Z każdą chwilą w pokoju robiła się coraz bardziej nerwowa atmosfera, ta złość była jak jakaś paskudna zaraza. Z tą różnicą, że gdyby naprawdę był to jakiś wirus, to tylko dwóm osobom tutaj można by było kichać - czyli w tym wypadku dawać upust swojej złości. Jednak co poradzić, piramida społeczna. Oni znajdowali się gdzieś na samym jej szczycie, podczas gdy my byłyśmy na dole, zaraz obok ulicznych raperów. Naprawdę nieciekawa sytuacja.
Betty odstawiła wózek pod ścianę i cicho czmychła uzupełnić zapasy kawy. Pan Harry albo tego nie zauważył, albo nie chciał, bo nic na to nie powiedział. I całe szczęście, jeszcze chwila, a dziewczyna by leżała skulona na podłodze w kłębek i ryczała. Biedna mała, widać, że więcej nie pracowała w takim miejscu. Ale musi się nauczyć, że musi mieć twardy zadek, jeśli chce zachować swoje miękkie serce. Ja się potrafiłam tego nauczyć jako dziecko, więc i ona da rade będąc tak dorosłą.
Uklękłam na podłodze i zabrałam się za porządniejsze szorowanie brudu. Jedyne co mogłam zrobić, to z szaleńczym zapałem doprowadzić do wysuszenia plamy. Mogłabym zacząć lać odplamiacze i inne chemikalia na plamę, ale klimatyzacja nie uratowałaby nas od niechybnego uduszenia się. Na takiej wysokości uchylane okna nie istnieją, a przynajmniej nie w tym budynku.
Mimo skupienia na pracy, bardziej przykładałam się do podsłuchiwania rozmowy menadżera z gwiazdą. Liczyłam na jakieś smaczki, ale jedyne co udało mi się zdobyć, to informacje na temat zawalenia harmonogramu Jake'a. Niewiele, ale może zasłuży chociaż na mniejszy nagłówek gdzieś na stronie tytułowej.
Kiedy wstałam, by przepłukać szczotę. W tym celu musiałam podejść do wózka i stanąć plecami do pozostałych obecnych, co dało mi szansę na ciche wyjęcie zeszycika i zapisanie o tym, jaką gafę popełnił Pan Harry i że przez to Jake musiał zrezygnować z przyjaciół.
Gdy znów znalazłam się na kolanach, sytuacja między tą dwójką jeszcze bardziej zaczęła się zaostrzać.
- No to będziesz musiał podjąć decyzję - powiedział Harry, jak gdyby nigdy nic się nie stało, choć na twarzy nadal był cały czerwony. Po chwili jednak dorzucił - Zadzwoń więc do przyjaciół i powiedz, że nie przyjedziesz.
W tym momencie to i mnie zatkało. Nie żebym się znała, ale jednak to Jake jest tutaj gwiazdą i Pan Harry pracuje dla niego, więc wydawanie takich rozkazów raczej mu nie pomoże w zachowaniu tego stanowiska na długo.
- Poświęć pozostały czas, żeby coś zjeść i przygotować się do roli oraz zdjęć. - Myślał chyba, że już zakończył temat, bo zaczął się podnosić z miejsca, nerwowo poprawiając krawat.
Gwiazdor widać stał właśnie nad przepaścią. Patrząc na niego miałam wrażenie, że balansuje między wybuchem, a milczeniem. Coś w stylu "ugryzę się w język zanim powiem za wiele". Często to czułam, ale chciałam trochę więcej smaczków dodać do całej tej sytuacji, wtedy dostanę więcej pieniędzy. Najpierw dostaję część za informację, a resztę po potwierdzeniu wiarygodności. Nawet szmatławce nie mogą publikować byle czego.
- Da się pogodzić te dwie rzeczy - powiedziałam na tyle głośno, żeby mnie usłyszał.
Momentalnie zatrzymał się i wręcz przerażająco wolno odwrócił się w moją stronę. Wbił te swoje zakłamane świńskie oczka we mnie. Nie spuszczając ze mnie wzroku, zaczął zbliżać się do mnie.
- Że co proszę? - wycedził przez zęby, nie przestając poruszać się w moim kierunku.
- Powiedziałam, że da się pogodzić te dwie rzeczy - powtórzyłam, przełykając ślinę. Jeśli mnie wywali, to obym chociaż zarobiła wartość tygodniowej pensji. Miałabym czas, żeby znaleźć coś nowego.
- Uważasz, że taka mądra jesteś, że tyle potrafisz, co? - Z tym swoim szyderczym uśmieszkiem nachylił się nade mną. Był tak wściekły, że gdyby ślina ciekła mu z pyska, właśnie dostałabym nią w oko. - Ale zdradzę ci tajemnicę. Jesteś nikim, inaczej byś nie była teraz przede mną na kolanach!
Wow, brakowało tylko żeby na mnie napluł.
Przyzwyczaiłam się niby do obleg i do złego traktowania, miałam twardy tyłek. Ale przy tym miękkie serce, więc w jakiś sposób zabolało. Nie zdziwiłam się więc, kiedy poczułam, jak oczy zaczynają mi się szklić.
- Tak myślałem - odparł, kiedy nic nie odpowiedziałam.
Nie zamierzałam jednak kończyć. Potrzebowałam tylko... Wziąć głęboki wdech... Wstać, wyprostować się...
- Nie wątpię, że byłabym w stanie rozwiązać tę sprawę lepiej od Pana.
Poczułam, jak podniósł mi się poziom adrenaliny. Może to przez ten brak śniadania sprawił, że poziom odwagi wzrósł mi o dwieście procent i byłam w stanie odstawić tą scenę.
Choć nie kłamałam. Zmieniałam tyle razy pracę, że miałam znajomości na pęczki. Poza tym moje umiejętności planowania były na najwyższym poziome odkąd musiałam godzić lekcje, pracę i sen tak, żeby wyszło jak najoptymalniej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz