Mój przyjaciel i jego dziewczyna nie wracali. W głowie tworzyły mi się same najczarniejsze scenariusze i nawet pomimo tego, że Mike i Angel próbowali nawiązać jakąś rozmowę nie związaną z tym tematem, to nie udało im się oderwać moich myśli od tego, co się stało. Cały czas uparcie wracały, zamieniając złość na niepokój.
- Wyszła niedawno nowa kolekcja od tego projektanta, którego nazwisko zawsze zapominam - próbowała Angel, ale spojrzałem na nią tylko krótko, nie mogąc się skupić na tym, co mówiła. - Podobno dodali w tym sezonie czaderskie dodatki, widziałam prześliczny zegarek. No już Jake, uspokój się, bo wiercisz się na tym krześle jakby coś cię ugryzło. Wszyscy zaraz wrócą - dodała, pewnie zniecierpliwiona tym, ze jej próbu rozmowy ze mną nie działają.
- Wybacz. Zjem zimne - uciąłem.
Wstając od stołu czułem, że wszystko się do mnie lepiło. Nie była to bynajmniej komfortowa sytuacja i chociaż wolałem nie patrzeć teraz ani na Spencer ani na Lucy, obajwiając się, że mogę na którejś z nich wyładować złość, to chciałbym już się przebrać. Nie musiałem w korytarzu czekać długo, Hastings przyszła z koszulą. Chciała zacząć też od razu chyba się tłumaczyć, ale na szczęście rzerwał telefon. Nie chciałem o tym rozmawiać cały w winie.
- Zaraz wrócę - mruknąłem do siebie, bo ona już pogrążyła się w rozmowie.
Przez to wszystko zapomniałem o kostiumie. I w gruncie rzeczy, choć byłem zł jak sam diabeł, to umiałem docenić to że Spencer ma jeszcze głowę na karku i wszystkim co do niej należy potrafi się zająć. W łazience przebrałem się szybko, brudną koszulę wrzucając do kosza na śmieci. Odrobina wody pomogła z pozbyciem się cieczy z dłoni i nawet z włosów, spodni nie dało się tak łatwo uratować. Mimo wszystko czułem się lepiej - zmiana ciuchów pomogła. Na korytarzu Hastings kończyła rozmowę, więc postanowiłem że wysłuchanie jej to rozsądny plan.
Chyba przeprosin się nie spodziewałem. Moje zaskoczenie na to co usłyszałem było zupełnie prawdziwe, a nie grane. Złość też powoli wyparowywała - nie potrafiłem złościć się za długo, jedynie intensywnie. Westchnąłem bezwiednie, wsłuchując się w jej wersję. Pokrywałoby się to z moimi podejrzeniami i w gruncie rzczy, gdzieś głęboko wierzyłem że Spencer ma rację i to nie jest zmyślone. Nie potrafiłem uwierzyć, że była osobą która posuwa się do takiego kłamstwa. Tyle tylko, że to wcale nie zmienia faktu, jak głęboko pewnie uraziło to Jareda. Kilka nieprzemyślanych słów może nie otworzyć mu oczu, a zranić.
Złapałem jej rękę nagle, bez pytania. Na jej dłoni odciśnięty był bolesny ślad i wiedziałem przecież,że sama tego nie zrobiła. To Lucy wyglądała na taką, nie Spencer. Może naiwnym byłoby powiedzenie że znam Hastings dobrze, ale... Nie mogłem uwierzyć Lucy nawet jakbym chciał. Opuściłem jej dłoń, uważając żeby jej nie uszkodzić.
- Wiem że nie zmyślałaś - powiedziałem, podnosząc oczy na jej twarz, ale unikała mojego spojrzenia skutecznie. Kolejne zdanie przyszło mi zdecydowanie trudniej, w końcu nigdy nie musiałem nikogo prosić, żeby pracował dla mnie. - Nie odchodź, proszę. Potrzebuję cię dzisiaj, nie mogę zawalić przesłuchania do tego serialu - powiedziałem w końcu, cicho ale pewnie. Byłem pewny że jej będę jeszcze potrzebował. - Co do Lucy, to nie jestem pewien...
Przerwałem, widząc za plecami menedżerki blondynkę idącą w naszym kierunku z Jaredem. Jej makijaż rozmazał się nieco, ale wyglądała jak naburmuszone dziecko. Wszelka uprzejmość zniknęła z mojej twarzy. Wyprostowałem się, odsuwając nieco od Spencer oparej o ścianę. I ona się odwróciła, widząc mój wyraz twarzy.
- Hej Jake, wygląda na to że musisz lecieć, co nie? - zapytał Jared. Wyglądał na smutnego, ale nie załamanego. To dobry znak. Uniosłem brwi, zastanawiając się do czego to zmierza. - Całe dzisiejsze spotkanie to chyba jedno wielkie niepowodzenie. Nie wyszło jak chcieliśmy... - odkaszlnął, patrząc na Lucy.
- Zdecydowanie nie wyszło - mruknęła, nie podnosząc na nas wzroku, ale wyglądała na obrażoną.
- Stwierdziłem że możemy to jakoś nadrobić, co wy na to? - zaproponował mój przyjaciel. Jak zwykle dobroduszny, w każdej, nawet najgorszej sytuacji. Zmartwiło mnie to, że nie postanowił zerwać z Lucy, ale może należy jej się druga szansa? - Na przykład u ciebie w mieszkaniu, na kolacji. Cała nasza czwórka. Będzie miło, spędzimy razem trochę czasu.
Nie mogłem mu odmówić. Nawet jeśli Spencer dzisiaj skończy pracę ze mną, miałem nadzieję że zdaje sobie sprawę z tego, ile to dla mnie znaczy, cała moja przyjaźń z Jaredem. Spojrzałem na nią przelotnie. Kiwnęła głową, jakby nie była tego pewna albo się jeszcze zastanawiała. Ale myślę że będę mógł na niej polegać. W ostateczności nawet jej za to zapłacę - oto jak nico może upaść gwiazda.
- Zgoda - powiedziałem, uściskując dłoń przyjaciela.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz