piątek, 7 kwietnia 2017

34 (25-08-2016)

        Pomimo wszystkich moich pierwotnych podejrzeń, początek spotkania sunął gładko jak po maśle. Jared mówił dużo na zmianę z Angel, przegadywali się wspólnie a później nawzajem uciszali, chcąc dać szansę mi i Spencer się wypowiedzieć. Poza tym chyba wszyscy od razu ją polubili, nawet Lucy przyglądała się jej z uśmiechem. Moje wątpliwości rozwiały się niczym poranna mgła pod napływem słońca. Rozluźniłem się, otwierając kartę.
        Mimo wszystko nie chciałem, żeby Hastings czuła się nieswojo w tak drogiej restauracji, gdzie dania zapisane były po francusku i w większej części składnikami były rzeczy, których nie jada przeciętny Smith. Starałem się jej pomóc jak mogłem, chociaż czasem Jared przerywał nam, opowiadając jakiś kawał a Angel zazwyczaj śmiała się z niego głośno, zwracając tym na nasz solik uwagę innych ludzi. Dopóki kelner nie przyszedł nas jednak uciszać, wszystko było pod kontrolą. Naprawdę atmosfera przerosła moje oczekiwania. Wszyscy najwidoczniej byli w genialnych nastrojach.
        Spencer wyszła do łazienki, ale zdecydowanie nie dostanie gotowanych warzyw - tyle było rzeczy które mogła spróbować, nawet wybrałem jej jedną ze specjalności lokalu. Wszyscy też decydowali się na przystawki, a desery będą do wyboru później. Ucieszyłem się nawet, kiedy Lucy się podniosła, zatrzepotała toną makijażu na powiekach w stronę Jareda i zdecydowała się na pójście z nią. Coś nadal nie pasowało mi w tym całym obrazku, ale skutecznie udało mi się ignorować złe przeczucia. Nie chciałem komuś psuć tego dnia, a już na pewno nie Jaredowi, któremu winien jestem zdecydowanie o wiele więcej niż jeden obiad. Usiadłem wygodniej w fotelu słuchając Mike'a, który teraz włączył się do żywszej rozmowy. Jako introwertykowi szło mu ciężej niż otwartej Angel.
        Kelner odebrał nasze zamówienia i dosłownie minutę później Lucy wróciła z łazienki. Co ważniejsze - bez Spencer. Wychyliłem się lekko w prawo żeby zobaczyć, czy za nią nie idzie, ale blondynka widząc to postąpiła o krok dokładnie w tę stronę. Zmarszczyłem brwi, złe przeczucie nasiliło się jeszcze.
        - Zamówiliście mi coś? - zapytała, oglądając się za odchodzącym kelnerem. Jej głos był słodziutki i wydawało mi się, że uśmiecha się do mnie milusio.
        - Wziąłem ci to co chciałaś - szybko odparował Jared.
        Zamiast podziękowania albo czegoś uprzejmego, został obdarzony niezbyt uprzejmym, chłodnym spojrzeniem Lucy. Zdawał się tego jednak nie zauważyć. Angel i Mike też pominęli to milczeniem. Zerknąłem na chłopaka, kiedy para zajęła się rozmową, niezbyt wciągającą zresztą, zwłaszcza jak na ludzi którzy są razem. Przebliżyłem się do Mike'a, nachylając się nad stołem.
        - Jak długo są razem? Czemu mam wrażenie że coś nie gra? - zapytałem szczerze. Jego odpowiedź jednak musiała poczekać, bo dołączyła do nas i Spencer. - Nic się nie stało. Zamówiłem ci co uważałem za słuszne, mam nadzieję że lubisz wołowinę. Tutaj jest świetna.
        - Już z miesiąc, co najmniej - odpowiedział chłopak, upewniając się że Jared nic nie usłyszał. Drugie pytanie zbył wzruszeniem ramion.
        Wszystko powoli uspokoiło się, kiedy przyszło jedzenie. Parujące dania pachniały niesamowicie i chyba wszyscy byliśmy głodni. Tylko Lucy jeszcze raz zniknęła, żeby "przypudrować nosek", ale wróciła całkiem szybko. Zerknąłem na Hastings, która wyglądała jakoś inaczej niż przed wyjściem. Rzuciłem jej pytające spojrzenie.
        - Jeśli to ci nie będzie smakować, zawsze możemy wziąć coś innego - zacząłem, zastanawiając się co mogło wydarzyć się przez pięć minut. Starała się jednak utrzymać dobrą minę do złej gry, kręcąc energicznie głową.
        Odchyliłem się do tyłu, chcąc zrobić sobie więcej miejsca przy stole. Niefortunnie okazało się jednak, że jeden z kelnerów przechodził za moimi plecami... Nie trzeba było wiele. Czerwone wino, które pewnie niósł do jednego z gości restauracji wykonało piękny lot zakończony na mojej koszuli. Wszyscy w osłupieniu gapili się to na mnie, to na faceta, o dziwo jedynie Lucy poderwała się od razu. Jakby w ogóle nie zdziwił ją ten bieg wydarzeń wyrwała mu niemal materiałową chustkę, którą trzymał na tacy i zaczęła  b a r d z o  starannie wycierać każdą kroplę płynu... Ze mnie. Kiedy zaczęła kierować się niżej, sam zerwałem się na równe nogi.
        - Przestań - warknąłem ostrzej niż zamierzałem. W restauracji zrobiło się jakby ciszej, Jared zbladł wyraźnie. Nikt się nie odezwał, tylko Lucy z niewinną miną i szmatką w rękach ciągle próbowała wytrzeć wino. Nawet kilka kropel na wewnętrznych częściach ud. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem tak zażenowany. Jared nie drgnął nawet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER