piątek, 7 kwietnia 2017

36 (26-08-2016)

        Na początku naprawdę chciałem rozegrać sprawę pokojowo - chociaż blondynka była NAPRAWDĘ nachalna, nie chciałem za żadną cenę zepsuć tego obiadu Jaredowi. W mojej głowie powoli układały się plany, które zamierzałem wykonać żeby wszystko ucichło i wróciła wcześniejsza spokojna, przyjazna atmosfera. Nie wiem dokładnie w którym momencie, ale wszystko zaczęło jednak wymykać się spod czyjejkolwiek chyba kontroli. Kiedy w grę weszły jeszcze emocje, rozkręcone koło pędziło przed siebie na oślep w postaci kłótni Luzy i Spencer. Nie wiem, czy ktoś nadążał za tym, co się działo, ale ja przez kilka chwil nie mogłem zorientować się, o co poszła szarpanina ściereczki. Ludzie gapili się na nas z otwartymi ustami, nie muiałem się rozglądać żeby to wiedzieć.
        Chciałbym zapytać, chyba nie tylko ja bo na pewno reszta znajomych miała to samo w myślach, o co chodzi, co się stało w łazience. Nikt nie wydusił z siebie jednak takiego pytania, pewnie nie chcąc oberwać rykoszetem z tej kłótni, która rosła do coraz poważniejszych rozmiarów. Patrzyłem to na dziewczyny, to na Jareda. On za to patrzył w przestrzeń i wyglądał jak biała kartka - na jego twarzy nie było widać żadnej emocji, ale znałem go i wiedziałem, co może dziać się w jego wnętrzu. Na pewno kotłowało mu się tysiąc myśli w głowie, z którymi sobie nie umiał jeszcze poradzić.
        Najeżyłem się, kiedy Spencer rzuciła poważne jak na półgodzinną znajomość zarzuty. Chcoiaż sam nie miałem najlepszego przeczucia, to jej tak swobodne wpychanie nosa w sprawy związku mojego przyjaciela wyprowadziło mnie z zachwianej i tak równowagi. Otworzyłem usta, ale Lucy nie dała mi dojść do głosu. Odsunąłem się o krok, patrząc jak dwie, prawie dorosłe dziewczyny skaczą sobie do gardeł w centrum najdroższej w Nowym Jorku restauracji. Cały dobry nastrój piorun strzelił. Nie mogłem uwierzyć, że tak ciężko było poczekać z tym, opanować emocje. Ale sam nie potrafiłem tego teraz już zrobić. Wezbrała we mnie złość - na nie obie.
        Wszystko skończyło się tak nagle, jak się zaczęło. Lucy uciekła gdzieś, Spencer też wyszła. Mój przyjaciel podniósł się po kilku długich minutach ciszy.
        - Jared... - zacząłem, ale głos uwiązł mi zupełnie w gardle, struny głosowe odmówiły współpracy. Uniósł tylko dłoń na znak, że nie chce tego słuchać, po czym poszedł za swoją dziewczyną, nie wiem gdzie.
        Opadłem na fotel, patrząc na rozpoczęte przez nas dania i swoją całą czerwoną koszulę. Powoli zaczynało mi się robić od tego zimno i lepiłem się cały niemiłosiernie, ale jakoś mój mózg tego nie zakodował. Chociaż moja twarz była raczej spokojna, zmącona może jedynie surowym wyrazem, to wewnątrz aż gotowałem się ze złości. Bezsilnej, paskudnej agresji i wściekłości. Ludzie gapili się na nas bezczelnie, ale kiedy zorientowali się że przedtawienie skończone wracali do swoich posiłków.
        - Co tu się właśnie k***a stało - zaczęła niepewnie Angel, jakby też starała się zrozumieć tę sytuację. Nikt nie odpowiedział, bo chyba nikt nie wiedział co powiedzieć.
        W głowie wyobrażałem sobie, jak mój jedyny i najlepszy przyjaciel musi się teraz czuć, kiedy osoba którą przyprowadziłem na wspólny obiad powiedziała tyle rzeczy, których nie miała prawa powiedzieć na temat jego nowej dziewczyny. O której, notabene, w ogóle nie miałem wcześniej pojęcia. Zastanawiałem się, czy jest jeszcze jakiś ratunek dla tej sytuacji, ale jedyne co podpowiadały mi negatywne emocje, to zwolnić Spencer jeszcze przed końcem dnia. Zaraz, teraz. Wiedziałem, że to niczego nie rozwiąże, ale nie potrafiłem powstrzymać się przed tymi myślami - znajdywałem w nich chociaż odrobinę ukojenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER