Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Musiałam jak najszybciej usunąć się z widoku, ponieważ czułam, że na policzki zaczynają wychodzić mi wypieki. "On tylko znów zaczął grę" powtarzałam sobie. Mimo to sposób w jaki wyszeptał mi do ucha, że ma dzisiaj ochotę na jeszcze się ze mną widzieć... Pobudził moją fantazję. Uwierzyłam, że serio mogło chodzić mu o coś więcej. Jednak gdy wyszłam z budynku i chłodniejszy wiatr uderzył mnie w twarz, to wszystko minęło. "Pewnie chce pogadać o kolacji" zaczęłam w końcu myśleć trzeźwo. "Na pewno. Albo o tym show."
Odnalazłam auto, w którym nadal czekał kierowca Jake'a. Przekazałam mu to, co powiedział mi gwiazdor i podałam adres, pod który chciałam być zawieziona - do domu. Mimo pracy dla słynnego aktora, miałam też typowe domowe obowiązki. W tym wypadku chodziło między innymi o zrobienie mamie obiadu. Niby nie powinnam, ale wolałam to niż zastać ją z łóżku z dostawcą pizzy lub chińszczyzny, a to nie raz już się zdarzało.
Na mieście zaczynało się przerzedzać, więc droga nie zajęła nam długo, bo tylko jakieś czterdzieści minut - nie dawało mi więc to wiele czasu, jednak zrobienie sałatki wymagało go niewiele. Zaprosiłam również kierowcę, którego imię zdążyłam poznać, na herbatę, ale odmówił. Nie wiedziałam, czy jego decyzja była podjęta tym, iż wolał zostać na swoim stanowisku pracy gdyby Jake go potrzebował, czy po prostu widząc mój dom stwierdził "no chyba nie, dzięki".
Spojrzałam na budynek, w którym mieszkałam i w jednej chwili przyspieszyłam tak, że prawie rozbiłam się na drzwiach, które notabene były otwarte, co oznaczało tylko tyle, że matka mnie ignorowała. Nie pierwszy z resztą raz, jednak zadziwiającym było, że dzisiejszy dzień spędziła w domu- jak już wychodziła, to nigdy nie wracała przed dwudziestą.
To, co tak mnie zaskoczyło w naszym domu, uderzyło mnie jak tylko weszłam do kuchni. Z dołu schodów widziałam również ten sam widok z otwartej sypialni matki. To było...
- Przez Ciebie nie mogłam dzisiaj wyjść! - powitała mnie rodzicielka, schodząc po schodach. - I napraw sobie potem drzwi. Zamknęłaś je na klucz i robotnicy nie mogli wejść, więc je wyważyli za moją zgodą. Ale najpierw obiad - jestem potwornie głodna i mam spotkanie umówione za godzinę. - Słyszałam jak krzyczy do mnie z dołu i może nawet raz obdarzyła spojrzeniem, skoro wiedziała, że to ja weszłam do domu, jednak ja nie kontaktowałam.
Może i to było głupie, ale widząc nowe okna w naszym domu, zaczęłam płakać ze szczęścia. Od tylu lat męczyłyśmy się z oknami, które nie były szczelne i z każdym rokiem było coraz gorzej... Ale jako że mieszkałyśmy w domu, który wynajmowałyśmy, nie wolno nam było przeprowadzać remontów, tak jak nikomu w okolicy - bogacz miał monopol na całą dzielnicę małych, wąsko stojących przy sobie domkach. Jednak w końcu wysłuchał skarg i zainwestował w nowe okna dla swoich wynajemców.
- Zrobisz w końcu ten obiad?! - krzyknęła z góry mama.
- Już się za to biorę! - odkrzyknęłam, obcierając oczy.
Wszystko czego potrzebowałam było w lodówce. Tak więc bez zbędnych ceregieli i niepotrzebnego przedłużania, zabrałam się za robienie sałatki. Zajęło mi to może sześć minut - gotowe jedzenie zaniosłam mamie do sypialni.
Kiedy tylko przekroczyłam próg, zmierzyła mnie wzrokiem, uśmiechając się z podziwem.
- No proszę proszę... Wyłowiłaś sobie jakiegoś bogacza? - Kompletnie zapomniałam, w co byłam ubrana.
- N-nie! Pracowałam dzisiaj jako menadżerka takiego aktora...
- Prześpij się z nim - przerwała mi matka, odpalając papierosa. - Jeśli nie wyjdzie z tego dziecko, za które będzie musiał płacić alimenty, oskarż go o gwałt. Wiesz, ile można...
- Jesteś niemożliwa! - Niemal rzuciłam w nią tą miską z sałatką. - Nie zamierzam być taka jak ty!
- To może wolisz zacharowywać się na śmierć? - Po jej twarzy było widać, jak bardzo z góry na mnie patrzy. Uważała swój styl życia za niemalże doskonały i czuła się wręcz zniesmaczona tym, że go nie pochwalałam.
Zostawiłam ją bez odpowiedzi i wyszłam. Nie obchodziło jej, kiedy wrócę do domu, więc nie widziałam powodu do tego, żeby ją o tym informować.
Kiedy znów znalazłam się w samochodzie, mieliśmy trochę więcej niż godzinę czasu na to, żeby wrócić do gwiazdora. Oczywiście mogło mu się zejść dłużej, ale po rozmowie z matką odechciało mi się wszystkiego, co nie było dla mnie żadną nowością. Dlatego gdy padło pytanie, czy chciałabym jeszcze gdzieś jechać, odpowiedziałam "możemy już wracać".
Przez całą drogę biłam się z moją złością. W myślach przeklinałam matkę i stawiałam ją koło najgorszych przymiotników jakie znałam. Jak ona w ogóle mogła pomyśleć, że wykorzystam tak szansę, jaką dostałam? Gorzej nawet, że po tym co dla mnie zrobił, ja spróbuję go wydoić i dodatkowo zniszczyć własne życie! Jeszcze gorzej, temu dziecku bym totalnie zniszczyła życie! - chociaż i tak byłabym lepszym rodzicem niż ona.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, po kaskaderach oraz tłumie nie było ani śladu. Każdy zajął się swoim życiem - no, prawie każdy. Ja nadal nie wiedziałam co tutaj robiłam ani co robić powinnam. Nie wiedziałam, czy czekać na aktora w budynku czy w samochodzie. Czy będę mu tam w środku potrzebna czy nie... Ale dzień się nie skończył, co oznaczało, że nadal byłam jego menadżerką, więc stwierdziłam, że powinnam tam być.
- Nie może Pani wejść - usłyszałam od ochroniarza pilnującego drzwi.
- Jestem tymczasową menadżerką Jake'a Underwooda, prawie dwie godziny temu byłam z nim w tym budynku, więc proszę mnie wpuścić - powiedziałam, poprawiając żakiet. Zaczynało robić się już chłodno, a co ważniejsze, ciemno. Godzina dziewiętnasta w połowie października nie raczy dużą ilością słońca.
- Ma Pani na to jakiś dowód? Albo może zadzwonić, żeby potwierdził Pani towarzystwo? Jeśli nie, proszę odejść.
Obrzuciłam osiłka w czarnym ubraniu błagalnym spojrzeniem, ale był nieugięty. W sumie kto by mu się dziwił, nie jedna dziewczyna i to nie raz za pewne próbowała wejść do środka żeby spotkać się z którymś z aktorów. Nie mogłam więc go winić za wykonywanie swojej pracy, chociaż skutecznie utrudniał mi moją! Mogłam więc tylko czekać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz