piątek, 7 kwietnia 2017

50 (30-08-2016)

     Obydwoje byliśmy bardzo głodni, Jake nawet bardziej, bo zjadł swój zestaw co najmniej dwa razy szybciej, niż ja pochłonęłam swój. Można by założyć, że po prostu jadłam powoli, ale i mnie brzuch przypominał o tym, że obiadu praktycznie nie tknęłam. Skoro już mowa o tamtej restauracji, mimo jej niesamowitych kucharzy, i tak wolałam jeść w "Lancelot Knights" - taki kaprys klasy niższej. Chociaż może jednak i jadłam wolniej... Kiedy wspomniał o tym, że nawijam bez końca odebrałam to raczej jako to, że powinnam siedzieć ciszej - nie raz już słyszałam, że powinnam się nauczyć mówić mniej.
     Słuchałam uważnie, kiedy opowiadał o tym, jak było na castingu. Zawsze zastanawiałam się, jak to wygląda - kiedyś miałam coś ala przejściową fazę i bardzo chciałam brać udział w takich rzeczach. Jednak widząc, jaka to jest rywalizacja, ile problemów... Odechciało mi się. A już w ogóle porzuciłam marzenie, gdy podczas pracy w kafejce internetowej miałam szansę posiedzieć na forach plotkarskich i dokładniej przyjrzałam się życiu gwiazd. Zero prywatności, wszędzie plotki i pomówienie, narzucane związki - takie życie to nie życie, nawet z taką ilością pieniędzy.
     - Bawiłam się dzisiaj jak nigdy - odpowiedziałam szczerze. - Spróbowałam nowej pracy, zobaczyłam jak mieszkają gwiazdy, odstawiłam się że hoho, pierwszy raz jadłam tak drogie jedzenie... - Wymieniałam tak, aż zabrakło mi palców. Dzisiejszy dzień był naprawdę interesującym doświadczeniem oraz zabawnym. - No i przede wszystkim miałam szansę trochę poznać bardzo fajnego faceta - dodałam, nadal się uśmiechając. Niby tylko jeden dzień i niewiele czasu by się naprawdę móc poznać go bliżej, ale i tak co nie co się o nim dowiedziałam.
     Nie chciałam, by dzisiejszy dzień dobiegał końca. Był wyjątkowy w każdym stopniu oraz równie nieprzewidywalny, mimo grafiku. Nie licząc niemiłego początku i scysji w restauracji, spędzony z nim czas był czymś super!
     Nie mogłam jednak zostawić go bez odpowiedzi o pomoc, jednak musiałam chwilę to przemyśleć. Nie rozumiałam, czemu mnie o to prosił, skoro ktoś dużo bardziej doświadczony mógł mu to ustawić. Z drugiej strony nie wypadało mi odmawiać, po tym co dla mnie zrobił, ani nie widziałam co do tego wskazań, więc...
     - Mogę spróbować. Masz gdzieś tablet ze swoim planem? Ładnie bym Ci to wszystko wpisała i rozpisała - powiedziałam, uśmiechając się do niego.
     Wtedy Steven wrócił. Poinformował nas o tym, że pogoda zaczyna wyglądać nieciekawie, a konkretniej, że zaczynają zbierać się chmury. Miałam nadzieję jednak, że jeśli spadnie deszcz, nie będzie on rzęsisty ani trwać długo. Nie widziało mi się zmoczyć nowe ubrania albo zmoczyć buty, na które wydałam tyle pieniędzy.
     Nie było już na co czekać, więc ruszyliśmy w stronę apartamentu Jake'a. Musiałam w końcu zabrać moje rzeczy i odebrać od niego należne mi pieniądze - skłamałabym mówiąc, że nie chcę ich przyjmować i dzisiejsze rewelacje mi wystarczą. No i od razu mogłabym zająć się planem, o który mnie prosił. Wystarczyło, że miałabym na to pomysł, i szybko bym się z tym uporała. Jednak jeśli nic rozsądnego nie wpadnie mi do głowy, będę musiała niestety przeprosić i oddać takie rzeczy w ręce profesjonalisty.
     Podczas drogi raczej ja mówiłam. Widziałam, jak zmęczony był gwiazdor... Więc wyciągnęłam z zanadrza najnudniejsze historie jakie mogłam i zaczęłam opowiadać je z najdrobniejszymi szczegółami. Nie dało się tego po prostu słuchać, sama nawet zaczęłam ziewać - jednak tego już nie usłyszał, bo odpłynął w krainę snów. Sama jednak musiałam zachować trzeźwość umysłu, więc wyjęłam zeszycik z kieszeni i zaczęłam bazgrać. Opisałam sobie dzisiejszy dzień tak szczegółowo, żeby na pewno nic z niego nie zapomnieć, co i tak chyba nie było możliwe. Czegoś tak wyjątkowego po prostu nie dało się zapomnieć. Chciałam również spróbować naszkicować Jake'a, mimo iż dopiero uczyłam się rysować jako tako, ale dojechaliśmy na miejsce.
     Mimo iż obudziłam chłopaka, wydawał się kompletnie wyłączony. Budynek nie wpuszczał żadnych paparazzi, więc bez problemu mogliśmy razem z kierowcą wziąć go pod ręce i wprowadzić do widny, gdzie dopiero zaczął odzyskiwać jakąś przytomność. Nie na długo jednak, bo jak tylko wjechaliśmy na piętro, jak w transie ruszył gdzieś w głąb mieszkania i już nie wrócił. Domyśliłam się, że padł na łóżko, więc nawet nie próbowałam go szukać - nawet jeśli był mi winny kasę. Nie podobało mi się to, że miałam nie dostać jej teraz, ale wierzyłam, że jeśli zostawiłabym mu mój numer, to by się odezwał i dał to co był mi winny.
     - Panienko - zwrócił się do mnie Steven, rozpalając światła w domu kilkoma pstryczkami znajdującymi się za małym obrazkiem. "Sprytne" pomyślałam. - Kończy się moja zmiana, więc mogę zapewnić podwózkę do domu.
     Psy od razu do nas przyleciały. Najpierw przywitały się z kierowcą, który poklepał je lekko po łbach, a potem przyszła kolej na mnie. Poznałam od razu, która to Queen, bo zaczęła skakać koło mnie, choć nie rzucała się aż tak z lizaniem - może była nauczona, że tych, którzy stoją, się nie dotyka językiem? Natomiast Drake, bo pamiętałam imię drugiego psa, podchodził do mnie ostrożniej, obwąchując mnie dokładnie.
     - To bardzo miłe z twojej strony, ale nie dziękuję - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego. - Muszę się jeszcze przebrać i zostawić notkę dla Jake'a, a jazda metrem nie jest mi straszna, więc możesz wracać do domu. - Każdemu z nas należał się wypoczynek.
     Nie nalegał. Pożegnał się ze mną tylko i opuścił piętro. Po weterynarzach i Deanie również nie było śladu, choć myślałam, że mieszka tutaj i wszystkiego pilnuje. Jak widać jednak i dla niego po dwudziestej drugiej, czyli tak zwanej ciszy nocnej, dzień pracy się kończy.
     Nie zastałam mojej torby w miejscu, gdzie ją zostawiłam. Zapewne męska gosposia przełożyła ją, aby psy w niej nie narozrabiały - jak widać ten facet myślał więcej ode mnie, bo kompletnie zapomniałam o takiej opcji. Nie miałam jednak takiego zwierzaka, więc co ja mogłam wiedzieć? To samo w sumie tyczyło się miejsca położenia moich rzeczy.
     Nie wiedziałam, gdzie wolno mi wejść, a gdzie nie, ani tym bardziej jakie pokoje znajdują się za licznymi drzwiami. Jedyne co mogłam więc zrobić, to odbyć małą wycieczkę po apartamencie. W łazience większej od mojej sypialni nie znalazłam moich rzeczy. Pokój dla psów również nie był miejscem położenia torby. Nigdzie w salonie jej nie widziałam, tam samo jak w pokojach gościnnych ani pokoju rekreacyjnym, gdzie widziałam rzeczy typu bilard oraz piłkarzyki. W następnych zaś drzwiach zastałam sypialnię Underwooda. Najciszej jak mogłam weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać za moimi rzeczami. Jeśli w pokoju były jakieś okna, to nie było po nich śladu - musiały być zasłonięte jakimiś grubymi zasłonami. Jednak światło wpadające przez drzwi pozwoliło mi dostrzec to, czego tak szukałam!
     Usłyszałam jak jeden z psów szczeka. Jake, jako ich właściciel, pewnie był przyzwyczajony do tego, jak hałasują, jednak ja wolałam uniknąć ich wtargnięcia jego sypialni, więc zamknęłam drzwi. Momentalnie zapadła taka ciemność, że wręcz mroczna, nieprzebyta czerń. Powoli, oraz z wyciągniętymi rękoma, ruszyłam w stronę fotelu, na którym dostrzegłam moją torbę. Było to dosyć ciężkie również dlatego, że moje oczy zdawały się nie przyzwyczajać do sytuacji, więc na tym zmyśle polegać nie mogłam.
     Kiedy w końcu dotarłam do torby, z największą delikatnością jaką mogłam, rozpięłam jej zamek. Skoro Jake i tak spał stwierdziłam, że równie dobrze mogłam przebrać się tutaj, co oszczędziłoby mi czasu oraz obaw przed tym, że psy jednak postanowią mnie uślinić.
     Mimo iż robiłam wszystko delikatnie i powoli, każdy dźwięk zdawał się być potwornie głośny z myślą, że kilka metrów ode mnie ktoś śpi. Najgorzej było przy spódnicy, która miała masakrycznie długi suwak. Kiedy w końcu jednak pozbyłam się wszystkich ciuszków, mogłam z powrotem ubrać się w to, w czym tutaj przyszłam - oczywiście elegancko złożyłam moje menadżerskie ubranie i zostawiłam je na oparciu fotela. Wiedziałam, że takie ubranie nie będzie mi już potrzebne.
     Okazało się, że ubieranie się również może stanowić wyzwanie. Bluzka oraz koszula to pikusie, skarpetki również. Jednak kiedy przyszło co do czego i musiałam wskoczyć w moje rurki... Cóż, powiedzmy, że nie poszło najlepiej. Zacząć może powinnam od tego, że wciąganie ich na nogi zdawało się strasznie głośne. Pocierał się o skórę oraz trzeba było co raz go poprawiać i ciągnąć mocno. I na tym się właśnie wyłożyłam, i to dosłownie, bo kiedy stanęłam na jednej nodze by poprawić nogawki... Runęłam w długą, składając pocałunek na podłodze jedynego w swoim rodzaju aktora, Jake'a Underwooda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER