Byłam z siebie bardziej niż dumna, że nie skoczyłam Hansowi do gardła. Skurczysyn aż się prosił, żeby mu nagadać tak, żeby w pięty mu poszło. Naprawdę, tak złośliwej kreatury nie widział świat - jedna rzecz pójdzie nie po jego myśli i już cały świat obraca przeciw swojemu problemowi. Nie znałam wielu projektantów, w sumie on był jednym sławnym, ale to było chyba dla ich rodzaju typowe.
Kiedy usłyszałam, kiedy strój będzie gotowy, zaczęłam się martwić. Najwcześniej za godzinę, a mieliśmy niewiele więcej, więc jego opóźnienie mogło bardzo przełożyć się na nasze małe show. Jedyne co mi zostało, to liczyć, że wszystko ułoży się po mojej myśli. Albo może raczej powinnam powiedzieć "naszej".
W samochodzie spędziliśmy sporo czasu. O tej porze na mieście są korki i nawet najdroższe auto z najlepszym aktorem w środku nie będzie w stanie się z nich wywinąć. Dlatego i nas taka powolna podróż czekała, jednak to dało nam trochę czasu na rozmowę. Nie spodziewałam się jednak usłyszeć tego, co zaproponował mi aktor.
- Nie mówię nie, ale wiesz... Mówiłeś, że jest to obiad z przyjaciółmi - powiedziałam, zakładając kosmyk włosów za ucho. Nie sugerowałam niczego przez to, więc mówiłam dalej: - No i jak to wcześniej dobrze ująłeś, ja tylko dla Ciebie pracuje, nic więcej. - Wzruszyłam lekko ramionami. Nie chciałam jednak przez to wyjść na jakieś dziecko, które obraża się za to, że mówi się mu prawdę, więc szybko dodałam: - Jednak jeśli uważasz, że moja obecność nie będzie przeszkadzać Tobie ani Twoim przyjaciołom, to chętnie przyjmę zaproszenie - powiedziałam z uśmiechem.
Korzystając z okazji, że znów stanęliśmy, zmieniłam miejsce w aucie. Tak więc zamiast siedzieć naprzeciw aktora, zajęłam miejsce koło niego.
- Ale błagam... Powiedz mi, że w jeśli umiem posługiwać się czterema sztućcami, to w zupełności wystarczy - zaśmiałam się. - Duża i mała łyżka, nóż i widelec, w moim świecie to kompletnie wystarczy. Do tego czasem jemy nawet rzeczy rękoma - zniżyłam głos do szeptu. - Na przykład frytki. Barbarzyństwo, prawda? - uśmiechnęłam się do niego promiennie. Może głupi humor, ale mnie bardzo bawił.
Szczerze to naprawdę bałam się, że zobaczę przede mną tuzin różnych sztućców i po prostu wyjdę na nieokrzesaną przed nim, jego znajomymi i pracownikami restauracji.
Co jakiś czas kładłam rękę na kieszeni z telefonem. Bałam się, że nie usłyszę, jak Hans będzie dzwonić i przegapimy odbiór stroju. W razie czego byłam gotowa na to, żeby wyjść z restauracji i sama odebrać kostium, w czasie kiedy Jake nadal będzie siedzieć z przyjaciółmi. Jego obiad był tak normalny, w porównaniu do jego gwiazdorskiego życia, że chciałam mu jak najbardziej dopomóc w spędzeniu czasu z bliskimi mu osobami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz