Czyżbym jednak trafiła w punkt? Czyżby się wystraszył o swoją reputację? Starałam się to ukryć, ale tak naprawdę w duchu czułam radość, że pokonałam go w tej gierce, nawet jeśli takiej małej i głupawej. W końcu jak widać też umiałam grać, skoro dał się nabrać na to, że serio chciałabym go rozebrać w tej widzie. Nie było co zaprzeczać, że jego widok na pewno byłby niezwykle seksowny, ale nie chciałam doprowadzić do tego by się rozebrał. Czemu? Bo nie wierzyłam, że to możliwe.
Tak czy siak, mój jeden podstęp zdobył dla mnie wygraną.
Kiedy winda zatrzymała się na właściwym piętrze, od razu czmychnęłam do kuchni. Mój obiad był i tak już ledwo ciepły, więc powinien być szybo zjedzony, ponieważ ani zimny ani odgrzewany nie był dobry. Na szczęście dzięki małemu rozmiarowi pudełka dosyć szybko wylądował w moim brzuszku. Prędkość jedzenia zależała też od tego, iż bałam się, czy jego psy nie będą prosić o trochę mięsa z boxa, a ja nie potrafiłabym im odmówić - szczęśliwie jednak nie przyszły.
Zaraz potem przyszła pora na wyszykowanie się w mój dzisiejszy look. Tak, testowałam go w kuchni. Byłam sama w pokoju, więc po co miałam się bawić w przechodzenie gdzieś indziej? Towarzystwo główki sałaty oraz zmywarki mi nie przeszkadzało.
- Wyglądam w końcu tak jak powinnam? - spytałam Jake'a, wchodząc do salonu. Tak jak przed naszym wyjściem do sklepu, siedział w podwieszanym fotelu i czytał scenariusz. - Czuję się bardziej jak seksowna sekretarka niż jak menadżerka, ale myślę, że ujdzie - dodałam z uśmiechem, wrzucając moje poprzednie ubrania do torby. Dzisiaj już raczej nie będą mi potrzebne. - Ale myślę, że mogłabym związać włosy w koka, wyglądałabym poważniej - i wyzbyła się tego pierwiastka seksownej sekretarki.
Spojrzałam na gwiazdora, ale nie ten nawet nie podniósł na mnie wzroku znad tekstu. Ignorowanie uważałam za dziecinne zachowanie, więc w tym samym stylu postanowiłam sprawić, by na mnie spojrzał. Podeszłam do niego i zaczęłam jak szalona machać ręką przed jego scenariuszem, aż w końcu łaskawie na podniósł na mnie wzrok.
- Widzę ciężko jest Ci się pogodzić z porażką w naszej małej gierce, ale może dam Ci szansę na rewanż - zaśmiałam się, próbując rozluźnić jakoś atmosferę. Zaczęłam myśleć, że może przegięłam i serio myślał, że czegoś chciałam, więc zdystansował się do mnie. W takim wypadku to ja odniosłam porażkę. - Ale najpierw ważne rzeczy, więc słuchaj uważnie...
**some time later**
Siedzieliśmy znów w samochodzie. Byliśmy właśnie w drodze do firmy produkującej ubrania, gdzie obiecali pomóc mi ze strojem dla Jake'a. Pracowałam tam kiedyś i byli mi winni sporą przysługę, tajemnica czemu, ale nie mieli wyboru, jak tylko się zgodzić.
- Jeśli nie masz pomysłu na strój, to projektanci na pewno pomogą - powiedziałam z przekonaniem, bazgrząc trochę w moim notatniku. Mogłam go mieć przy sobie tylko dzięki temu, iż spódnica miała kieszenie, bo z moją torbą sportową bym przecież nie poszła.
Cały czas zastanawiałam się nad tym, czy nie przekombinowałam z planem. Niby na papierze i w gadce wszystko wygląda super - kaskaderzy, specjalne lekkie auta, walnięta kwestia ze scenariusza i bam! Super pokaz, pytanie tylko, czy wyjdzie tak jak tego chcę? Czy może przybierze jakieś mroczny obrót i wszystko pójdzie w diabli... Jeśli wyszłoby pozytywnie, można by spóźnić się na przesłuchanie bo myślę, że jak najbardziej zrozumieliby to wielkie wejście!
- A i wybierz ten fragment ze scenariusza, który będziesz mówić po akcji - dodałam, patrząc na niego. Wyglądał na skupionego, kiedy mnie słuchał. Szkoda tylko, że było to spowodowane formalną gadką. Chciałam znów pogadać z nim bardziej na prywacie, ale czułam się niepewnie zaczynając cokolwiek po tej sytuacji w windzie.
Znów zaczęłam bazgrać w notatniku. W kółko i w kółko pisałam punkty planu i jego przebieg, jakby co najmniej miało to pomóc w jego ziszczeniu.
Pomysł zakładał upozorowany wypadek w stylu "nie możesz uratować wszystkich" czyli pasujący do jego postaci. Dla jednych bohater, a dla drugich wręcz przeciwnie. Oczywiście w tym celu mieli nam posłużyć kaskaderzy z ich specjalnymi autami do pozorowanych wyczynów. Wystarczyło rozstawić się przed studiem, w którym jest przesłuchanie i odstawić tą szopkę. Martwiłam się jednak, że jak na coś niewyćwiczonego przez Jake'a i na co ma tylko jedną szansę, może być słabo. Jednak wierzyłam w niego, choć oprócz jego umiejętności podrywacza, nic nie widziałam.
Westchnęłam, opadając głową na moje nogi. To było takie moje wyłączenie się. W wypadku takich napiętych sytuacji o dużych oczekiwaniach i wcześniej ustalonym planie, zawsze łapałam taki moment załamania. Tak, jakby nic nie miało szans się udać. A teraz na szali, oprócz faila, stała jego rola.
- Jak bardzo mnie znienawidzisz, jeśli to nie zadziała? - spytałam, nie odrywając czoła od kolan. - Wiem, że i tak pewnie nigdy więcej nie zobaczymy się po dzisiejszym dniu, bo weźmiesz sobie prawdziwego menadżera, ale... - westchnęłam. Zamiast tego raczej powinnam raczej martwić się o pracę, którą straciłam. Będę musiała odebrać rzeczy i papiery z firmy i poszukać czegoś równie dobrze płatnego, a z tym może być problem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz