Wiedziałam, jak bronić się przed matką - to nie pierwszy raz, kiedy tak się na mnie rzucała. Nigdy co prawda ręki na mnie nie podniosła, ale gdy byłam młodsza i nie podobało jej się to, że chowałam się w swetrach czy bluzach... Skakała na mnie i wręcz wyrywała z ciuchów, które jej nie odpowiadały. Między innymi dlatego wyglądają one, jakby były co najmniej dwa rozmiary większe. Czułam się przez to niekomfortowo, kiedy przychodziły takie dni, że były mi potrzebne. Nie miałam w końcu tyle pieniędzy, żeby kupować sobie nowe bluzy i swetry za każdym razem, kiedy jej coś strzelało do głowy...
Nie odpychałam jej, nie szarpałam, nie gryzłam, nie plułam, nie robiłam nic poza ciągnięciem bluzy w dół tak mocno, jak tylko mogłam. Już od dawna nie pozwalałam jej decydować o tym, co ubieram - do jej to jednak nie docierało. Uważała, że jako moja matka ma prawo decydować o wielu rzeczach w moim życiu, chociaż w nim nie uczestniczyła jako tako. Ale ona to widziała inaczej. Uważała, że daje mi bezcenną lekcję życia i że powinnam być jej wdzięczna, za to co robi - niedoczekanie!
W końcu między nas wkroczył Jake, rozdzielając nas. Chciał dobrze, wierzyłam w to, ale... Chcąc nie chcąc pozbawił moją mamę jej jedynego okrycia. Całe jej CENNE ciało, było teraz widoczne KOMPLETNIE ZA DARMO. Co dziwniejsze, wszyscy zastygliśmy w ruchu, jakby nie wiedząc co zrobić, żeby nie pogorszyć sytuacji...
W końcu się otrząsnęłam się z szoku, o jaki przyprawiła mnie matka, i nie tylko mnie. Musiałam wyprowadzić stąd gwiazdora, zanim sytuacja by się pogorszyła, chociaż nie wydawało mi się to możliwe. Wydawało mi się, że wyciągnięcie go z domu przekraczało moje możliwości, więc po prostu pchnęłam go z powrotem do mojej sypialni, zatrzaskując za nami drzwi. Nie zdążyłam do końca przekręcić zamka, kiedy w próbach złapania równowagi, Jake złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Wylądowaliśmy na wykładzinie. Gwiazdor obił sobie poślady, a ja przetarłam kolana, lądując przed nim. Żadnemu z nas raczej nic poważniejszego się nie stało, przynajmniej jeśli mowa była o urazach fizycznych, bo jego psychika na pewno ucierpiała po czymś takim.
Nie czekając na jego ruch, albo raczej paniczną ucieczkę, zarzuciłam mu ramiona na szyję i przytuliłam się. Nie obchodziło mnie w tym momencie, że mogę być brutalnie odepchnięta, po prostu musiałam się do kogoś przytulić i to w trybie natychmiastowym.
- Przepraszam, nie powinnam nigdy Cię tutaj wprowadzać - powiedziałam cicho, wtulając twarz w jego ramie.
Dopiero wtedy zauważyłam, jak cudownie pachniał... Perfumy, których używał, po prostu przyciągały do siebie i otumaniały w sposób, który sprawiał, że nie chciało wychodzić się z jego ramion. To było chyba to, czego w tym momencie potrzebowałam. Wtedy, w jego objęciach, zaczęłam się wyłączać od tego wszystkiego, oczarowana jego zapachem.
Jeśli mama chciałaby nam przeszkodzić, wystarczyło kilka porządnych szarpnięć drzwiami. Nie domknęłam zamka do końca, więc bez większego problemu można było się do nas dostać. Miałam jednak nadzieję, że chociaż przez chwilę będziemy mieli spokój. Lepiej - że szybko się ogarnę i stąd wyjdziemy. Wystarczająco wstydu, smutku i żenady się dzisiaj najadłam. Należało mi się kilka godzin pracy, która pozwoliłaby mi zapomnieć o moim domu i jego domownikach.
- Przepraszam...
Nawet sobie nie wyobrażał, jak bardzo żałowałam tej decyzji. Nie wiedział również o tym, że chyba nigdy więcej nie będę mogła czuć się przy nim tak swobodnie jak się czułam - dowiedział się zbyt wiele o moim życiu. Chciałam, żeby mógł mnie znać bez tej strasznej otoczki, która dyskryminowała mnie w oczach tak wielu ludzi...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz