Po wcześniejszej zapowiedzi, że nie mogę wejść do domu zaskoczyła mnie jej decyzja, ale pozytywnie. Obróciłem się jedynie, żeby skinąć na Stevena, wiedział żeby na mnie poczekać nawet bez słowa. Jak na ochroniarza i kierowcę naprawdę inteligentny z niego gość, rzadko zdarza się to w jego fachu, a ja kompetentnych ludzi lubię trzymać przy sobie. Zdziwiły mnie trochę jej wymagania, ale i utrwaliły w przekonaniu, że w domu jest ktoś, kogo nie powinienem spotkać. Przekonany, że nic mnie nie zaskoczy po milionie sytuacji, jakie przydażyły mi się już w ciągu mojej wzrastającej kariery ruszyłem za nią chodnikiem do środka.
Wewnątrz było dużo ciemniej niż na zewnątrz, w korytarzu nie było okien. Nie miałem nawet okazji się rozglądnąć, bo Spencer szła szybko, przemykając wręcz po tych deskach parkietu, które nie skrzypią. Nie udało mi się naśladować jej ruchów, chociaż uważnie patrzyłem gdzie stawia stopy.
Zadanie "nie hałasować" zostało zakończone fiaskiem, przynajmniej z mojej strony.
W domu było cicho. Nie wyglądało na to, że ukrywa tutaj tabuny uchodźców z Meksyku ani nawet żadnego rodzeństwa. Nie widziałem rodziców. Dom wyglądał na pusty, ale na pewno nie był, skoro dziewczyna zachowywała się w ten sposób. Dopiero na piętrze usłyszałem znaki istniejącego tu życia i otwierałem już usta, żeby zapytać kto to, na szczęście zdążyłem się opanować zanim złamałem też drugą zasadę "nic nie mówić". Kiedy weszliśmy do pokoju, rozejrzałem się wkoło, jakby szukając powodu, dla którego tak broniła się przed zaproszeniem mnie do środka.
Chociaż w gruncie rzeczy moja ciekawość była całkiem spora, to sam nigdy nie naciskałbym na zaproszenie mnie do środka, przynajmniej nie na poważnie. Doceniałem to, że to zrobiła, cokolwiek mógłbym tu znaleźć. Obrzuciłem spojrzeniem biurko pełne książek i okrążając je podszedłem do tablicy korkowej, ale nie zdążyłem się jej ani temu co na niej było przyglądnąć.
- Też nie zamierzałem na początku wchodzić, nie ma problemu - odpowiedziałem, przyciszając intuicyjnie głos. Skoro nie chciała, żeby ktoś mnie zobaczył, nie zamierzałem być wrednym dupkiem robiącym jej na złość.
Kobiecy głos, chociaż nieco zniszczony, nadal był całkiem silny i zaskoczył mnie początkowo. Opadłem na łóżko na wskazane miejsce i znieruchomiałem, słuchając słów kobiety. Czy to była matka Spencer? A może jej siostra? Cała sytuacja nagle się zmieniła. Spencer podeszła do drzwi, a ja drgnąłem nieświadomie, słsząc o czym mówi kobieta stojąca za nimi. Nie miałem pojęcia, jaki jest kontekst jej słów, ale na pewno mi się nie spodobały. Zmarszczyłem brwi i zmrużyłem oczy, patrząc na Spencer. Może nie gniewnie, ale podejrzliwie. Czy to możliwe, że mnie oszukała lepiej niż niejedna profesjonalna aktorka i nie była tym, za kogo ją brałem? To prawie niemożliwe, żeby moja intuicja się pomyliła co do Hastings. Nie mogłem w to uwierzyć, a przynajmniej nie po tym jak zachowała się w restauracji po starciu z Lucy. Nie chciałem uwierzyć, że miała jakiś plan, żeby mnie wykorzystać, na co jawnie zwracała uwagę kobieta, której twarzy nawet nie widziałem.
Niepewnie i nieswojo poczułem się dopiero tak naprawdę kilka chwil później, kiedy moje oko wyłapało w nikłym przyciemnionym świetle małe opakowania, które wsunięte zostały przez drzwi. Zjeżyłem się, ale nie chciałem tego po sobie dać poznać. Jeśli praca mnie czegoś nauczyła, to tylko nie oceniać pochopnie ludzi. Przecież Spencer spędziła ze mną wczoraj cały dzień. Wiedziałbym, gdyby miała złe intencje... Prawda? Nie mogłem pozwolić, żeby ktoś za drzwiami, zniszczony głos bez twarzy zasiał ziarno niepewności.
Nie zdążyłem otrząsnąć się z szoku i niedowierzania, a Spencer zalała mnie falą informacji i wyszła z pokoju. Zbieranie myśli szło mi opornie, więc wstałem powoli szukając ukrytej kamery albo czekając aż ktoś wyskoczy z szafy. Wchodzenie tutaj to był błąd, poczułem nagle. Jakbym zawiesił karierę na włosku przez własną głupotę, nie wybaczyłbym tego sobie.
Przede wszystkim powinienem działać ostrożnie i rozważnie. Podszedłem do biurka, nie dotykając książek i spojrzałem na tablicę korkową. Plany, zadania, przypomnienia... Odchyliłem różową karteczkę, patrząc na zdjęcie trzech osób. Bez wątpienia była to Spencer z rodzicami. Była podobna do ojca. Westchnąłem, patrząc na kobietę uśmiechającą się do aparatu. Młoda, zdecydowanie za młoda, żeby mieć dziecko w tym wieku. Miała ładną, trójkątną twarz i rudobrązowe włosy. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych. Chyba trochę bardzo zagapiłem się na to zdjęcie, bo nie usłyszałem jak woda przestaje się lać i ktoś wchodzi do pokoju.
- Hej ty! Przecież ja cię znam - powitał mnie donośny głos. Odwróciłem się natychmiast. Za dobrze znałem te słowa i za bardzo ich nienawidziłem.
W progu stała kobieta z fotografii, tyle że zmienił się jej kolor włosów na czarny (nie wiem jaki ma, jak coś to zmienię xd), a ładna twarz zasłonięta była mocnym makijażem. Wyglądała też na znacznie starszą niż na fotografii. Nie zdążyłem zareagować, a nawet jakbym się chciał schować, to nie było gdzie. Kobieta oparła się łokciem o futrynę drzwi i zacmokała niecierpliwie.
- Gwiazda kina, no no, nieźle się ta moja córka postanowiła ustawić. Zastanawiam się tylko jak ona cię poderwała, ani dupy, ani cycków szałowych po mnie nie odziedziczyła.
Jeśli początkowo zapomniałem o złości, którą we mnie wzbudziła wcześniejszym tekstem, to teraz sama mi o niej przypomniała. Wezbrała się we mnie fala niecodziennej nienawiści. Może była jakoś spokrewniona ze Spencer, a nawet jeśli tylko mieszkały ze sobą, nie powinienem się na niej wyżywać. Po pierwsze, gazety czekają na jeden mój zły krok, a opieprzenie obcej baby z pewnością tym było, nieważne jak niemiła była dla mnie czy dla Spencer. Po drugie może była kimś ważnym dla dziewczyny... Z trudem, ale udało mi się opanować.
- A pani to..? Zapomniała się chyba pani przedstawić - odpowiedziałem chłodno, specjalnie ignorując wcześniejsze zaczepki słowne. Wyprostowałem się, dziękując bogom że stała w drzwiach i nie zbliżała się do mnie zbytnio.
W tym momencie mogła mnie chyba uratować jedynie Spencer, ale nie wypadało mi jej wołać, kiedy poszła do kuchni. Mam tylko nadzieję że nie postanowi zwlekać i nie zostawi mnie samego z tą kobietą, która właśnie się wyprostowała i której oczy błyszczały niebezpiecznie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz