Zaśmiałam się trochę nerwowo wa wspomnienie o chłopaku - wolałabym już tak owego ukrywać, zamiast szalonej matki, która by się na niego rzuciła, żeby wyciągnąć mu portfel z kieszeni. Poza tym, czemu miałabym tak owego ukrywać przed nim? Czyżby wziął tę gierkę za prawdziwy flirt i... Nie, chyba nawet przez myśl mi nie przechodziła opcja, w której ktoś tak prosty, jak ja, mógł spodobać się komuś, kto mógł mieć kogo tylko chciał.
Zamurowało mnie jednak, kiedy poprosił o to, bym nadal z nim pracowała. Albo może raczej powinnam powiedzieć "dla niego" - nazewnictwo poprawne jednak nie miało aż takiego znaczenia, nie to się przecież liczyło. Ja? Pracować dalej jako menadżerka? Czy on na pewno przemyślał tą decyzję? Czy na pewno jest trzeźwo-myślący? Czy on chce stracić pracę? Czy on chce zniszczyć swoją reputację? Czy on najzwyczajniej oszalał?
Westchnęłam. I tak nie miałam obecnie pracy jako takiej, nie licząc tego, co dobierałam na weekendy i wieczorami miałam w Taco Bell - musiałam pamiętać, żeby tam zadzwonić i wziąć wolne do... Powiedzmy końca tygodnia. Nawet jeśli miałabym pracować z Jake'iem której, to będę miała mały urlopik.
- Tydzień ci wystarczy? - spytałam, splątując ręce na piersiach. - Do następnego piątku w sensie - sprostowałam, aby nie miał żadnych wątpliwości.
Wiele osób pewnie by się dziwiła, czemu daję tak mało czasu dla pracy, która zapewne jest w stanie dać mi więcej pieniędzy za tydzień, niż zarabiam przez kilka miesięcy... Cóż, głównie dlatego iż wiedziałam, że mój brak doświadczenia, znajomości oraz bardzo umowny kapitał, są bardzo dużym ograniczeniem oraz obciążeniem w pracy z kimś tak sławnym. Owszem, zależało mi na pieniądzach, bo komu w tych czasach nie zależy? Jednak nie chciałam torować sobie do nich drogi bo jego karierze, którą bardzo łatwo mogłam zniszczyć.
- Jeśli będziesz potrzebować więcej czasu to "be my guest", ale masz szukać i znaleźć sobie kogoś super, rozumiemy się? - puściłam do niego oczko z uśmiechem. - Jednak jeśli mam zaczynać już, teraz, z buta, to... - zatrzymałam się na chwilę. W takiej sytuacji wypadałoby już zaproponować mu jakąś kawę czy herbatę, zamiast kazać mu czekać w samochodzie nie wiadomo ile. - Nic teraz nie mówisz ani nie hałasujesz, nie ściągasz butów, rozumiesz? - Nie czekając na odpowiedź, złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę drzwi wejściowych.
W korytarzu nie było wiele światła, więc nie bałam się, że zauważy bałagan. Do kuchni, której drzwi były zaraz obok, też nie pozwoliłam mu wejść, ciągnąć go za sobą na schody. Stawiałam bardzo ostrożne i delikatne kroki, nawet w butach nie było mnie słychać - co innego jednak z gwiazdą, która nie wiedziała, jak i gdzie stawiać kroki, żeby być niesłyszalnym.
Zastanawiałam się, czy zauważył brak zdjęć w domu? Byłam u wielu osób i zawsze widziałam chociaż kilka zdjęć na korytarzu - czy to samego dziecka, czy z rodzicami, albo jakieś ślubne... Cokolwiek. U mnie natomiast nie było nic. Wszelkie zdjęcia na których był ojciec, matka wyrzuciła. Z czasem pozbyła się również moich - kiedy próbowałam je odzyskać, zamknęła mnie w pokoju i spaliła wszystko za domem. Jedyne zdjęcie, które się ostało, to to, które dostałam kiedyś od ojca, na którym była cała nasza rodzina - nie wiedziałam, czemu nadal je trzymałam, skoro nas opuścił... Z czasem jednak zrozumiałam, czemu matka i mnie nie chciała. Wystarczyło spojrzeć na mnie i ojca ze zdjęcia, żeby widzieć, że byłam toćka w toćkę jak on. No prawie, bo dziewczęcości mi nie brakowało. Jednak kolor włosów, kształt twarzy, grzbiet nosa... Nie odziedziczyłam nic po matce, a dla niej, która tak bardzo kochała ojca, byłam tylko jego kobiecą kopią.
Kiedy stanęliśmy na piętrze, usłyszałam hałas dochodzący z sypialni rodzicielki. Nie chciałam, aby zobaczyła Jake'a, więc przyspieszyłam kroku, wręcz wrzucając aktora do mojego pokoju.
Mój azyl nie był duży oraz nie miałam w nim wiele. Łóżko stojące w poprzeg naprzeciw wejścia, dotykało ramą obu ścian, idealnie się między nie wpasowując. Obok stało niewielkie biurko, które obecnie całe obrzucone było zeszytami i książkami do tego stopnia, że ledwo starczyło miejsca na czarną lampkę. Nad miejscem mojej nauki wisiała oczywiście tablica korkowa, na której znajdowały się takie głupoty, jak mój stary plan lekcji, grafiki pracy, kartki z przypomnieniami... Oraz wspomniane wcześniej zdjęcie, ukryte pod różową karteczką samoprzylepną. Oczywiście miałam na czym siedzieć przy biurku, choć nie było to wygodne krzesło na kółkach, a jedno z tych drewnianych, które stały w "jadalnym" sektorze kuchni. Poza tym w pokoju była jeszcze tylko szafa z lustrem, w której trzymałam wszystkie swoje ubrania, pamiątki, stare zeszyty... Taki schowek jednym słowem. Nie wszystko się jednak w nim mieściło, więc można było dostrzec również kolorowe, plastikowe pudła, w których znajdowała się cała reszta.
Od razu zamknęłam za sobą drzwi - nie starczyłoby mi palców u obu rąk, żeby podliczyć, ile razy możliwość odcięcia się uratowała mi tyłek.
- Przepraszam za bałagan, nie spodziewałam się gości - powiedziałam cicho, od razu zabierając się za poprawianie starej pościeli w jakieś wróżki... A przynajmniej kiedyś to je przypominało.
Ściany w pokoju były puste oraz wypłowiałe. Żółty kolor, który niegdyś je zdobił, zachował się tylko w kątach pokoju u słabym dojściu światła. Wszędzie indziej kolor wyraźnie zbladł. Nie próbowałam jednak zwrócić im ich światłości ani nawet ozdabiać - szkoda było mi pieniędzy na plakaty, fototapety czy inne pierdoły. Wolałam zainwestować pieniądze w coś, co naprawdę mi się przydawało.
Weszłam kolanami na łóżko i uchyliłam je, by trochę się przewietrzyło. Zamieniłam również kolana na tyłek, który spoczął zamiast nich na materacu, oraz poklepałam miejsce koło siebie, zachęcając Jake'a do zajęcia miejsca. Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć, ponieważ ciszę, jaka zaczęła nam towarzyszyć, przerwał ochrypiały od papierosów głos matki.
- Spenc! - wywołała mnie. - Skoro już poszłaś za moją radą, to nie musisz się ukrywać! - Nie wiedziałam, czy gwiazdor wiedział, co co jej chodziło, ale ja czułam, że płonę ze wstydu na przemian z rosnącą złością.
- Nikogo nie przyprowadziłam! - odkrzyknęłam jej podchodząc do drzwi. Nie zamierzałam do niej wychodzić, ani jej otwierać, ale w ten sposób nie krzyczałam przynajmniej chłopakowi nad uchem.
- Oczywiście, bo przecież jestem głucha - zaśmiała się, krztusząc się przy tym. Znaczyło to tylko tyle, że już zabrała się za palenie tych swoich papierochów. - Nie zapomnij się tylko zabezpieczyć, nie stać nas na to, żeby potem to wyskrobać! - Z tymi słowami wsunęła kilka sztuk kondomów pod moimi drzwiami. - Jak nabierzesz wprawy to powinnaś zabrać się też za tego bogacza, co załatwił Ci wczoraj te ekstrawaganckie ciuszki...
Paznokcie, które od jakiegoś czasu wbijałam sobie w rękę, przestały przynosić ból oraz mnie uspokajać. Otępiałam po prostu. Stałam tak pod drzwiami bez słowa, oddychając głośno, jakby bojąc się, że każdy, nawet mój najmniejszy ruch sprawi, że zacznę się na nią drzeć tak, jakby moje struny głosowe nie miały ograniczeń. Nie raz się w końcu to już zdarzało, ale robiłam wszystko, żeby Jake nie zobaczył tej mojej strony. Chciałam również, żeby nie miał szans zetknąć się nawet z matką, ale jak widać była nieunikniona.
Słysząc mój brak odpowiedzi, zapewne uznała, już zaczęłam "zarabiać" i sobie poszła. Dopiero kiedy usłyszałam, jak drzwi w łazience zamykają się za nią, a woda pod prysznicem zaczyna się marnować, zaczęłam zwalniać uścisk. Oddech zaczął się uspokajać, a ja sama wzięłam się w garść - przełknęłam łzy, które chciały się wydostać na myśl o tym, jakiego wstydu znów się przez nią najadałam oraz co myślał chłopak, przykleiłam uśmiech na twarz i dopiero wtedy odwróciłam się w stronę Jake'a. Nim jednak coś powiedziałam, wkopałam kondomy z pokoju tą samą drogą, którą się tutaj dostały.
- Przepraszam Cię za nią. Lubi gadać głupoty i robić mi obciach - skłamałam, próbując wszystko obrócić w żart. Skoro zniknęła pod strumieniami wody, mogłam mówić głośniej bez strachu, że nas usłyszy, bo i tak wtrąciła już swoje. - Chciałam dowiedzieć się, czego ode mnie oczekujesz w ramach tej pracy - i wyszykować w między czasie, ale o tym już nie wspomniałam głośno. Po słowach mamy wolałam nie dawać mu żadnych powodów do tego, żeby choćby nawet pomyślał o tym, że serio mogłam chcieć z nim... - Masz mój strój z wczoraj? Świetnie - nerwowo skakałam z tematu na temat. Odebrałam od niego torebkę, w której była moja wczorajsza kreacja i ciągnęłam dalej: - Chcesz kawy albo herbaty? Kawę mamy tylko sypaną, a herbatę malinową, jeśli masz ochotę. - Nie ważne co mówiłam, czułam się tak zażenowana. Miałam wrażenie, że mój idealnie dopracowany sztuczny uśmiech zaraz spadnie, więc postanowiłam opuścić sypialnię. - Zrobię obie, co będziesz chciał to wypijesz, zaraz będę!
Postanowiłam ubrać się w kuchni w czasie, kiedy woda będzie się gotować. Łazienka i tak była niedostępna dla mnie w tej chwili, więc równie dobrze mogłam zrobić to tam, skoro i tak byłam sama. Korzystając z tego, iż nikogo ze mną nie było, opadłam na krzesło, chowając twarz w dłoniach. Nie płakałam, nie złamałam się, ale musiałam przez chwilę poużalać się nad sobą, żeby móc się odciążyć z tego i iść dalej. Nie zajęło mi to dużo czasu, więc po chwili zajęłam się tym, po co zeszłam do kuchni - ubraniem stroju oraz zrobieniem napojów.
Dopiero zakładając bluzkę zdałam sobie sprawę, że nie miałam stanika. Przeklęłam się pod nosem i naciągnęłam moją domową bluzę na elegancką, drogą koszulę. Naprawdę nie chciałam dać mu ŻADNEGO sygnału na to, że rzeczywiście jednym z powodów, dla których zaciągnęłam go do domu, było dobranie się do niego, więc opcja w której mógłby zobaczyć moje nagi piersi prześwitujące przez cienką koszulę nie wchodziła w grę!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz