piątek, 7 kwietnia 2017

49 (30-08-2016)

        Prychnąłem krótkim śmiechem słysząc o striptizie - no tak, mogło to źle wyglądać, ale nie miałem ochoty wydłużać jeszcze czasu dostania posiłku, a nieważne jak wygodny byłby strój superbohatera, zawsze wygodniej mi będzie we własnych ubraniach. Dlatego kiedy tylko się zgodziła, rozpiąłem kostium i zacząłem się z niego uwalniać. Nie wiem nawet dokładnie, czy przyszło mi na myśl coś takiego jak wstyd - nigdy nie byłem wstydliwy, nawet jeszcze zanim przyszło mi rozierać się przed kamerami na oczach milionów ludzi. Oczywiście nie całkiem, ale nawet brak koszuli to poniekąd odarcie z prywatności. Wstydliwi ludzie nie mieli łatwego życia w branży.
        Tym razem jednak było jakoś inaczej... No bo w końcu byliśmy na tylnej kanapie sami, a Steven był jak zawsze milczący jak grób. Jakby nie patrzeć, to było coś zupełnie innego niż rozberanie się przed kamerami. pencer zamknęła oczy, nawijając cały czas, bez przerwy. Przeszło mi nawet przez myśl, że to być może jest nerwowy odruch na taką sytuację, żeby nie siedzieć cicho i niezręcznie. Uśmiechnąłem się na tą myśl, unosząc lekko brwi.
        - Darmowe show, bo masz zamknięte oczy - odpowiedziałem żartobliwie. Nie chciałem wpędzać nas w niezręczne sytuacje, najłatwiej zawsze obrócić coś takiego w żart.
        Steven skierował samochód na podany przez Spencer adres, a ja wolno wciągałem na siebie ubrania. Czułem się trochę, jakby powietrze zamieniło się w miód i ciężej było się w nim poruszać. Ale starałem się słuchać uważnie wszystkiego, co mówi Hastings i nie dawać po sobie znać zmęczenia. W gruncie rzeczy jej towarzystwo i nawijanie bez końca mnie relaksowało równia dobrze, jak cisza. Skończyłem się przebierać i od razu powiedziałem, że może otworzyć oczy. Poprawiłem jeszcze włosy, które opadały na jedną stronę głowy i usiadłem wygodniej na kanapie.
        - Czasem ciężko nadążyć za tobą jak tak nawijasz i nawijasz bez końca - powiedziałem, wkładając telefon do kieszeni spodni i zerkając na godzinę na zegarku.
        Zbliżała się dwudziesta pierwsza. Ruch na drodze zdecydowanie zmalał. Coś jednak na moment sprawiło, że poczułem zawód. Chyba nie fakt, że wspomniała że od jutra będzie dla mnie pracował ktoś inny? Nagle zaczęło mi podejrzanie zależeć, żeby ten dzień jeszcze się nie skończył, żeby jeszcze chociaż kilka dni zatrzymać przy sobie Hastings. Nie wiem, czy nie wymagałem za wiele. Proszenie jej o poświęcenie mi kilku dodatkowych dni... To chyba było niemożliw, więc starałem się zapomnieć, że taka możliwość w ogóle istnieje.
        - Cieszę się z powodu okien - przyznałem szczerze. - Zima zbliża się wielkimi krokami, więc pewnie faktycznie się to wam przyda. A co do castingu, wydaje mi się że wszystko poszło dobrze. Czuję, że ta rola jest w zasięgu mojej dłoni, tylko spędzenie tyle czasu z innymi aktorami to było wykańczające przeżycie - zdecydowałem się na szczerość. Może ludzie myślą, że gwiazdorzy to tacy sami ludzie, jakich promują media, udzielający się charytatywnie i myślący o głodujących dzieciach na drugim końcu świata. A to wszystko to jedno pięknie zagrane kłamstwo.
        Podejchaliśmy do okienka, w którym każde z nas zdecydowało się na co miało ochotę. Ja śladami Spencer wziąłem dokładnie to co ona, a Steven nie chciał nic jeść.
        - W schowku jest moja karta, możesz nią zapłacić - powiedziałem do kierowcy i kiedy tylko wykonał polecenie i dostaliśmy jedzenie, odjechał spod okienka w najdalszą część parkingu. Przezornie, była niezbyt dobrze oświetlona i nie było tu innych ludzi, którzy mogliby mnie poznać.
        - Panie Underwood, będę na zewnątrz. Rozglądnę się trochę - powiedział mężczyzna.
        Kiedy kierowca wysiadł z samochodu i zatrzasnął za sobą drzwi, zapanowała na krótki moment cisza. Silnik nie warczał już, na zewnątrz słychać było tylko odgłosy autostrady. Zostawił nam zapalone małe światło z tyłu oraz parujące jeszcze jedzenie. Uświadomiło mi to, jak bardzo byłem głodny. Zerknąłem na Spencer. Czyli naprawdę rozstaniemy się po tym wieczorze? Chociaż to było ustalone już od początku, to jakoś nie chciałem teraz w to wierzyć. Ptzywikłem do jej obecności.
        - Załatwione - powiedziałem, otwierając swoje frytki. Zdziwione spojrzenie dziewczyny kazało mi dodać: - Zdjęcia i autografy, załatwione. Żaden problem. Dałabyś radę mi to na kiedyś zaplanować? Podobnie jak spotkanie z Jaredem, fajnie by to było mieć w planie, nie chciałbym o tym zapomnieć.
        Jak bardzo zależało mi na tym, żeby przeciągnąć naszą współpracę? Oprócz tego, że Hastings wywiązywała się ze swoich obowiązków idealnie, to jeszcze była naprawdę dobrym kompanem, którego nie miałęm dość po całym dniu. Westchnąłem robiąc krótką przerwę w jedzeniu i przełykając ostatni kęs, który miałem w ustach.
        - Jak ci się dzisiaj podobało? - zapytałem w końcu, pierwszy raz chyba tego dnia nieco niepewnie. Nie wiedziałem, jak zaproponować jej przedłużenie współpracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER