piątek, 28 kwietnia 2017

211


        Jedyną reakcją, na jaką było mnie stać zanim sztab wizażystów porwał Spencer było ciche, przeciągłe westchnięcie. Dlatego, że wszystko toczyło się teraz w złym kierunku. Dlatego, że jeśli Sheila zorientuje się, do czego doszło, nie będzie zadowolona, a brzmiała na pewną siebie i mogłem być przekonany, że miała już niejednego asa w rękawie. Ale poza tym wszystkim też dlatego, jak wyglądała moja obecna menadżerka. Przez chwilę zastanawiałem się, jak taka niepozorna i szara myszka mogła się zmienić w tak radykalny sposób, a ta myśl była naprawdę okrutna. Oczywiście, że mogła się zmienić, warknąłem sam na siebie. To, że postanowiłem przestać widzieć w nią potencjalną kobietę nie znaczyło wcale, że ona sama też postanowiła przestać nią być. Działało mi też na nerwy to, że fotograf zdecydowała tak, a nie inaczej. Niby jak to będzie wyglądało?
        Nie zdążyłem zaprotestować, bo dziewczynę zaprowadzono gdzieś, gdzie nie było jej widać z pokoju, w którym stały aparaty, statywy i tło do sesji. Poza tym i tak bym nie protestował. Moje zdanie nie miało tutaj znaczenia. I odkryłem po chwili, siadając na jednej z wygodnych kanap, że z pewnego rodzaju ekscytacją czekam, aż sesja się rozpocznie. Nie mogłem powstrzymać wyobrażenia, jak to będzie wyglądało. Podjęła mnie euforia pracy. Dobrze znana nuta ciekawości i niecierpliwości. Uśmiechnąłem się sam do siebie, patrząc w przestrzeń gdzie za chwilę będziemy pozować.
        Jedna z pracujących tu dziewczyn musiała jednak źle zinterpretować mój uśmiech, bo skierowała się w moją stronę. Zauważyłem ją dopiero, kiedy przysiadła na oparciu kanapy, blisko mnie.
        – A to zaskakujący zbieg zdarzeń – rzuciła, kompletnie nieprzejęta jakąkolwiek formą uprzejmości. Chyba nawet nie zakładała, że mogę nie chcieć z nią rozmawiać.
        Uniosłem spojrzenie nad jej nagich niemal do pośladków (na których miała skąpe szorty) nóg i przeniosłem je na twarz. Symetryczna, piękna twarz, a jednak dla mnie była pozbawiona jakiegokolwiek wyrazu. Nieoryginalny kanon piękna, który obecnie nie sprzedawał się zbyt dobrze w naszym świecie. Cóż to, chciała sobie zrobić kontakty? Rozśmieszyła mnie ta myśl. A ona ponownie mój uśmiech wzięła jako zachętę do kontynuowania rozmowy.
        – Chociaż nie wiem, jak ktoś tak niedoświadczony jak ona mógłby pomóc nam w tej sesji. Jaka szkoda, że jędza nie wybrała którejś z nas, wiesz – pochyliła się w moją stronę, niby konspiracyjnie – profesjonalistek do tej pracy.
        Zaśmiała się, najwidoczniej nie zauważając grumasu na mojej twarzy.
        Mógłbym jej powiedzieć tyle rzeczy w tym momencie. Że Spencer jest inna niż wszystkie inne dziewczyny, że nie jest tak płytka, a na dodatek zakochałem się w niej jak głupiec... Ale nie wypowiedziałem żadnego ze słów, które cisnęły się na usta. Wiedziałem, że muszę się powstrzymać, bo wyjawienie tych sekretów byłoby koszmarnym błędem. Zamiast tego pochyliłem się tym razem ja nieco w jej stronę. Byliśmy blisko. Dziewczynę chyba to zaskoczyło, bo cofnęła się nieco. Punkt dla mnie. Nie spodziewała się takiej reakcji.
        – Nie obarczaj innych swoimi niepowodzeniami. – Nie mogłem powstrzymać złośliwego uniesienia jednego kącika ust ku górze. Była skonsternowana. Podobało mi się robienie idiotki z kogoś, kto obgadywał innych za plecami w ten sposób. – Pewnie gdybyś była wystarczająco dobra w swoim zawodzie, to byłabyś wybrana. Ale nie twoja wina, że masz piękną, nieodróżnialną na tle tysięcy innych modelek twarz, nie martw się.
        Spencer pewnie oburzyłaby się, że traktuję ludzi w ten sposób. Do cholery z tym, jej tutaj teraz nie było. Musiałem przestać w końcu myśleć w kategoriach, co jej się podoba i co ona pochwala, a czego nie, bo dręczyło mnie to.
        Modelka zaśmiała się niezręcznie, jakby perlisty śmiech i kokieteryjne kładzenie ręki na moim ramieniu było jej jedyną obroną przed tak otwartym atakiem. Poza tym dla kogoś na drugim końcu Sali wyglądaliśmy trochę, jakbyśmy byli starymi znajomymi opowiadającymi sobie właśnie dobre żarty. Zauważyłem kilka zazdrosnych spojrzeń innych kobiet. Co za żałosny świat, kiedy zazdrości się innym dobrze granych pozorów. Odsunąłem się odrobinę, a później wstałem, zapinając guzik swojej marynarki.
        – A teraz wybacz. Mam pracę do zrobienia. – Po tych słowach skierowałem się w stronę planu.
        Minęło dobre kilkanaście kolejnych minut, zanim pojawiła się Spencer. Bianca obrzucała ją zza swojego statywu krytycznym spojrzeniem, ale najwidoczniej nie mogła niczemu zrobić zarzucenia, bo nie odezwała się nawet słowem. Milcząca obecność Spencer była dziwniejsza i bardziej niezręczna, niż wydawało mi się na początku. Odkąd wróciła w peruce, bliźniaczą do tej, którą nosiła Sheila, wydawała się bardziej spięta niż kiedykolwiek. Nawet, jeśli chciałbym powiedzieć coś, co podniosłoby ją na duchu, nie zrobiłem tego. Nic nie dawało mi prawa, żeby się o nią troszczyć. Poza tym sama dała mi znać, że sobie tego nie życzy. Krótka, uprzejma odmowa, ale odkryłem, że nieco za bardzo mnie bolała. Jak odrzucenie.
        Dalsze przygotowania nie trwały długo. Zaledwie po kilku minutach czekania Bianca dała znak, że możemy wejść na plan zdjęciowy. Nabrałem powietrze w płuca i chciałem ruszyć przed siebie, ale Spencer jakby nogi wrosły w podłogę. Czy to stres? Na to wyglądało. Ale nie miałem pewności, o czym teraz myśli, jakie trybiki pracują pod jej czaszką w zawrotnym tempie.
        Położyłem dłoń na jej plecach na wysokości łopatek i popchnąłem lekko, ale stanowczo, do przodu. Musiała postawić krok, żeby zachować równowagę i chyba w ten sposób ocknęła się nieco i zorientowała, że to już czas na rozpoczęcie.
        Kiedy weszliśmy na materiał, na którym mieliśmy robić sesję czekałem cierpliwie na rozkazy fotografa.
        – Dobrze, nie zaczniemy w takim razie od tego, co było planowane. Zmiana strategii. Ty – wskazała na Spencer. Wyczułem, że się spięła, choć nie dotykałem już jej pleców nawet palcami. Moja dłoń opadła wzdłuż ciała. – Stań tyłem do obiektywu. Tak. Spójrz profilem na Jake’a. Dobrze. Jake, do roboty. Ty chyba wiesz, co masz robić.
        Skinąłem głową. Popatrzyłem na dziewczynę. Prosto w jej oczy. Patrzyłem przez długą, zbyt długą chwilę. Wystarczającą, żeby utonąć w tym spojrzeiu, w głębi koloru jej tęczówek, w czujnym obserwowaniu jej oczu. Przysunąłem się o krok bliżej. Nie zauważyłem nawet, kiedy po raz pierwszy pomieszczenie rozświetlił blask flesza. Zamarłem z poważną miną, pierwszy raz od dawna będąc tak blisko niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER