uniosła jedną brew ku górze. Za jej plecami niespokojnie poruszyło się kilka młodych dziewczyn. Z pewnością czekały wieki na możliwość taką, jak ta. Pomyśleć tylko: podrzędna modelka zastępująca wielką gwiazdę, Sheilę Richie. To marzenie nie tylko jednej z nich. I nie mogłem ich za to nawet winić. Teraz były moją jedyną deską ratunku, niestety.
        - Nie. Nie widzę tego – rzuciła kobieta, odwracając się na pięcie.
        Tymi kilkoma słowami przekreśliła moją nadzieję. I wzmożyła uczucie gniewu na zachowanie mojej „partnerki”. Będzie się musiała gęsto tłumaczyć, kiedy już dorwę ją w swoje łapy.
        Teraz jednak zostało mi tylko pogodzenie się z porażką. Jak na domiar tego wszystkiego złego, Spencer też gdzieś zniknęła. Wpatrywałem się w plecy fotografa, gdzieś pomiędzy jej łopatkami. Zauważyłem, że zatrzymała się nagle. Uniosła lekko głowę. A później obróciła się powoli w moją stronę, jakby właśnie się rozmyśliła z wcześniejszych słów. Cofnęła się też o krok, a moje spojrzenie padło na nieszczęsną Hastings, która właśnie stanęła w drzwiach. Tylko tyle, że to nie była ta Spencer, którą znałem do tej pory. Ktoś ją powrał i zamienił na jakąś piękniejszą, bardziej perfekcyjną wersję. Nawet nie patrzyłem na Biancę, kiedy wypowiadała swoje kolejne słowa.
        - Ale z nią możesz spróbować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER