piątek, 7 kwietnia 2017

42 (27-08-2016)

     Nie sądziłam, że wiodąc takie życie, można mieć kogoś tak bliskiego. Tym bardziej czułam się okropnie ze świadomością, że zniszczyłam mu popołudnie z tak ważną dla niego osobą. Nie była to oczywiście tylko i wyłącznie moja wina, ale bardzo się do tego przyczyniłam. Postanowiłam więc zrewanżować się mu za to.
     - Jeśli przez "biznes aktorski" masz na myśli granie to niestety podziękuję. Po dniu dzisiejszym zdałam sobie sprawę, jak bardzo mnie cieszy bycie nieznaną i posiadanie prywatności. - Nie wyobrażam sobie wieść takiego życia jak on, gdzie wszyscy czyhają by czegoś się o mnie dowiedzieć i na tym zarobić. Brakowałoby mi tych wszystkich wolnych wyjść, jeśli zrobiłabym się sławna. - Na menadżera raczej też się nie nadaję... Nie posiadam wiedzy niezbędnej do tego zawodu. Między innymi chodzi o kontrakty i inne duperele. Jednak nawet jeśli chciałabym to nadrobić, to nie miałabym kiedy. Za jakieś siedem miesięcy zdaję maturę, muszę się na tym skupić - mówiąc to, uśmiechnęłam się. Nie chciałam, żeby czuł się mi cokolwiek winny. Moją wręcz powinnością było przyjść na tą kolację za to, co miało miejsce w restauracji. - Tak więc jakoś sobie poradzę. Jestem w tym całkiem niezła - powiedziałam z niekrytą dumą.
     Nawet nie zauważyłam, jak szybko minęła nam podróż. Jednak tak to się kończy, kiedy ma się dobre towarzystwo i nie siedzi się w milczeniu. W tym wypadku nawet czułam, że jeszcze kilka minut byłoby wskazanych, ale niestety - praca wzywała.
     - Spokojnie, Hans jest u siebie w biurze. Jego asystentka miała przynieść kostium, tak więc zaraz będę z powrotem - powiedziałam, wychodząc z samochodu.
     Kilka metrów od naszego pojazdu, stały dwa białe samochody, a w okół nich niewielka grupka ludzi. Dla każdej gwiazdy przyjeżdżającej tutaj pewnie wyglądało to jak fani, jednak ja wiedziałam, że są to moi kaskaderzy. Przywitałam się ze wszystkimi i przeprosiłam za opóźnienie, w końcu już trochę na nas czekali. Odebrałam też od nich strój - tak jak myślałam, asystentka Hansa zostawiła im strój i wróciła do studia. Poprosiłam też kaskaderów o to, by zaczęli się rozstawiać po mału, bo niebawem miało się zacząć.
     Tym razem nie wsiadałam znów do samochodu. Podałam tylko Jake'owi elegancki pokrowiec, w którym znajdował się stworzony dla niego strój. Nie widziałam jak wygląda, czekałam aby zobaczyć go na nim. Jednak nim zamknęłam drzwi pojazdu, wyciągnęłam w stronę gwiazdy rękę z wyciągniętym małym palcem.
     - Obiecuję na mały palec, że pojawię się na tej kolacji - i uśmiechnęłam się.
     Po chwili poczułam, jak jego palec zaciska się na moim. Oznaczało to tyle, że teraz nie miałam już jak wywinąć się z danego mu słowa.
     Zamknęłam drzwi i zostawiłam go samemu sobie. W końcu nawet jeśli bardzo bym chciała go podglądać, to ciemne szyby skutecznie powstrzymywały mnie od tego. Takie piękne widoki zmarnowane... Ale no cóż, ja z kolei trzymałam go za słowo, że pokaże mi potem ten film, gdzie odsłonił klatę. To nie to samo co na żywo, ale może lepsze niż nic.
     Nie musiałam długo na niego czekać, bardzo szybko wbił się w swój kostium. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, bo miałam wrażenie, że jeszcze chwila, a bym otworzyła drzwi i zajrzała tam do niego.
     - No i jak się podoba? - spytałam, oglądając go z każdej strony.
     Myślałam, czy nawet nie wysłać jakiegoś kosza z podziękowaniami do Hansa. Czemu? Cóż, mimo niechęci jaką do mnie żywił, zachował się w opór profesjonalnie i odstawił naprawdę dobrą robotę. Dokładnie wykonane, dobre materiały, dopasowane do sylwetki Jake'a, no po prostu tak jak być powinno. I naprawdę dziękowałam mu cicho w duszy za to.
     - Moim zdaniem wyglądasz świetnie, ale musimy już iść. - Powstrzymałam się od łapania go za rękę bądź materiał i ciągnięcia za sobą, więc po prostu ruszyłam w stronę, gdzie kaskaderzy zaczęli się już przygotowywać.
     Jeśli chodzi o ich ubiór, wyglądali jak zwykli ludzie. Obecnie stali rozstawieni w dwóch grupkach i rozmawiali, jednak wiedziałam co się zacznie, kiedy rozpoczniemy scenę - nikt nawet nie będzie podejrzewał, że mogą nie być zwykłymi przechodniami. Pracowałam kiedyś w ich szkole kaskaderskiej jako sprzątaczka i pierwsza pomoc, ponieważ ani na jednym ani na drugim stanowisku nie było dużo do roboty, i widziałam co potrafią.
     Jak tylko się zbliżyliśmy powitał nas Bill, główny kaskader i założyciel szkoły. Stwierdził, że odegranie tej sceny będzie idealną opcją zaliczenia jednego z ćwiczeń dla jego klasy, ale oczywiście nie ma nic za darmo... Miałam mu na dniach podrzucić autograf Jake'a ze specjalną dedykacją dla niego - jeszcze nie mówiłam o tym gwiazdorowi, ale miałam nadzieję, że nie będzie robić z tego problemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER