piątek, 7 kwietnia 2017

56 (01-09-2016)

     Sprzątanie - taki nerwowy odruch. Czekając, aż woda się zagotuje, kręciłam się po niewielkim pomieszczeniu przecierając blaty, myjąc naczynia w zlewie oraz wycierając kubki przygotowane na napoje co najmniej tak, jakby bez chwili mojego nadzoru mogło się tam coś rozwinąć. Dla mnie to było za mało, ale co więcej można było zrobić w tak małym pomieszczeniu? Mogłam chwycić za mop i zacząć z nim tańczyć po kafelkach, ale jeszcze tylko bym się zgrzała i cały dzień latała potem z plamami potu wielkimi jak jeziora...
     Byłam bardzo pogrążona w moich myślach. Martwiłam się o to, co myślał sobie Jake i jak diametralnie zmieniło się jego zdanie o mnie, po całej tej sytuacji. Przecież w końcu mieliśmy tę naszą małą gierkę i... O mój boże! Przecież ja go chciałam rozebrać w windzie! - na samo wspomnienie o tym wiedziałam, że w tym momencie już było po mnie. Dostał w końcu czas na przyswojenie do siebie całej tyj sytuacji, więc pewnie jakieś pierdylion czerwonych lampek już mu się zapaliło w głowie. Spodziewałam się, że lada chwila przestanie grzecznie siedzieć na łóżku, i wyjdzie po prostu. W "F this shit I'm done" stylu oczywiście.
     Kręcąc się tak po kuchni, linczowałam się wręcz w podświadomości za to, że jednak postanowiłam zaprosić go do domu. Mogłam jednak po prostu wepchnąć go do samochodu i powiedzieć mu "nudź się tutaj, zanim się ogarnę". Gdybym tak zrobiła, szanse, że matka coś by walnęła coś takiego jak to, co dopiero co zrobiła, byłyby minimalne. Może nawet w ogóle nie byłoby na to opcji, bo by nie ogarnęła, że jakiś drogi samochód stoi na podwórku? - dowiedziałabym się, gdybym, sama nie wiem... UŻYŁA GŁOWY CHOCIAŻ PRZEZ CHWILĘ! Znałam ją przecież, czego się spodziewałam?! Że zignoruje czyjeś kroki i pomyśli "może bym w końcu zachowała się jak prawdziwa matka? zaproponowała herbatę czy coś"?!
     Woda jeszcze się nie zagotowała, więc złożyłam moje domowe ubrania w kostkę, gotowe do zabrania na górę, kiedy napoje będą gotowe. Od razu wzięłam też moje zimowe buciory i wyrzuciłam je na korytarz do całej reszty obuwia. Zauważyłam wtedy światło na górze schodów - łazienka. Była otwarta i pusta.
     Byłam niczym koń, który dostał batem w tyłek od swojego jeźdźca. Byłam niczym prostytutka widząca klienta na końcu ulicy. Byłam niczym kot, który właśnie usłyszał za sobą psa. Byłam niczym nastolatka, która zobaczyła swojego idola. Byłam niczym dziewczyna, której matka poszła w samym ręczniku do Jake'a Underwooda z zamiarem "gwałtu".
     Przechodziłam po kilka stopni na raz, by jak najszybciej znaleźć się na górze. Nie wiedziała, co mu nagada, albo co już mu nagadała, ale na pewno zrobiła wystarczająco, by nie chciał znów postawić nogi w tym domu.
     - Chyba powinnaś już iść - wycedziłam przez zęby, próbując wejść do pokoju, ale odepchnęła mnie, dalej blokując futrynę.
     Naprawdę bardzo, ale to bardzo nie chciałam się z nią szarpać. Mimo wychowania, jakie mi zaserwowała, wiedziałam, że nie powinnam podnosić ręki na moją matkę w żadnym wypadku. Ani na żadnego rodzica.
     - Skarbie, miałaś swoją szansę - stwierdziła, łapiąc za miejsce, w którym materiał wetknięty był tak, że ręcznik bez niczyjej pomocy trzymał się na jej ciele. - Teraz dorośli będą rozmawiać, więc idź i poczekaj na dole...
     Czy ona... Czy... Po prostu nie umiałam wyrazić zażenowania oraz obrzydzenia, jakie mnie ogarnęło na myśl, że chciała mu właśnie pokazać swoje... Tak zwane atuty. Mogłam się jednak mylić, mogła najpierw wziąć od niego pieniądze bo "te widoki są zbyt cenne, żeby pokazywać je za darmo", ale takie myślenie nie pomagało. Nie miałam pojęcia, co siedzi w głowie tej szalonej kobiety, ani jak temu przeciwdziałać. Nie wprowadziłam w końcu gwiazdy do mojego domu po to, żeby przeżył traumę, z której nie będzie w stanie się wyleczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER