W momencie w którym znaleźliśmy się na korytarzu, poczułam jak nogi uginają się pode mną. Musiałam oprzeć się o ścianę, żeby znów nie wylądować na podłodze. Tym razem najpewniej otarłabym sobie twarz zamiast kolan.
Zaczęłam nerwowo bębnić palcami w ścianę. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. Czułam się jak w jakimś filmie. Nie miałam jednak czasu siedzieć i być tym faktem zszokowana. O nie... Jeśli to działo się naprawdę, to miałam właśnie szansę udowodnić, że nie rzucam słów na wiatr i że jestem coś warta. Nie wierzę jakim cudem dostałam moją szansę, ale nie zamierzałam wypuścić jej z rąk.
Poza tym... Zbiorę wystarczająco informacji, żeby zarobić w zamian za pracę, którą zapewne straciłam. Bo to robienie ze mnie menadżera, to pewnie jednodniowe. Może nawet krócej...
- Okej okej. Em...
Nie mogłam tak myśleć. Rozpuściłam włosy i zaczęłam przeczesywać je palcami - tak lepiej mi się myślało. A musiałam mieć naprawdę dobry plan.
Od początku. O piątej ma obiad ze znajomymi i casting do serialu. Jeśli miejsca są niedaleko, wystarczyłoby może pięć minut, żeby zjawić się na miejscu. Mógłby przyjść spóźniony, ale nie wiem na ile to się naprawdę sprawdza. Poza tym tak bez niczego to masakrycznie źle by wyglądało, jeszcze gorzej gdyby przyniósł coś jako "przeprosiny" za spóźnienie. W sumie... Taka łapówka to byłby temat!
Nie! Dzisiaj twoja zmiana, Spenc. Dzisiaj dbasz o to, by nie miał wpadek!
A co jeśli...
- O czym jest w ogóle ten serial? - spytałam, nadal przeczesując nerwowo włosy.
- Lekkie sci-fi o superbohaterze, który podawany jest w wiadomościach jako złoczyńca. - Krótko i treściwie, już go polubiłam.
Dobra, no to make up raczej żadny tutaj nie pomoże. Za to jakiś kostium... Mamy wystarczająco czasu, żeby pomyśleć nad odegraniem jakieś scenki może, coś jak super wejście, które mogłoby wyrównać jego spóźnienie, żeby mógł zjeść obiad z przyjaciółmi.
Właśnie! Tekst!
Szybko machnęłam aktorowi, że będę za chwilkę, i z powrotem weszłam do pokoju. W sumie, poczułam się niezwykle dobrze z myślą, że zostałam wybrana ponad tego kretyna. Znów poczułam przypływ odwagi. Niesamowicie silny i połączony może z małą zemstą.
Nim zdążył zareagować, wyrwałam mu z rąk krótki scenopis, który zapewne chciał ukryć. Jego brak by mnie pogrążył, tylko menadżerowie bądź aktorzy bezpośrednio je dostają.
- Możesz to sobie zatrzymać! - Cisnęłam w niego fartuszkiem, który z siebie zrzuciłam. Oczywiście nie zapomniałam wyjąć zeszytu. Dzisiaj, zamiast zapisywać tam informacje na sprzedaż, będę tam planować dzień.
Wróciłam na korytarz, zatrzaskując za sobą drzwi. Cudooowne uczucie.
- Potrzebuję tylko wziąć rzeczy i możemy ruszać. Gotowy? - Nie podnosząc wzroku znad tekstu, zaczęłam iść w stronę widny.
Nie było dużo tekstu, jednak wystarczająco, żeby móc zmienić to w "wejście smoka". A przynajmniej tak mi się wydawało, w każdym razie pogodzenie wielu rzeczy na raz będzie wymagało wielu telefonów i przysług. A skoro jutro nie będę miała pracy, będę miała czas to odpracować.
Czekając aż przyjedzie winda, zaczęłam się zastanawiać, jak wygląda sprawa z paparazzi, bo nigdy nie widziałam tego z bliska. Nie będzie mieć problemów za pokazywanie się ze mną? Plotek jakichś... Zwłaszcza, że nie wyglądam jak menadżerka, zwłaszcza jak znów ubiorę na siebie tę męską koszulę w kratę, która służy mi za bluzę/kurtkę w takie początkowo jesienne klimaty.
Jedyne, co mogłam zrobić, to związać włosy w koka, żeby wyglądać poważniej. I to zrobiłam. Ale i tak pewnie niewiele pomogło mojemu wizerunkowi.
I nagle sobie przypomniałam, że nie zrobiłam chyba najważniejszej rzeczy.
- Specner Hastings - przedstawiłam się, wyciągając rękę w stronę aktora.
Dla informacji - Spencer ubrana jest w przetarte jeansy, czarny podkoszulek i (po to właśnie idą) koszulę w kratę. Taką standardową, czarno-czerwoną z takiego grubego materiału. Do tego ma starą torbę sportową i nokie (jakąś bez panela dotykowego).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz