Wydawało mi się, że spędziłam całe wieki w jego ramionach. Były takie ciepłe i silne... Dawały mi poczucie bezpieczeństwa, choć nie byłam niczym zagrożona. Kiedy mnie przytulał, uspokajałam się tak, jakbym bez mówienia pozbywała się moich smutków. Kiedy mnie obejmował, czułam, że coś takiego jak czas, nie istnieje. Kiedy był tak blisko mnie, nie chciałam go puszczać. Kiedy trzymał mnie w ramionach czułam, że jestem dla kogoś ważna...
Przyszedł w końcu jednak okrutny czas rozłąki. Przez pierwszych kilka chwil, było to dla mnie naprawdę bolesne, jednak szybko zeszłam na ziemię. W końcu to nie ja byłam tutaj ofiarą, tylko on - takich widoków,jakich doświadczył w tym domu, raczej szybko nie zapomni.
Przeszły mnie ciarki, kiedy wspomniał o zdjęciu. W normalnym wypadku bym go po prostu zignorowała, nie rozmawiałam o mojej rodzinie, bo nie było o czym rozmawiać. Nie miałam pewności, że w takim wypadku znów nie zacznie naciskać, więc postanowiłam przedstawić mu historię mojej rodziny tak, żeby nigdy więcej nie chciał o nią pytać:
- Ojciec przywiózł nas tutaj i zostawił - powiedziałam, ściągając z siebie bluzę. Samo wspomnienie tego tematu sprawiło, że wszystkie smutki i zmartwienia minęły, a mój ton stał się bardziej szorstki, tak jak i ja. - Po prostu zniknął pewnego dnia, nie zostawił żadnej notki, że zadzwonił nigdy więcej, nie... - Zaczęłam głośno oddychać przez nos. Nerwy, ninja krojący cebule (if u know what i mean), i do tego wszystkiego już tak trzęsły mi się ręce, że nie mogłam trafić zapięciem od stanika.
Przez chwilę zapadła cisza. Najwyraźniej nie widział co powiedzieć, a ja potrzebowałam zebrać się w sobie, żeby skończyć to, co zaczęłam. No i zapiąć ten nieszczęsny stanik w końcu.
- Od dwunastu lat nawet raz się nie zainteresował mną - zaczęłam znów nieco spokojniejszym głosem. - Od prawie tylu samu lat matka nie wykazała mną zainteresowania jakie powinna, zaczęła sprowadzać facetów do domu, popadła w alkoholizm... Możesz mi pomóc?! - wykrzyczałam wręcz, poddając się w walce z zapięciem od stanika.
Nie potrafiłam. Minęło tyle lat, ale ja nie potrafiłam o tym mówić. Nie umiałam opowiadać o tym tak, jakby było to za mną, jakbym nie miała im obojgu za złe tego, jak mnie potraktowali. Nie umiałam udawać, że im wybaczyłam.
Oparłam się głową o drzwi szafy i czekałam, aż Jake zapnie mi to cholerne zapięcie, które tak uparcie ze mną walczyło. Co ja mu takiego zrobiłam, że tak uparcie nie chciał się zapiąć?!
Zawsze zastanawiałam się, co bym powiedziała ojcu, gdybym go spotkała? Uściskałabym go? Uderzyła? Zaczęła na niego krzyczeć? A może olałabym tak samo, jak on olał mnie i mamę? Wyobrażałam sobie nasze spotkanie milion razy w mojej głowie, każde z innym scenariuszem. Od dawna jednak przestałam wierzyć w to, że jest szansa na to, żeby kiedykolwiek go zobaczyć. A nawet jeśli to kiedykolwiek miało miejsce, o nie rozpoznał mnie... Albo w ogóle zapomniał o małej dziewczynce, która codziennie czekała do później nocy na podwórku, by tylko zobaczyć jego samochód parkujący na trawniku przed domem.
Cały czas przysięgałam sobie, że jeśli kiedykolwiek będę miała kogoś dla mnie ważnego, albo i nawet dziecko, nie zachowam się jak oni. Nie odejdę bez słowa, nie zranię ich tak potwornie, nie przestanę dbać o dziecko, nie zacznę żyć jakbym była sama i nikt mnie nie potrzebował, a już na pewno nie zamierzałam kłamać i przestawać ich kochać. Jak jednak widać nie potrafiłam sobie nikogo znaleźć. Może to ciągły brak czasu, a może to, że podświadomie bałam się kogoś dopuścić tak blisko mnie. Może problem było też to, że nie widziałam szans ani powodu to tego, żeby ktoś chciał ze mną być i prędzej czy później nie rzucić mnie lub zdradzić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz