piątek, 7 kwietnia 2017

44 (28-08-2016)

     W czasie, kiedy Jake przygotowywał się z kaskaderami do występu, ja stałam z boku i myślałam o jego słowach. Pół roku to w końcu szmat czasu - nie wiedziałam, jak wtedy będzie wyglądać moje życie. Byłam jednak pewna tego, że przez sześć miesięcy skutecznie by o mnie zapomniał. Miał w końcu rozpocząć pracę nad serialem, a to wymaga wielu godzin na planie, sesji, wywiadów... Masy roboty. A nie ma skuteczniejszego sposobu pozbycia się kogoś ze swojej głowy jak pogrążyć się w wirze pracy - sama coś o tym wiedziałam. I choć gdzieś tam w środku cieszyły mnie jego słowa wiedziałam, że właśnie tylko na nich poprzestanie.
     Zaczęło się show. Stałam na przedzie razem z Billem, który notował wszystko, co robili jego uczniowie - w końcu taki trening na żywo z publicznością to jest dopiero wyzwanie. Każdy może zobaczyć twój błąd, więc trzeba wypaść niemal perfekcyjnie. I moim zdaniem tacy byli, bezbłędni i profesjonalni, ale w końcu się na tym nie znałam, więc co ja tam mogłam wiedzieć... Bardziej jednak byłam zachwycona Jake'iem i tym, jak łatwo i szybko wpasował się w całą sytuację. Niesamowicie było oglądać, jak w jednej chwili zmienia się z gwiazdy ekranu J.Underood'a w bohatera serialu.
     Z każdą minutą coraz więcej gapiów przybywało oglądać atrakcję. Oczywiście przy tłumie, jaki powstał, spoko osób nie mogło już nic zobaczyć - mimo to jednak twardo stali jakby na coś czekali. Ale to dobrze, bo im więcej ludzi będzie stało wokół tego show, tym większa szansa, że ludzie ze studia będą zaskoczeni. W końcu coś tak wielkiego i głośnego, co z tego powstało, ciężko przegapić!
     Kiedy wszystko się skończyło, spłynęły na nich rzęsiste brawa. Tłum, włącznie ze mną, był zachwycony tym, co miało miejsce.
     - Było superaśnie! - stwierdziłam, kiedy podszedł do mnie. Aż miałam ochotę rzucić mu się na szyję.
     Musieliśmy szybko się zwijać, było już grubo ponad godzinę po czasie spotkania. Rzuciłam więc Billowi tylko "zadzwonię jeszcze dzisiaj i dzięki za wszystko!" i zniknęliśmy z Jake'iem w budynku. Gwiazdor dokładnie wiedział, gdzie iść, co było dla mnie wielka ulgą, bo pierwszy raz byłam w takim miejscu. Przez niektóre z uchylonych drzwi, było widać wejścia na hale, gdzie stały kamery, scenerie, oraz mnóstwo ludzi uwijało się między sobą, a mini bufetem lub wieszakiem z ubraniami. Przeszliśmy też koło kilku drzwi, które miały ponaklejane na sobie złote gwiazdy z imionami aktorów. Nie wszystkie oczywiście kojarzyłam, zdecydowanie mniejszość. Minęliśmy też jedną bez przypisanego nazwiska - czyżby to miała być przyszła garderoba Jake'a?
     W drodze co naszego celu zahaczyliśmy również o baniak z wodą. Aktorowi jak najbardziej należało się ochłodzenie i nawodnienie bo takim wysiłku. Kilka łyków i od razu wyglądał lepiej.
     - Czekaj - powiedziałam, kiedy staliśmy przed drzwiami do naszego celu.
     Wiedziałam, że nie jest małym dzieckiem, ale w tym momencie chodziło o to, żeby nie było po nim widać tego, jak się zapocił. Na jego szczęście, wzięłam z limuzyny kilka chusteczek i schowałam do kieszeni - były raczej odłożone w razie gdyby coś mnie uczuliło, albo jakbym znów miała płakać. Jednak w obecnym momencie były komu innemu bardziej potrzebne.
     Gwiazdor nie rzucał się ani nie odepchnął mojej ręki. Sam wcześniej trochę się przetarł, ale nadal było widać krople potu na jego twarzy. Dlatego teraz ja postanowiłam się pozbyć tych resztek, delikatnie wycierając je z jego czoła i żuchwy.
     - Od razu lepiej - stwierdziłam z uśmiechem, choć tak naprawdę serce z nerwów mało mi gardłem nie wyszło.
     Mówił, że ma rolę w kieszeni, nie wątpiłam w to. Jednak przerażała mnie myśl, że mogę go w coś wpakować z powodu braku doświadczenia w branży - musiałam więc bardzo się pilnować i liczyć z każdym słowem, które powiem przed tą całą autorką scenariusza.
     Skinęłam lekko głową na znak, że jestem gotowa, i weszliśmy do pokoju, gdzie już od dawna na nas czekali.
     - Na plan też będziesz się tak spóźniać? - To było pierwsze, co usłyszeliśmy. Od razu poczułam, że będzie nawet ciężej, niż sobie to wyobrażałam. - I czemu przyprowadziłeś ze sobą dziewczynę? - Jak widać strój mnie nie postarza i nadal wyglądam za młodo... Albo portale plotkarskie zrobiły swoje, trzeba będzie później obadać tą sprawę.
     Wzięłam głęboki wdech, znów wbijając sobie paznokcie w kciuk.
     - Spencer Hastings, jestem jego tymczasową menadżerką - przedstawiłam się, wyciągając rękę w stronę kobiety, która chyba rzeczywiście nie znosiła Jake'a.
     Widać było, że nie specjalnie się do tego paliła, ale uścisnęła moją rękę i również się przedstawiła, tak jak reżyser, który wolał chyba nie wchodzić tej harpii w słowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER