piątek, 7 kwietnia 2017

38 (26-08-2016)

     Uśmiechnęłam się lekko widząc, jak kierowca próbuje poprawić mi humor. Nawet nie wiedziałam, jak się nazywa, ale i tak miło z jego strony. Patrząc na to, jak cicho zachowywał się do tej pory sądziłam, że nie interesuje go nic. Wykonuje po prostu swoją pracę i w nic się nie miesza... Jedna okazało się, że łzy nie są mu obojętne, za co w jakiś sposób byłam mu wdzięczna. Poświęcenie mi chociaż tej krótkiej chwili było niezwykle miłe. Od matki nie mogłam tego oczekiwać...
     Zapłakałam mocniej, wzruszona takim doświadczeniem. Zawsze płakałam sama, zamknięta w pokoju. To jeden z pierwszych razów, kiedy płakałam przy kimś. Aż chciałam się do niego przytulić, jednak się powstrzymałam. Nie miałam czasu na rozklejanie się. Musiałam wziąć się w garść i wracać do Jake'a.
     - Dziękuję - powiedziałam, oddając mu mokrą chusteczkę. - Jednak to nie wina Jake'a. W każdym razie zapewne jak zaniosę mu koszulę, to mnie zwolni, więc... Miło się pracowało - zaśmiałam się lekko, wyciągając w jego stronę dłoń, którą uścisnął. - Do widzenia i powodzenia.
     Nie miałam wątpliwości do co tego, że z moją pracą koniec. W obecności jego przyjaciela, znajomych oraz innych osób znajdujących się z restauracji, obraziłam kobietę, którą dopiero co poznałam, do tego dziewczynę osoby, na której mu zależało. Zdecydowanie powiedziałam za dużo, nawet pewnie się tym nie przejęła, mimo to nie potrafiłam znieść takich ludzi. Nie dało się jednak też zaprzeczyć, że w jakiś sposób może byłam trochę... Zazdrosna. I martwiłam się, żeby jeszcze on przypadkiem nie wpadł w takie bagno jak jego znajomy.
     Jak tylko przekroczyłam drzwi restauracji, starałam się nie patrzeć na innych ludzi. W takiej restauracji pewnie ludzie mieli ważniejsze sprawy na głowie niż obiadowe dramy, ale jednak i tak miałam wrażenie, że kilka spojrzeń wierci mi dziurę w plecach. A może to tylko moja wyobraźnia...
     Dostrzegłam gwiazdora czekającego w korytarzu prowadzącym do łazienek. Przyspieszyłam kroku, mimo iż tak naprawdę miałam ochotę biec w drugą stronę. Było po nim widać, że jest zły, bardzo zły, wręcz wściekły, a ja ostatnie czego chciałam to żeby jeszcze on na mnie krzyczał.
     - Zanim zaczniesz to... - Chciałam uprzedzić jego wywód, ale zadzwonił telefon. - Przepraszam, to pewnie Hans, chwilka. - Mimo iż było to coś, co powinno być ważne i dla niego, i tak czułam, że bardzo go tym zirytowałam.
     Na szczęście rozmawiałam z sekretarką Hansa, a nie z nim samym. Dzięki temu udało mi się załatwić dowóz na miejsce naszego małego pokazu, ponieważ nie było już czasu na jeżdżenie w tę i z powrotem do projektanta, straciliśmy tutaj wystarczająco czasu, a musieliśmy jeszcze dojechać pod studio filmowe... Znaczy on musiał.
     Schowałam telefon do kieszeni i odwróciłam się do Jake'a. Nawet nie zauważyłam, że pójść do łazienki i zmienić koszulę. No chyba, że zmieniał ją koło mnie, to mogłam żałować, że nie patrzyłam.
     - Zacznę od tego, że jest mi strasznie, ale to strasznie przykro, że tak z tym wyskoczyłam. - Miałam świadomość, że przeprosiny może bardziej należały się innej osobie, ale nie zamierzałam godzić się z kimś takim, jak ta blond żmija. - Ale przysięgam, że nie zmyślałam! - Bardzo zależało mi na tym, żeby mi uwierzył. - Kiedy poszłyśmy do łazienki, powiedziała, że jestem twoją zabawką na jeden dzień i że po prostu ci się nudziło, więc mnie przygarnąłeś. A jak jej odpysknęłam, to... - westchnęłam. Raz o tym wspomniałam i więcej nie chciałam. Musiałam bronić swojej prawdy, ale płakanie nad tym, że obiła mi rękę, było dla dzieci. - Czemu tylko ja widzę, że ona przywala się do Ciebie? Nikt kompletnie nie reaguje na to! Przepraszam naprawdę, przegięłam, wiem to. I pewni ani ty ani twoi znajomi mi nie wierzą, więc może lepiej będzie, jeśli sama odejdę... - Lepsze było to niż usłyszeć, jak bardzo go zawiodłam i że nie chce mnie już widzieć.
     Zwęziłam usta w cienki pasek, cały czas uciekając od niego wzrokiem. Nie mogłam patrzeć mu w oczy dłużej niż sekundę, po prostu nie mogłam.
     - Strój zaraz powinien być pod studiem, gdzie wszyscy czekają już rozstawieni - Od siedemnastej dziesięć mieli być gotowi, a było już trzydzieści minut po, więc na pewno byli przygotowani. Wystarczy, że Jake by się tam stawił, poprosił o strój, a oni by już wszystko mu wyjaśnili.
     Oparłam się o ścianę, trzymając ręce za sobą. Czekałam, aż coś odpowie. Nie mogłam w końcu od tak sobie odejść i zignorować go - on wysłuchał mnie bez przerywania, więc teraz i ja powinnam w dać mu się wypowiedzieć. Chociaż wiedziałam w sumie, czego mogę się spodziewać. "Zawiodłaś mnie", "jak mogłaś się tak zachować", "jak mogłaś ją tak obrazić", "nie ma dowodów", "zwalniam cię" i wiele, wiele innych przykrych rzeczy. Jednak po moim występku, byłam na to jak najbardziej gotowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER