Spodziewałem się szystkiego, naprawdę niemal każdej odpowiedzi, tylko nie nazwania mnie "fajnym facetem". Od tak, po prostu, po ludzku Spencer bez żenady po prostu tak do mnie powiedziała. Nie wiem dlaczego wywarło to na mnie tak ogromny wpływ - może dlatego, że od dawna nikt nie zachowywał się przy mnie tak zaskakująco [i]normalnie[/i], jakbym był zwyklym człowiekiem, a nie marionetką mediów i fanów bez własnej prywatności. Dobrze, że w samochodzie było całkiem ciemno, bo byłem niemal pewny że na moich policzkach pojawił się lekko różowy kolor. Nawet przestałem jeść na moment, jakby dowiedzenie się że jestem fajny nie pozwoliło mi wykonywać kolejnych czynności. To było tak urocze, że chwilę zajęło mi wrócenie za własny mur, który na moment udało się Hastings niepostrzeżenie wyburzyć.
Z wdzięcznością, którą tym razem zachowałem dla siebie podałem jej tablet, który leżał na kanapie po drugiej stronie. Nadal nie miałem pojęcia, jak poprosić ją o kilka kolejnych dni. Nie wiedziałbym, jak uzasadnić taką prośbę, bo racjonalną odpowiedzią byłoby "przecież możesz mieć profesjonalnego menedżera za takie pieniądze". I to byłaby prawda, musiałbym powiedzieć... Że się przywiązałem? To brzmiałoby ta strasznie nieprofesjonalnie, a wszystko co nieprofesjonalne irytowało mnie. Może jeszcze nadarzy się okazja.
Nie wiem czy to zasługa monotonnego mówienia o nudnych rzeczach Spencer, czy może naprawdę moje zmęczenie, ale zasnąłem po drodze do domu. To nie zdarzało się niemal nigdy, chociaż samochód usypiał mnie zazwyczaj. Nie bardzo pamiętałem, jak weszliśmy na górę i jakim cudem znalazłem się w łóżku, ale najważniejsze było to, że kiedy w końcu się na nim znalazłem, zasnąłem od razu, bez żadnych problemów. Weterynarzy nie było już w mieszkaniu, z tego co udało mi się zauważyć, a Drake wyglądał na żywszego niż rano i nawet merdał ogonem przez krótką chwilę na mój widok, więc poddałem się zmęczeniu i najzwyczajniej w świecie zasnąłem.
Z ciężkiego jak kamieć snu na moment wyrwał mnie jakiś szmer, a później głośniejszy huk. Nie należałem do grona osób o lekkim śnie, dlatego na wpół obudzony starałem się ogarnąć sytuację. Nie dostrzegłem jednak nikogo w pokoju, więc uznałem że to wyjątkowo realistyczny sen. Podniosłem się do siadu, ziewając szeroko. Zdjąłem koszulę, chociaż rozpinanie guzików w tym stanie zmęczenia szło mi opornie, zdjąłem też spodnie. W samych bokserkach położyłem się na łóżku, niemal natychmiast zasypiając.
Do głowy by mi nie przyszło, że ktoś leży na podłodzie za moim łóżkiem.
Rano obudził mnie budzik, jak codziennie nastawiony na siódmą trzydziści. W pokoju nadal było ciemno, ciężkie zasłony przesłaniające przeszkloną ścianę nadal były zasunięte. Wstając z łóżka od razu zauważyłem, że na fotelu coś leży, czego być tam nie powinno. Zdziwiło mnie, że dziewczyna nie wzięła ze sobą swoich ubrań, bo przecież należały do niej. Przetarłem oczy, zaspany udałem się do łazienki.
Po piętnastu minutach i kilku dodatkowych na śniadanie byłem gotowy do wyjścia. I dodatkowo miałem problem - brak menedżera. Ale jakoś nie chciałem się tym na razie zajmować. Jak niemal codziennie zjechałem na najniższe piętro, a później do piwnicy. Zlokalizowana tu była ogromna siłownia, na dodatek przeznaczona tylko dla "vipów", więc nie groził mi tu atak napalonych fanów. Przebrałem się i od razu zabrałem za ćwiczenia. Niestety, rola aktora zobowiązuje, a już zwłaszcza do serialu o superbohaterze.
Po godzinnym treningu, na którym dołączył do mnie także trener personalny wykąpałem się w basenie, przepływając nieduży dystans każdym stylem. Jeszcze po dziesięć minut w saunie i jacuzzi i byłem gotowy do wyjścia. Na zegarku była godzina ósma pięćdziesiąt, kiedy wyciągnąłem z kieszeni mały liścik i telefon. Wychodząc na zewnątrz, wybrałem numer Spencer, wsiadając do samochodu.
- Cześć Hastings, tu Jake - powiedziałem, kiedy w końcu odebrała, a trochę jej to zajęło. - Właśnie wsiadam do samochodu, będę u ciebie za dwadzieścia minut. Nie wzięłaś swoich ubrań sierotko, ale mam je ze sobą. Ja na pewno nie dam rady w nich chodzić, a może ci się jeszcze przydadzą - powiedziałem od razu, nie dając jej czasu na jakąkolwiek reakcję. Musiałem działać szybko, zanim sam się nie rozmyślę co do swojego działania. - Dobrze że Steven wczoraj porzucał cię do domu, dzięki temu wiem gdzie mieszkasz - powiedziałem jeszcze, uśmiechając się do swojego odbicia w szybie. Gdyby dziewczyna tutaj była, to uśmiechałbym się do niej. Pożegnałem się i rozłączyłem bez dalszych tłumaczeń. Samochód mknął przed siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz