Zatkało mnie, a rozbawienie które być może towarzyszyło mi do tej pory, znikło. Czy to dlatego, że nagle gniew i rozżalenie Harry'ego zostały skierowane na mnie? Chyba jestem okropnym człowiekiem, ale w tej chwili bardzo mnie to nie przejmowało. Sam nie wiedziałem nawet co powiedzieć, kiedy oznajmił że to ja będę płacić za jego idiotyczny błąd. Nie mogłem uwierzyć, że przy tak długoletnim doświadczeniu ten cham zachowuje się w taki sposób do swojego klienta.
Nawet nie otworzyłem ust, żeby mu cokolwiek odpowiedzieć - nie wiedziałem, co powiedzieć w takiej sytuacji. Umiałem z reguły walczyć o swoje, alr to było zbyt niespodziewane, a ja byłem niewyspany i wyraźnie rozdrażniony. A teraz do tego poczułem jeszcze rosnący gniew. Mieszanka wybuchowa.
Kierowca wycofał się aż do samych drzwi, chyba będąc przyzwyczajonym do tego typu rozmów i widocznie nie chciał brać w nich udziału. Z automatu pomyślałem, że muszę w końcu zainwestować w menedżera, który nie będzie mi robił wiecznie pod górkę, bo ten wyskok nie był pierwszy w karierze Harry'ego. Facet na dodatek wyglądał, jakby załatwił już wszystkie sprawy i był gotowy do opuszczenia pokoju bez dalszych dyskusji. Niespodziewanie w mojej obronie stanął ktoś, kto do te pory cichutko wykonywał swoje zadanie i był niemal niewidzialny w pokoju.
Moja uwaga natychmiast po słowach dziewczyny skupiła się na niej. Teraz zauważyłem, po przyglądnięciu się lepiej, że była schludnie ubrana, miała na sobie typowy fartuszek używany w pracy na jej pozycji, ale także było w niej coś innego. Jakś zaciętość, twardość - cechy z którymi nie spotykałem się u żadnej z aktorek, z którymi spędzałem czas na scenie filmowej. Zaintrygowało mnie to, że stanęła w mojej obronie, choć nie mogłem znaleźć przyczyny takiej decyzji. Nie szkoda było jej pracy, posady, pieniędzy? Uniosłem lekko brwi.
- Harry, możesz się usp... - zacząłem, ale on wszedł mi w słowo, zdecydowanie bez jakiejkolwiek uprzejmości. I nawet nie zwracał się do mnie, bo nadal patrzył na biedną dziewczynę. Porządnie zaczęła mnie ta cała sytuacja wnerwiać, bo na swoich podwładnych mógł się wyżywać, kiedy mnie tu nie było.
- Właściwie jesteś na takiej pozycji, że mogłabyś zrobić mi teraz dobrze, na tych kolanach.
Zarechotał obleśnie, a mnie oblał zimny pot. Nie wierzyłem uszom w to, so usłyszałem. Zerwałem się do pionu, przy tym wywracając krzesło na którym siedziałem, tak energiczny był to ruch. Wezbrało we mnie obrzydzenie do tego faceta i gdyby nie zmęczenie, może podszedłbym mu przywalić w ten pusty łeb. Istnieją granice przyzwoitości i właśnie zostały przekroczone. Nikt nie może w ten sposób mówić nawet do osób niższych posadą.
- Zamknij się - rozkazałem natychmiast, podchodząc do dziewczyny i nie czekając na ją zgodę podniosłem ją z kolan trzymając ją za ramiona i postawiłem na nogach. Byłem zły, a może bardziej zażenowany, że Harry jest przedstawicielem tej samej płci i tego samego gatunku co ja. Zmarszyłem brwi, a z mojego wyrazu twarzy łatwo było odczytać emocje. - Po takich tekstach i twojej powtarzającej się niekompetencji wolę ją jako menedżera. Chętnie sprawdzę, o ile lepiej poradzi sobie ze zorganizowaniem mojego dnia lepiej niż ty.
Odwróciłem się i skierowałem do drzwi - miałem zupełnie dość tej rozmowy i całej sytuacji, jaka miała tu miejsce. Harry marnował mój czas w najgorszy ze sposobów. Kiedy byłem już przy drzwiach odwróciłem się w stronę dziewczyny przez ramię.
- No, rusz się i chodź, dzisiaj od tej chwili pracujesz dla mnie, więc nic cię tu nie trzyma jakbyś się zastanawiała - rzuciłem, nie patrząc nawet na mężczyznę, który zostawał w sali sam i pewnie gotował się ze złości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz