Nie mogłam zebrać się do tego, żeby jej odpowiedzieć. Trochę tak, jakby straciła język w gębie - o boże! W końcu byłam w stanie zrozumieć facetów, którzy nie potrafili zagadać do dziewczyny, która im się podoba! W tym momencie czułam się dokładnie jak oni, tracąc sztukę umiejętnego posługiwania się językiem w moich ustach, więc po prostu patrzyłam na nią. Na anioła bez skrzydeł, którego mogłabym widywać częściej, jeśli tylko Jake dostałby tą rolę...
Niestety, z mojego podziwiania wyrwał mnie męski głos, za którym zaraz objawiła się przystojna, lekko nie ogolona twarz i zdecydowanie za blisko mnie. Nasze nosy prawie się stykały, kiedy mężczyzna wbijał we mnie spojrzenie - tak, nawet przy takiej odległości jego oczy nie skupiały się na moich, a przynajmniej nie tylko. Zaczęłam się powoli odsuwać do tyłu na krześle, jakbym bała się, że coś mi zrobi. Pewnie poleciałabym w długą, wywalając przy okazji kilku innych ludzi, gdyby nie Jake, który pojawił się za mną, poprawiając moje siedzenie. Kiedy wiedziałam, że jest znów przy mnie, odetchnęłam z ulgą. Przy nim już się tak nie denerwowałam, chodź nadal musiałam się pilnować, żeby nie popełnić jakieś gafy.
- Mógł Pan nie widzieć moich referencji, ponieważ nie chciałam dla Pana pracować - odpowiedziałam, kiedy mężczyzna odsunął się trochę ode mnie.
Jakby nie patrzeć, była to w stu procentach prawda. Nie widziała mi się praca menadżerki, zostałam nią tylko na życzenie Underwooda i to do czasu, kiedy nie zarobię na swoje mieszkanie. Mogłabym mu powiedzieć, że tego potrzebuję, prawda, ale nie odciął by dla mnie swojej kariery. Potrzebuje prawdziwego menadżera, więc... Zamierzałam pomóc mu załatwić najlepszego, utrudniając kwalifikacje.
Po minie mężczyzny zgadłam, że chyba trafiłam w jakiś słaby punkt. Czyżby był głównym rywalem Jake'a? A może nie spodziewał się, że mu się oprę? Cóż, przystojny był, ale ja kompletnie nie kojarzyłam gościa. Może z jakieś reklamy w telewizji, ale i tak nic mi to nie mówiło. Dlatego również wolałam nie przechodzić na ty, ani nie pokazać swojego braku doświadczenia w branży, pytając o to, kim jest on oraz ta piękna kobieta. W końcu pewnie mało kto ich nie znał. Skoro tu byli, byli albo menadżerami, albo aktorami - ewidentnie wyglądali na tych drugich.
Powoli zsunęłam się z krzesła na ziemię, mierząc się twarzą w twarz, piersią do piersi, stopą do stopy, z zagadującym mnie przed chwilą aktorem.
Mężczyzna, zupełnie jak mój pracodawca, był ode mnie wyższy mniej więcej o głowę. Szersza szczęka, w miarę dobrze zbudowany, nic nadzwyczajnego. Miał czarną czuprynę, która w sumie jakiegoś szczególnego wrażenia nie robiła... Za to te zielone oczy. Gdybym miała wybierać, które oczy są ładniejsze - jego czy Jake'a, pewnie nie umiałabym zdecydować. Obydwoje z nich mieli coś takiego w spojrzeniu, co sprawiało, że chciało się, żeby oni patrzyli na ciebie. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie jest to jakiś ukryty perk aktorów?
- Powinnam się przedstawić, Spencer Hastings - powiedziałam, wyciągając w jego stroję rękę z uśmiechem na twarzy.
Aktor pochwycił moją dłoń, jakby puszczając w niepamięć moje słowa. Jednak zamiast jej uścisnąć, ucałował lekko jej wierzch i uśmiechnął się szarmancko.
- Na pewno zapamiętam. Andrew Smith - również się przedstawił.
W tym momencie rzeczywiście poczułam, że praca menadżera, z aktorami wokół siebie, może nie być taka zła! Jeśli każda świeża duszyczka była dla nich materiałem do oczarowania, by zdobyć kolejnego fana... Całkowicie mi to pasowało! Nawet udawane, takie zainteresowanie było niewymownie miłe.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym przypomniałam sobie, że w tej całej sytuacji tak jakby kompletnie zlałam ciepłym moczem. Wręcz wyrwałam swoją rękę z ciepłej dłoni Andrewa, wyciągając ją w stronę blond piękności.
- Nigdzie się nie zgubiłam. Jestem Spencer Hastings, nowa menadżerka Pana Underwooda. - Nawet sobie nie wyobrażała, jak ciężko było mi to przepchnąć przez swoje gardło. Zwłaszcza po tym, jak mimochodem została odsunięta na dalszy plan.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz