piątek, 7 kwietnia 2017

40 (26-08-2016)

     Aż mi mowę odebrało po jego słowach, choć w sumie i tak nic nie mówiłam. W końcu kto by się spodziewał, że usłyszę od takiej gwiazdy, że mnie potrzebuje? Oraz co ważniejsze, że mi wierzy! Mimo tak wielkiego żalu z powodu zniszczenia mi obiadu, poczułam szczęście - po tych słowach poczułam się mu potrzebna, poczułam że mi ufa. Wiele to dla mnie znaczyło, nawet sobie nie zdawał jak bardzo. Nie znał mnie w końcu długo ani nie specjalnie się wykazałam, ale chciał mojej pomocy i wierzył moim słowom. Miałam ochotę mu za to podziękować i przytulić, ale pojawił się Jared w towarzystwie Lucy, więc byłam zmuszona zmienić obiekt zainteresowania.
     Blondyna nieźle zaszalała z płaczem. Tony makijażu, które nałożyła na swoje powieki i wokół nich, spłynęły na jej policzki oraz rozmazały, zapewne kiedy wycierała oczy. Wyglądała bardziej jak mroczny klaun z horroru, niż na ładną dziewczynę - nie to, żebym wcześniej uważała ją za ładną dziewczynę. Takie przynajmniej było moje zdanie, ale może się nie znałam, w końcu wolałam facetów.
     Gdy padła propozycja kolacji, miałam ochotę od razu wyskoczyć z odmową. Mimo świadomości, iż źle zrobiłam, nie chciałam ponosić tak okrutnej kary. Na samą myśl spędzenia wieczora, podczas którego musiałabym udawać, że nie widzę jak podrywa Jake'a, że nie mam z nią problemu, że świetnie się bawię, może nawet że ją lubię. Na samą myśl bycia dla niej miłą otwierał mi się scyzoryk w ręku, którą miałabym jej uścisnąć. Na samą myśl spędzenia z nią całego wieczora z zawiązanymi rękom wiedziałam, że opcja czyszczenia kibli cały dzień byłaby bardziej wdzięczna i miła.
     Regardless, moja osoba w tym momencie nie miała żadnego znaczenia. Widziałam miny oby chłopaków i po prostu nie mogłam im odmówić po tym, jak zniszczyłam im spotkanie po dłuższym niewidzeniu się. Gdybym to zrobiła, wyszłabym prawie na taką samą paskudę jak Lucy. Tak więc skinęłam lekko głową na znak, że zgadzam się, choć robiłam to z ciężkim sercem.
     Faceci zaczęli już rzucać różne daty i godziny, w których pasowałoby im tę kolację wstępnie odbyć. Chyba myśl o wspólnym spotkaniu trochę ich rozluźniła, bo trochę się nawet uśmiechnęli. Jednak musiałam trochę zburzyć tą atmosferę, bo jeszcze coś było do powiedzenia...
    - Przepraszam Lucy, nie powinnam była tak do Ciebie mówić - bo zasługujesz na gorsze słowa. - I Ciebie Jared, zepsułam wam obiad - ale dziewczyna to zepsuła Ci się sama.
     Wyciągnęłam rękę w jej stronę. W momencie, w którym ją uścisnęła wiedziałam, że był to znak, iż nie poddała się. Aż mnie ciarki przeszły na myśl, że mogła dopiero się rozkręcać... O dziwo ona również przeprosiła. Powiedziała "przepraszam za te krzyki", więc równie naciągane i nieszczere jak moje. Chłopaki chyba jednak nie zauważyli jednego ważnego szczegółu. Żadna z nas nie przyznała, że mówiła nieprawdę czy coś podobnego, przy przeprosinach.
     Jared również uścisnął moją dłoń, choć zapewne czuł żal do mnie, że tak się zachowałam. Nawet jeśli byłam gościem jego przyjaciela, wiedział również, że tylko dla niego pracowałam i tylko dzisiaj. Tak więc genialnie się pokazałam będąc kompletnie randomową osobą, która zepsuła obiad i obraziła jego dziewczynę.
     Zaraz potem się pożegnaliśmy i każde ruszyło w swoją stronę. Czyli my oczywiście do auta na parkingu, którego położenie już znałam. Zanim jednak zajęłam swoje miejsce w środku, podeszłam do kabiny kierowcy. Zapukałam lekko w szybkę, zupełnie jak kilka minut temu, a mężczyzna uchylił je. Posłałam mu wtedy promienny uśmiech.
     - Jednak jeszcze dzisiaj z wami pojeżdżę. Jeszcze raz dziękuję - i uciekłam zająć swoje miejsce w samochodzie.
     Może i dziękowałam często za wiele razy, ale taka byłam. Dużo wdzięczności miałam w stosunku do osób, które zrobiły dla mnie coś ważnego. A jego obecność wtedy i ciepłe słowa pomogły mi. Poczułam, że moje łzy nie są obojętne.
     Studio było bardzo blisko, jednak jako gwiazda i tak musiał poruszać się ukryty za przyciemnianymi szybami, bo inaczej nie dałby rady się przebić. Mimo to dawało nam to jakieś pięć minut sam na sam.
     - Rozumiem, że Cię zawiodłam - zaczęłam cicho. - Jednak chciałabym spytać o Ciebie i Jareda. Jak bardzo jest dla Ciebie ważny? - Musiałam chyba usłyszeć to od niego, żeby móc się spiąć na sto dwadzieścia, kiedy nastanie ten tragiczny wieczór wspólnej kolacji. Ze świadomością, że mogę zniszczyć mu coś takiego jak prawdziwa przyjaźń, nie byłabym w stanie jednego złego słowa powiedzieć do Lucy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER