Kiedy przestąpiłem próg pokoju, gdzie zgromadzenie sławnych i mniej znanych gwiazd na metr kwadratowy kilkakrotnie przewyższało jakąkolwiek normę, od razu poczułem, że ciężka atmosfera jeszcze gęstnieje. Ci ludzie, chociaż u progu sławy lub już się nią cieszący potrafili zrobić wiele i grać tak nieczysto, na ile to było możliwe. A wszystko po to, żeby zdobyć upragnioną rolę, jeszcze więcej pieniędzy, jeszcze więcej sławy. Będąc między nimi czułem, że muszę zachowywać się jak oni. Nie mogę być płotką w basenie pełnym rekinów i o ile nie lubiłem traktować ludzi z góry, to niektórym się to należało. Poza tym nie dam sobie w kaszę dmuchać - nikt nie wypchnie Jake'a Underwooda z tego biznesu. Nie pozbawię się idiotycznie szansy wykonywania swojego ukochanego zawodu tylko dlatego, że raz będę zbyt miękki. Wiedziałem już że podejmę wszystkie środki, jakie mogą być konieczne i jakich wymagać będzie ode mnie dana sytuacja.
Tyle sławnych ludzi nie powinno się nawet znaleźć na raze na obszarze Nowego Jorku, nie mówiąc już o gromadzeniu ich we wspólnym pokoju. Chociaż pomieszczenie było ogromne i każdy mógł mieć swój kąt, to zamiast tego każdy chciał mieć panowanie. I notoryczne przepychanki - nie tylko słowne - były w codziennej normie.
Moje wejście zatrzymało wszystkie rozmowy i wiele par oczu skierowało się na mnie. No tak, oczywiście; nadal miałem na sobie strój, który uszył Hans. Widziałem, jak nienawistnie niektórzy patrzą na mne, ale nie przejąłem się tym wcale. Gwiazdy, zwłaszcza te mniejszego kalibru, którym coś nie wyszło w życiu, zazwyczaj takie były i tak się zachowywały. Umiałem to olewać, jeśli była potrzeba, umiałem też z tym jednak walczyć.
Do chwili szmer rozmów wznowił się, a ja zająłem jedno z wolnych miejsc. Zanim zdążyłem wyciągnąć telefon a ukrytej w stroju kieszonce przeznaczonej na podręczne rzeczy, przede mną pojawił się Andrew.
- Co to za szopka? Płacisz jakimiś małpimi występami za spóźnienie? - zaczął od razu, stając przede mną w rozkroku i zakładając ręce na piersi. Powoli podniosłem spojrzenie znad urządzenia i przez chwilę patrzyłem na niego bez słowa. - Wielki Jake, który ucieka się do sztuczek, żeby zdobyć rolę. To będzie wielka wiadomość w telewizji, chyba tylko to kupuje ci sławę.
Zaraz obok Andrew'a pojawił się jego menedżer, starszy od niego o przeszło dziesięć lat mężczyzna. Skinął lekko głową na powitanie.
- Proszę nam wybaczyć, panie Underwood, my... - zaczął.
- Cisza, McGordon - syknął gwiazdor, uciszając menedżera.
Westchnąłem przeciągle, z trudem zachowując pozory spokoju. Wkurzał mnie ten rozpieszczony dzieciak. Gdyby tylko jego fanki wiedziały, co za paskuda czai się za pięknie wypromowanym i wykreowanym przez megia image'm.
- Współczuję panu, że musi pan robić za niańkę, panie McGordon. Nie wiem, kto jak nie osoba o anielskiej cierpliwości wytrzymałaby z takim dzieciakiem, naprawdę - powiedziałem, a mój wyraz twarzy się nie zmienił, chociaż miałem ochotę trzasnąć go porządnie w wymuskaną buzię. Wstałem wolno, wyrównując się wzrostem z Andrewem tak, żeby nie mógł patrzeć na mnie z góry. - Respekt i szacunek to rzeczy, których nie kupisz za pieniądze. A roli nie dostaniesz tylko dlatego, że szczekasz głośniej niż inni - dodałem, bawiąz się nadal telefonem w dłoni.
Kto wiedział, co mogłoby się stać, gdyby dokładnie w tym momencie obok nie pojawiła się Sheila Richie. Sheila, warto wiedzieć, jest obecnie drugą najlepiej zarabiającą aktorką w branży w kategorii "junior". Niezwykłą sławę zdobyła jej urocza buźka, w której niemal natychmiast zakochały się miliony nastolatków śliniących się do jej dużego dekoltu niczym banda psów. Poza tym była naprawdę genialną aktorką - potrafiła zagrać wszystko na już, teraz. Sheila rozsadzała pomieszczenie swoją słodką urodą, tyle tylko, że była tak samo rozpieszczona i jeszcze bardziej groźnia niż Andrew. Ona, w przeciwieństwie do niego działała z rozsądkiem, nie pochopnie, każdą akcję potrafiła przemyśleć tak, żeby wyszło na jej. To robiło z niej groźną rywalkę.
- Chłopcy, a wy już się kłócicie? - zapytała słodko, podchodząc do nas w swoich kusych, ale nie dziwkarskich ubraniach.
Na szczęście zanim którykolwiek z nas zdołał jej odpowiedzieć, do sali weszła komisja, żeby omówić zadanie castingowe. Losom dziękowałem, że tak a nie inaczej się to skończyło.
Kiedy przesłuchanie dobiegło końca, byłem już wykończony. Brak snu odbijał się na mnie w negatywny sposób, a poza tym casting był wyczerpujący i nawet dwie silne kawy nie pomogły za dobrze. Na szczęście udało mi się odegrać swoją rolę w niemal idealny sposób. Reżyser nawet wyjawił swoje zadowolenie moją grą. Czułem, że nie mam się co martwić o swoją rolę. Z budynku wyszedłem więc zmęczony, ale i usatysfakcjonowany. Spencer zauważyłem na małej ławce na placu przed budynkiem.
Mimo zmęczenia, pomachałem do niej, a kiedy mnie zauważyła, ja już byłem na tyle blisko, żeby się odezwać.
- Hej - rzuciłem, rozglądając się za samochodem. - Chodźmy do środka, muszę się przebrać - dodałem i za chwilę podjechał Steven. Wsiedliśmy do samochodu, a kiedy tylko opadłem na kanapę, poczułem że robię się śpiący. - Nie masz nic przeciwko temu, żebym się przy tobie przebrał? Moglibyśmy już jechać. Chciałem zaproponować ci kolację po całym dniu pracy. Gdyby nie ty... Co tu dużo mówić, pewnie nie udałoby mi się załatwić wszystkiego w jeden dzień. Jestem naprawdę wdzięczny - powiedziałem, patrząc przez moment w jej oczy. Były intrygujące, zupełnie to samo uczucie miałem patrząc w nie pierwszy raz dzisiaj w ten sposób. Chwila nie trwała długo, ale było w niej coś bardzo prywatnego, intymnego wręcz. No i nareszcie znalazłem się wokół "normalnych" ludzi, nie drażniących gwiazd. - Przebieram się w takim razie - rzuciłem, pół żartem zaczynając już rozsuwać suwak kombinezonu. Ale naprawdę zamierzałem poczekać na jej zgodę. Ostatecznie mogłem zrobić to też później. - Znasz jakiś dobry fast food? - zapytałem jeszcze.
Ostatecznie tak ciężki dzień pełen wrażeń miałem ochotę zakończyć czymś niezdrowym. Raz na jakiś czas nic mi się nie stanie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz