piątek, 7 kwietnia 2017

63 (06-09-2016)

        Odblokowałem telefon i włączyłem aplikację, której używałem zawsze do kontaktowania się z najbliższymi i zaufanymi osobami. Było parę nowych zaproseń na imprezy od znajomych z planów filmowych. Bardziej interesująca wydała mi się jednak wiadomość od rodziców - najwidoczniej dzisiaj wracali z wakacji do Nowego Jorku i planowali jakieś spotkanie ze mną któregoś dnia. Zatrzymałem się na moment na pytaniu o datę, kiedy będę mieć czas. Niemal zawiesiłem się nad telefonem, starając się wymyślić, kiedy mógłbym to jeszcze woasować do planu. Do rzeczywistości wewnątrz samochody przyzwał mnie głos Spencer.
        Zerknąłem na nią przelotnie. Wszystkie te straszne rzeczy, które wydarzyły się w jej domu powoli już opuszczały moją głowę, powoli zacząłem wbijać się w swój normalny, codzienny rytm. A jednak świadomość, że może ona chce tylko mnie wykorystać, za radą swojej szalonej matki, nadal została mi gdzieś na skraju świadomości. Odwróciłem spojrzenie, przenosząc go na okienko czaru z Jaredem. Odezwał się już wczoraj wieczorem, ale najwidoczniej byłem za bardzo zmęczony i zajęty, żeby to zauważyć wcześniej. Szybko odczytałem wiadomość. Nie była zbyt bogata w informacje, pasował mu każdy wieczór poza piątkowym - szedł do kina z tą podstępną żmiją... To znaczy, ze swoją dziewczyną Lucy.
        Na myśl o tej blondynce znów przejęły mnie pochmurne myśli, chociaż tym razem wędrujące w innym kierunku. Jak miałbym porozmawiać o tym z przyjacielem, który najwyraźniej zakochał się w niej po uczy? Wszystko co bym powiedział, brzmiałby nie na miejscu. Tak mnie to drażniło, że nie zauważyłem nawet kiedy Spencer przysiadła się bliżej. Gapiłem się chwilę jeszcze na wyświetlacz iPhone'a. Możliwe, że dziewczyna zauważyła, co było na nim napisane zanim go wygasiłem i spojrzałem na nią zgodnie z jej słowami.
        Spencer patrzyła na plan mojego tygodnia na tablecie, uparcie tym razem nie patrząc w moje oczy, chociaż sama przed momentem mnie do tego niemal zmusiła. Odchrząknąłem cicho, odkładając telefon na kanapę. Odpiszę im później.
        - Dzisiaj mam wolny wieczór - powiedziałem na głos, chciaż Hastings na pewno już o tym wiedziała, bo przecież miała plan tuż podswoim nosem. - Ale wolałbym dzisiaj spotkać się z rodzicami. Właśnie mi napisali, że wrócili z wakacji i pytali o wolny termin. Jared może poczekać do jutra, nie może się z nami spotkać tylko w piątek - wytłumaczyłem wolno, niebezpiecznie uważnie przyglądając się włosom Spencer, które rozrzucone były w nieładzie, zagięciom na bluzce, twarzy, której widziałem tylko odrobinę. Szybko się otrząsnąłem, przenosząc wzrok za szybę.
        Nie powinienem sobie na nic pozwalać. Czerwona lampka dotycząca tej dziewczyny nadal świeciła mi się gdzieś w głowie. Opowiedziałem jej więcej na temat tego, gdzie mieszkają moi rodzice i zaproponowałem gdzie mógłbym się z nimi spotkać. Te instrukcje i ustalenia zjadły większą część podróży, ale dzięki temu że byliśmy zajęci rozmową, to zleciała ona o wiele szybciej. Nawet nie wiem, kiedy zatrzymaliśmy się pod wieżowcem.
        - Będę pod telefonem, gdyby pan potrzebował. Znajdę miejsce na podziemnym parkingu. Panienka też idzie czy trzeba gdzieś cię zawieźć? - zapytał, odwracając głowę w naszym kierunku. Ostro przez to zarysowała się jego kwadratowa, silna szczęka pokryta zarostem. Ciemne okulary miał na nosie nawet, kiedy pogoda była tak beznadziejna jak dziś, zawsze utrzymywał że dzięki temu lepiej mu się prowadzi.
        - Idzie - odpowiedziałem od razu za nią, zanim zdążyła się zastanowić. - Chodź, moze będę cię potrzebował. Poza tym, nie wiem czy to wypada, ale też chcesz iść na obiad z moimi rodzicami? W gruncie rzeczy to mili ludzie, pewnie nie mieli by nic przeciwko temu. Zastanów się nad tym, masz trochę czasu. I jak wybierzesz restaurację, dam Ci mój telefon żeby ich o tym poinformować, możliwe że będę zbyt zajęty tam na górze - poinstruowałem, mając nadzieję że Spencer zapamięta wszystkie detale co do tego obiadu. - Aha - dodałem jeszcze, już prawie wyszedłwszy z samochodu. - Ta kolacja z Jaredem jutro, tak? - zapytałem, kiedy oboje byliśmy już na chodniku. Steven odjechał powoli, nie zadając jak zwykle żadnych pytań ani nie wyrażając swojej opinii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER