W duchu byłam bardzo wdzięczna za to, jak sytuacja między nami znów się rozładowała. Nie sądziłam jednak, że ponowne usłyszenie jego śmiechu będzie tak niesamowicie miłe. Coś w nim było, kiedy okazywał taką radość - może to ta rozkoszna mimika? Może to wesołe spojrzenie? A może ten niczym niepohamowany śmiech? Samo patrzenie na jego radość wywoływało na twarzy uśmiech.
Kiedy weszliśmy do restauracji, zaczęłam nerwowo skubać kciuka. Taki dosyć brzydki odruch drapania palcem wskazującym w bok największego palca u ręki, co często prowadziło do zdarcia skóry i krwawienia. Uspakajało mnie to jednak bardzo, więc cicho modliłam się tylko, żeby tak się nie skończyło i tym razem. Przede wszystkim nie chciałam zniszczyć nowych ubrań, bo na pewno tanie nie były, a do tego nie ja za nie płaciłam. Nie chciałam okazać braku poszanowania do nich.
Szybko poznałam imiona obecnych na naszym dzisiejszym obiedzie. Jared wydawał się jednym z tych prawdziwych przyjaciół, Angel i Mike to ci, co chcieli się najeść, Lucy pewnie też - tak przynajmniej wnioskowałam z tego, co wcześniej o znajomościach mówił Jake. Nie wyglądał na takiego, który bawiłby się w kupowanie przyjaźni.
Potem oczywiście zasiedliśmy do stołu. Szczęśliwie zajęłam miejsce koło Jake'a, jakoś tak dodawało mi to otuchy. Nigdy nie byłam w takim towarzystwie, nie chciałam się więc ośmieszyć ani wygłupić, zwłaszcza, że dodatkowo jemu bym siary narobiła jako jego pracownik i osoba, którą przyprowadził. Mimo to coś nie dawało mi spokoju - ten uścisk mojego ramienia nim zasieliśmy. Nie było jak go o to spytać, więc starałam się mieć go dyskretnie na oku. Nie potrafiłam jednak niczego zauważyć, więc jeśli coś było na rzeczy, doskonale to ukrywał.
Nagle poczułam, jak czyjś but, konkretniej jakieś obcasy, dotknęły mnie w nogę. Jednak tylko przez chwilę, zaraz potem się gdzieś odsunęła. Ponieważ patrzyłam na kartę, nikt nie widział mojego zmieszania. Jednak kątek oka zaczęłam obserwować towarzystwo by przyjrzeć się, która z pań mogła zaczepić mnie niechcący - bo zapewne chodziło jej o mojego pracodawcę. Moje podejrzenia padły na Lucy, która nie przestawała kręcić na palcu włosy i niby to uśmiechać się niewinnie, chociaż z tą swoją tapetą, to raczej mogłaby straszyć. Jednak mnie nie było stać na taką stylizację, więc nie powinnam się odzywać. Jeśli to ona, to bardzo dziwiło mnie jej zachowanie - przecież była tutaj z chłopakiem i do tego jego dobrym znajomym!
Puknęłam lekko Jake'a w rękę i pokazałam jakieś śmiesznie nazywające się danie. Nie chciałam nawet go wybierać, ale musiałam coś sprawdzić. Zaczęłam coś cicho do niego mówić, pytać się o różne dania. W pewnym momencie sam zaczął podsuwać mi propozycje i pokazywać je na karcie, wtedy powiedziałam, że już coś sobie wybrałam. A kiedy padło grzecznościowa "dziękuję", dotknęłam delikatnie jego ręki i uśmiechnęłam się. I dokładnie tak jak myślałam, uśmieszek na ustach Lucy pobladł, kiedy Jake nie zabrał ręki. Nie powiedziała nic jednak głośno, a reszta nic nie widziała, bo również jeszcze decydowała się na dania.
Szepnęłam jeszcze tylko gwiazdorowi, żeby zamówił mi jakieś gotowane warzywa czy coś, więcej naprawdę nie potrzebowałam.
- Przepraszam was na chwilkę - powiedziałam, podnosząc się ze swojego miejsca. Nie wypadało powiedzieć głośno, że musiałam na stronę. A przynajmniej nie przy obcych, bo przy swoich znajomych bez problemu bym o tym wspomniała.
Ledwo zdążyłam zrobić dwa kroki, a blondyna również się wyprostowała.
- Jeśli idziesz do łazienki, to ja z tobą! - oświadczyła słodko, dołączając do mnie.
Nic nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się tylko lekko i razem blondyną ruszyłyśmy w stronę toalet. Na moje nieszczęście, były dobrze oznaczone, inaczej mogłabym się cieszyć chociaż z tego, że wskazała mi drogę.
Kiedy weszliśmy do damskiej łazienki, doznałam szoku. Na restaurację aż tak nie zwracałam uwagi, ponieważ pracowałam trochę jako kelnerka w kilku lokalach, więc kojarzyłam bardziej wystawne wystroje. Nie chodziłam tam jednak do łazienek, dla pracowników były oddzielne. A kiedy zobaczyłam tą... No wow po prostu. Piękne żyrandole, idealnie bladoróżowe kafelki i czyste dębowe kabiny. Do tego te porcelanowo-białe umywalki z fikuśnymi, pozłacanymi kranami. Normalnie królowa damskich toalet.
Nie zamierzałam zamieniać ani słowa z Lucy, więc udałam się prosto do kabiny. Ona jednak chyba miała inne plany.
- To takie słodkie, że myślisz, że możesz zaistnieć w tym świecie - zaczęła, udając smutną minkę. Postanowiłam do zignorować i iść dalej, ale próbowała zagrodzić mi drogę. - To, że zrobił sobie z ciebie zabawkę na jeden dzień nie znaczy, że coś dla niego znaczysz. Jak ma się tyle kasy, to każdemu się czasem nudzi, nie bierz tego do siebie. - Odgarnęła tą burzę długich blond włosów, prawie wsadzając mi ją w twarz.
Nadal zostawiałam ją bez odpowiedzi, przyspieszając kroku. Czemu ta łazienka była tak ogromna?! Mogłabym nawet zasugerować, że większa od mojego mieszkania, a o to nie trudno.
- Tak więc złotko lepiej odpuść - dodała wyraźnie zirytowana moją ignorancją.
Otworzyłam drzwi do kabiny i już nie wytrzymałam. Ona, wcześniej Hans, wszyscy dzisiaj coś do mnie mieli!
- Powiedziała to tapeciara, która ślini się do przyjaciela swojego chłopaka, żałosne - skomentowałam, również posyłając jej sztuczny uśmiech.
Chciałam wejść do kabiny i odciąć się od niej, ale chciała mieć ostatnie słowo. Co prawda niewypowiedziane, ale myć może myślała, że może mnie tym zastraszyć, bo kopnęła w drzwiczki, które boleśnie trzasnęły w moją rękę. Syknęłam z bólu, co wywołało u niej śmiech.
- Myślę, że się rozumiemy - stwierdziła znów mając ten swój sztuczny uśmieszek na twarzy. Mimo to w pośpiechu wycofała się do innej toalety, jakby się bała, że jej oddam.
Co się działo potem, to chyba wiadomo - toaleta i te sprawy. Ale oprócz tego miałam również bolącą rękę. Nieźle mnie sucz dziabnęła. Wychodząc z kabiny dostrzegłam tylko jak wrzuca jednorazowy ręcznik do śmietnika i wychodzi. Spędziłam trochę więcej czasu na myciu rąk niż zwykle, żeby schłodzić obolałe miejsce, jednak nie mogłam siedzieć nad tym za długo, inaczej jeszcze by pomyśleli, że poszłam dwójeczkę odwalić...
Kiedy wróciłam do stolika, postanowiłam skłamać na temat tego, czemu nie wróciłam razem z Lucy:
- Przepraszam, ale musiałam jeszcze gdzieś zadzwonić.
Usiadłam znów na swoje miejsce, zaraz koło Jake'a, cały czas chowając bądź zasłaniając ślad na moim ręku. Czerwono-fioletowy siniak był praktycznie na środku mojej ręki - pasek znajdował się między kciukiem, a resztą palców, więc w dosyć widocznym miejscu. Jedyne co mnie ratowało to to, że było na lewej ręce, a ja byłam praworęczna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz