Przez całą drogę nie mogłem się zdecydować, co też właściwie mnie pcha do podjęcia tej decyzji i dlaczego właśnie jadę do mieszkania Spencer. Może zwyczajnie powiem jej, że przywiązałem się do jej towarzystwa? Po jednym dniu, chyba by padła ze śmiechu albo potraktowała jako zbędną, nieprawdziwą uprzejmość. Może więc pchała mnie chęć zapłacenia jej (ta opcja odpadała w przedbiegach ze względów logicznych), pozytywizm, a może brak bratniej duszy w moim nużącym stresem i pracą życiu? Pozotawiłem to pytanie bez odowiedzi.
Droga nie była długa, w obiecane dwadzieścia minut byliśmy pod jej domem. Nowy Jork jest ogromny, niestety, i żeby się tu dostać musieliśmy pokonać parę innych dzielnic, bo był oddalony od centrum, a w dodatku po jego przeciwnej stronie niż mój apartamentowiec. Może podróż metrem była szybsza, tylko dla mnie niemożliwa.
Nie zdążyłem jeszcze nawet wyjść z samochodu, z przyzwyczajenia zsuwając okulary przeciwsłoneczne na nos, a ona już stała w drzwiach. Zamknąłem za sobą drzwi - pogoda była paskudna, ale ulica przynajmniej mało ruchliwa, więc raczej nikt nie mógł mnie tu łatwo rozpoznać. Okrążyłem auto od strony bagażnika i wszedłem na chodnik, gdzie stała Spencer.
- Ha, zabawne. Liczyłem na jakieś miłe powitanie tego typu, zdaje mi się że to bardzo w twoim stylu - odpowiedziałem od razu, zaglądając jej przez ramię na dom. Nie było to trudne, bo nadrabiałem dodatkowymi centymetrami, więc cokolwiek chciała tam schować, nie udałoby się jej.
Dom wyglądał na całkiem normalny, nieco zaniedbany, jakby brakło mu zaradnej męskiej ręki, ale nie bardzo biedny. Przypominał takie z filmów, czasem wystrój a studiu prezentował się podobnie. Zwykły dom, więc wzruszyłem ramionami, nie rozumiejąc dlaczego nie chce mnie do niego wpuścić. Po chwili, dłuższej chwili, dopiero przyszło oświecenie. Uśmiechnąłem się nagle, najpierw układając usta w udawane zdziwiony "o".
- Co tam ukrywasz, że nie mogę wejść? Wiesz że teraz jeszcze bardziej mam na to ochotę? Może masz chłopaka, o którym mnie nie poinformowałaś i nie chcesz żeby był zazdrosny - wypaliłem, patrząc na nią z przebiegłym uśmiechem na twarzy. Nie zamierzałem się wpuchać jej do domu, ale moja ciekawość znacznie urosła co do tego tematu. Po chwili spoważniałem nieco. Faktycznie dzisiaj czułem się zdecydowanie bardziej wypoczęty, nareszcie. - Za to ty niezbyt. Spałaś dzisiaj chociaż chwilę? - zapytałem jeszcze.
Potem przypomniało mi się, że jednym z głównych powodów dla których tu przyjechałem były pieniądze. No tak, oczywiście, dobrze że dziewczyna mi o tym przypomniała. Na moment straciłem zainteresowanie sprawą nie wpuszczania mnie do domu, po czym skupiłem się na niej.
- Masz konto w banku? Jeśli tak, zapisz mi numer na telefonie, agencja zajmuje się opłacaniem pracujących dla mnie ludzi, wystarczy że do nich zadzwonię i pieniądze masz na koncie - powiedziałem, zerkając przez ramię na kierowcę. Siedział za kierownicą i jak zwykle udawał, że go nie ma. - Słuchaj... Dziwnie się czuję prosząc cię o to, ale mogłabyś popracować dla mnie jeszcze kilka dni? - specjalnie chyba nie sprecyzowałem, o jak długo tak naprawdę mi chodziło. - Chciałbym znaleźć sobie godnego zaufania menedżera na to stanowisko, a na szybko takiego znikąd nie wytrzasnę - uzupełniłem.
Głupio czułem się w sytuacji, kiedy to ja przychodzę na rozmowę kwalifikacyjną, a nie do mnie się na nią przychodzi. Mimo wszystko unikałem spojrzenia Spencer, bo nie czułem się bynajmniej komfortowo w takim stanie rzeczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz