piątek, 7 kwietnia 2017

4 (12-08-2016)

        Rozłączyłem się i miałem otworzyć usta, żeby jakoś załagodzić atmosferę, mój menedżer był jednak znacznie szybszy ode mnie. Spadł mi refleks przez tą nieprzespaną noc. Zmierzyłem go spojrzeniem, z którego nie dało się za wiele wywnioskować, kiedy krzyczał na bogu ducha winną dziweczynę. To nie tak, że tylko on ma zły dzień albo że jego żona zdradza go na prawo i lewo. Mi jeszcze nie puściły hamulce przyzwoitego zachowania. Postanowiłem nie wtrącać się w sprawy, które mnie nie dotyczą, czyli związane z pracownikami w tej firmie. Mógłbym chyba więcej zrobić złego niż się przyczynić w tym momencie, dlatego wróciłem na fotel starając się jak najmniej nabrudzić.
        W międzyczasie kiedy wykonywałem telefon w pokoju pojawiła się jeszcze jedna dziewczyna, która szybko zajęła się sprzątaniem rozlanej kawy. Pewnie w ogóle nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby nie to, że to właśnie ona stanęła w obronie koleżanki. Ciekawy typ w tym świecie, który ma na uwadze coś więcej oprócz jedynie własnego dobra. Ułożyłem ręce wygodnie na krześle, a przemoczone buty stały się mniej uciążliwe, kiedy przysłuchiwałem się wymianie zdań dziewczyny z szefem.
        Harry mnie nie zawiódł, najwidoczniej dobrze do znałem. Rozzłościł się jeszcze bardziej, wstał, cały poczerwieniał i znów zaczął nadwyrężać struny głosowe mówiąc zdecydowanie za głośno, a dziewczyna od kawy prawie już płakała. To chyba wystarczyło, żebym i ja powiedział "dosyć".
        - Albo zamiast obcinać wam wypłatę po prostu was obie zwolnię i zatrudnię kompetentne osoby na wasze miejsca - nakręcał się znów, ie zważając nawet na to że mój kierowca wszedł do pomieszczenia z pudełkiem z nowymi butami. Machnąłem na niego dłonią, żeby podszedł. - Tragedia, dlaczego nie sprawdzają kogo tutaj sie zatrudnia...
        - Uspokój się. Lepiej powtórz co powiedziałeś kiedy zadzwoniła dzisiaj tu osoba od serialu. Umówiłeś mnie na siódmą wieczorem? - wtrąciłem się, chcąc czymś innym zająć jego myśli. Zerknąłem na trzęsącą się już dziewczynę, która pchała wózek. - Poza tym to nie jej wina, szturchnąłem dzbanek. Mogę zapłacić za każdy rozlany mililitr.
        Ostateczna kpina na temat jego wybuchu złości podziałała perfekcyjne. Mężczyzna usiadł, zasępił się i zmierzył mnie nieprzyjemnym spojrzeniem w stylu "tylko się za nią nie wstawiaj". Zignorowałem to, spojrzałem na dziewczynę sprzątającą kawę. Później szybko zmieniłem buty, decydując że te zalane i tak są już do wywalenia. Przeniosłem spojrzenie na Harry'ego. Nagle chyba coś go olśniło, bo drgnął, a wyraz jego twarzy się zmienił z wściekłego na niepewny.
        - Siódma?
        Otworzył notes, przekartkował go i kiedy trafił na co szukał - zamarł. Uniosłem lekko brwi. Coś tutaj nie pasowało i miałem prawo mieć najgorsze przeczucia. Mężczyzna odłożył zeszyt na stół.
        - Umówiłem was na piątą... - mruknął, omijając spojrzeniem moje oczy. Teraz to we mnie się zagotowało.
        - O piątej mam być na obiedzie z przyjaciółmi - odchrząknąłem, ukrywając złość. No i pięknie, kto teraz będzie odkręcał całą tą sytuację?
        Zamiast jednak zasnanawiać się nad rozwiązaniem bagna, w jakie wpakował mnie menedżer myląc godziny spotkań, ten postanowił znów wyładować swój stres na dwóch pracownicach, które nadal znajdowały się w pomieszczeniu. Wstał, zły jak osa, a później znów usiadł, szykując chyba coś kąśliwego do powiedzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER